
Hamlet
William Shakespeare, 1600
„Hamlet” (powstały około 1600 roku) wyrósł z gatunku, który elżbietańska publiczność znała na pamięć: z tragedii zemsty, gdzie duch domaga się pomsty, mściciel udaje obłąkanego, a finał zasyła trupami całą scenę. Szekspir przyjął ten schemat co do punktu — i zepsuł go jednym posunięciem. Kazał bohaterowi myśleć. Zamiast czynu dostajemy zwłokę, zamiast pewności — sprawdzanie dowodu, zamiast okrzyku zemsty — pytanie, czy warto żyć. Z popularnej sensacji powstał pierwszy w literaturze europejskiej dramat świadomości.
Pytanie „dlaczego Hamlet zwleka?” jest osią wszystkich interpretacji tego utworu i zarazem pułapką: tekst podsuwa kilka odpowiedzi naraz i żadnej nie faworyzuje. Hamlet nie ufa Duchowi (bo zjawa może być szatanem) i buduje eksperyment — „pułapkę na myszy”, przedstawienie, które ma wydobyć na wierzch sumienie króla. Gdy dowód już ma, oszczędza modlącego się Klaudiusza z powodu teologicznego: zabity w skrusze poszedłby do nieba, a to „nagroda, a nie zemsta”. Ironia polega na tym, że stryj wcale się nie modlił. W świecie tej tragedii myśl zawsze przychodzi o krok za późno albo o krok za wcześnie.
Opracowania (6)
Elsynor to zamek podsłuchów. Poloniusz szpieguje własnego syna, nasyła córkę na Hamleta i ginie za obiciem, przez które podsłuchiwał; Rozenkranc i Gildenstern przyjeżdżają jako przyjaciele, a pracują jako donosiciele; król mówi o żałobie i weselu jednym oddechem. Dlatego kluczowe słowa dramatu dotyczą różnicy między oznaką a rzeczą: Hamlet od pierwszej sceny odróżnia strój żałoby od żałoby prawdziwej. Udawane szaleństwo jest w tym świecie jedyną formą szczerości — maską, pod którą wolno mówić prawdę.
Dla maturzysty „Hamlet” jest przede wszystkim wzorcem, do którego odsyła później cała literatura polska: bohater rozdarty między nakazem czynu a nadmiarem refleksji wraca w Kordianie, w Konradzie, w Hrabim Henryku. Utwór dostarcza też gotowych kontekstów do wypracowania — o granicy między pozorem a prawdą, o władzy zdobytej zbrodnią, o śmierci, która zrównuje błazna z Aleksandrem Wielkim. Warto czytać go nie jako opowieść o niezdecydowanym księciu, lecz jako pytanie, czy człowiek myślący może jeszcze skutecznie działać.