MaturaPolski.pl Zdaj polski na 100%

Tragizm miłości w Romeo i Julii

Spis treści (9)

Tragizm „Romea i Julii” polega na czymś więcej niż na smutnym zakończeniu. Szekspir zbudował dramat, w którym miłość doskonała — wzajemna, szczera, gotowa na wszystko — rodzi się w świecie, który nie zostawia jej miejsca. Kochankowie nie popełniają żadnej winy w tradycyjnym sensie: ich jedynym „przestępstwem” jest to, że pokochali się, nosząc wrogie nazwiska. A jednak od pierwszych wersów prologu wiadomo, że muszą zginąć. To napięcie między niewinnością uczucia a nieuchronnością klęski stanowi istotę tragizmu dramatu — i czyni z niego wzorcowy tekst do maturalnych rozważań o miłości tragicznej.

Poniższa analiza pokazuje, z jakich elementów Szekspir buduje tragizm tej miłości: od fatum i przeczuć, przez konflikt rodów i pośpiech, po ironię losu w finale. Wszystkie cytaty pochodzą wprost z tekstu tragedii (przekład Józefa Paszkowskiego).

Tragizm zapowiedziany — fatum prologu

Szekspir odbiera widzowi wszelką niepewność już na samym początku: prolog streszcza całą tragedię, łącznie ze śmiercią kochanków. Nad parą od chwili narodzin ciąży zły los, wyrażony obrazem astrologicznym.

Prolog zapowiada:

Z łon tych dwu wrogów wzięło bowiem życie, Pod najstraszliwszą z gwiazd, kochanków dwoje

„Pod najstraszliwszą z gwiazd” — kochankowie są naznaczeni fatum, zanim jeszcze się poznają; ich miłość i śmierć są przesądzone w momencie narodzin. Ten zabieg ma głęboki sens: skoro widz zna zakończenie, każda scena szczęścia nabiera podwójnego znaczenia. Oglądamy bal, scenę balkonową i ślub ze świadomością, że to wszystko prowadzi do grobowca — radość kochanków jest dla nas od początku podszyta żałobą. Szekspir sięga tu po ironię tragiczną znaną z teatru antycznego: wiedza widza przewyższa wiedzę bohaterów, a bezradne przyglądanie się ich nadziei jest częścią tragicznego doświadczenia.

Sieć przeczuć — bohaterowie przeczuwają koniec

Fatum prologu odbija się echem w samych bohaterach, którzy od początku przeczuwają katastrofę. Romeo już w drodze na bal — jeszcze przed poznaniem Julii — wyznaje niepokój, który brzmi jak proroctwo całego dramatu.

Romeo przed wejściem na bal:

Bo moja dusza przeczuwa, że jakieś Nieszczęście, jeszcze wpośród gwiazd wiszące, Złowrogi bieg swój rozpocznie od daty Uciech tej nocy

Przeczucia mnożą się w kluczowych momentach akcji. Julia, patrząc na Romea schodzącego z jej okna po nocy poślubnej — jak się okaże, widząc go po raz ostatni żywego — doznaje makabrycznej wizji.

Julia przy pożegnaniu:

Wydajesz mi się teraz tam na dole Jak trup, z którego znikły życia ślady.

Ta sieć przeczuć buduje atmosferę nieuchronności: bohaterowie zdają się podskórnie wiedzieć to, co widz wie z prologu. A jednak — i w tym tkwi tragizm — nie mogą ani zawrócić, ani nic zmienić. Miłość prowadzi ich naprzód mimo wszystkich ostrzeżeń, wewnętrznych i zewnętrznych.

Miłość jako wykroczenie — świat przeciw kochankom

Bezpośrednim źródłem tragizmu jest konflikt rodów. W świecie Werony, przesiąkniętym nienawiścią aż po służbę, miłość Montekiego do Kapuletówny jest wykroczeniem przeciw porządkowi — czymś, co trzeba ukrywać jak zbrodnię. Julia formułuje ten paradoks natychmiast po poznaniu prawdy: „muszę kochać przedmiot nienawiści”. Wszystko, co w normalnym świecie byłoby świętem — zaręczyny, ślub, noc poślubna — tu odbywa się potajemnie, nocą, w konspiracji przed najbliższymi. Kochankowie nie mają ani jednego sojusznika wśród swoich rodzin; wspierają ich tylko mamka (która ostatecznie zdradzi) i ojciec Laurenty (którego plan zawiedzie).

Tragizm pogłębia to, że miłość i nienawiść są w dramacie splecione przyczynowo: to właśnie ślub z Julią sprawia, że Romeo odmawia pojedynku z Tybaltem — a ta odmowa prowadzi do śmierci Merkucja, zemsty i wygnania. Miłość, próbując przerwać łańcuch nienawiści, sama uruchamia jego najgorsze ogniwo. Kochankowie są zakładnikami świata dorosłych: giną nie przez to, kim są, lecz przez to, do jakich rodzin należą.

Tragiczne przyspieszenie — „gwałtownych uciech i koniec gwałtowny”

Trzecim składnikiem tragizmu jest tempo. Od pierwszego spotkania do śmierci kochanków mija zaledwie kilka dni; wszystko dzieje się „za nagle, za nierozważnie” — jak przeczuwała sama Julia, porównując ich nocne śluby do błyskawicy. Najpełniej wypowiada to ojciec Laurenty w przestrodze udzielonej Romeowi tuż przed ślubem.

Laurenty ostrzega:

Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny; Są one na kształt prochu zatlonego, Co wystrzeliwszy gaśnie.

Pośpiech rządzi całą akcją i pogłębia katastrofę na każdym kroku: Kapulet nagle wyznacza ślub z Parysem, potem jeszcze przyspiesza go o jeden dzień, skracając czas działania planu z eliksirem; Romeo na wieść o śmierci Julii rusza do Werony „jeszcze tej nocy”, nie czekając na wyjaśnienia; Laurenty spóźnia się do grobowca o pół godziny. Tragizm rodzi się w szczelinach czasu — gdyby cokolwiek w tym łańcuchu zdarzeń wydarzyło się choć odrobinę wolniej, kochankowie z pewnością by ocaleli.

Ironia losu — przypadek jako narzędzie fatum

W tragedii antycznej los wypełniał się przez wyrocznie i bogów; u Szekspira jego narzędziem jest przypadek — seria drobnych, banalnych zdarzeń, które składają się na katastrofę. List Laurentego do Romea nie dociera, bo posłańca zatrzymano w domu podejrzanym o zarazę. Wieść o „śmierci” Julii dociera za to bez przeszkód. Romeo dociera do grobowca chwilę przed przebudzeniem żony; Laurenty — chwilę po jego samobójstwie. Każde z tych zdarzeń z osobna jest błahe; razem tworzą mechanizm zagłady precyzyjny jak w tragedii przeznaczenia.

Szczytem tej ironii jest scena w grobowcu: Romeo, patrząc na „zmarłą” Julię, dziwi się, że śmierć nie zatarła jej urody — karmin „nie przestał powiewać na jej licach”. Widzi znak życia i bierze go za cud śmierci. Zabija się więc dosłownie obok śpiącej, żywej żony, na chwilę przed jej przebudzeniem. Trudno o okrutniejszą konstrukcję: kochankowie giną nie dlatego, że los ich rozdzielił, lecz dlatego, że o włos rozminęli się w czasie.

Bunt przeciw gwiazdom — człowiek wobec przeznaczenia

Bohaterowie nie są wobec fatum całkiem bierni — i to również należy do tragizmu dramatu. Romeo po zabiciu Tybalta nazywa się „igraszką losu”, ale na wieść o śmierci Julii rzuca przeznaczeniu otwarte wyzwanie.

Romeo buntuje się:

Maż to być prawdą? Drwię sobie z was, gwiazdy!

Nad ciałem żony ponawia ten gest, ogłaszając wyzwolenie z władzy losu:

Otrząsnę jarzmo gwiazd zawistnych.

Paradoks polega na tym, że bunt Romea jest zarazem wypełnieniem wyroku: „drwiąc z gwiazd”, robi dokładnie to, co gwiazdy — według prologu — dla niego przewidziały. Szekspir zostawia pytanie otwarte: czy kochanków zabiło przeznaczenie, czy suma ludzkich decyzji — nienawiść rodów, porywczość Romea, pośpiech Kapuleta, tchórzostwo Laurentego w grobowcu? Ta nierozstrzygalność odróżnia tragizm Szekspirowski od antycznego: fatum i wolna wola splatają się tu nierozdzielnie.

Sens klęski — śmierć, która jedna zwaśnionych

Tragizm „Romea i Julii” nie jest jednak czystą rozpaczą — klęska kochanków ma sens, który wypowiada w finale książę Eskalus, zwracając się do ojców nad ciałami dzieci.

Książę formułuje morał tragedii:

Niebo obrało miłość za narzędzie Zabicia pociech waszego żywota

I dodaje zdanie, które rozszerza winę na wszystkich:

Wszyscy jesteśmy ukarani.

Śmierć Romea i Julii dokonuje tego, czego nie zdołały wyroki księcia ani upływ pokoleń: jedna zwaśnione rody. Monteki i Kapulet podają sobie ręce nad grobem dzieci i obiecują wznieść im złote posągi. Miłość okazuje się silniejsza niż śmierć w podwójnym sensie: kochankowie wybierają śmierć zamiast życia bez siebie, a ich uczucie — już zza grobu — przemienia świat, który je zniszczył. To gorzkie zwycięstwo: pojednanie przychodzi, ale jego ceną jest życie dwojga niewinnych.

Dramat zamyka sentencja księcia:

Smutniejszej bowiem los jeszcze nie zdarzył, Jak ta historia Romea i Julii

Tragizm wzmocniony kontrastem — rola komizmu

Osobliwością Szekspirowskiego tragizmu jest to, że rośnie on na tle komizmu. Dramat zaczyna się od rubasznych przechwałek służby, mamka rozśmiesza gadulstwem i sprośnymi żartami, Merkucjo sypie kalamburami do ostatniej chwili — nawet umierając, żartuje, że jego rana „nie tak głęboka jak studnia, ale wystarcza”. Ten śmiech nie osłabia tragedii, lecz ją pogłębia: pokazuje świat pełen życia, witalności i codziennego humoru, w którym katastrofa uderza tym boleśniej. Po śmierci Merkucja komizm niemal znika z dramatu — jakby wraz z nim umierała cała beztroska Werony — a jego ostatnim echem jest gorzka scenka muzykantów przy „pogrzebie” Julii. Łamiąc antyczny zakaz mieszania stylów, Szekspir uzyskał efekt, którego czysta tragedia dać nie mogła: tragizm wyrastający ze świata rozpoznawalnie ludzkiego, w którym śmieszność i śmierć chodzą tymi samymi ulicami.

Podsumowanie — co trzeba umieć na maturę

Tragizm miłości w „Romeo i Julii” buduje kilka splecionych elementów: fatum zapowiedziane w prologu („pod najstraszliwszą z gwiazd”) i związana z nim ironia tragiczna, sieć przeczuć bohaterów, konflikt rodów czyniący z miłości wykroczenie, tragiczne przyspieszenie („gwałtownych uciech i koniec gwałtowny”), ironia przypadku (niedoręczony list, rozminięcie się w grobowcu o chwilę) oraz nierozstrzygalny splot przeznaczenia i ludzkich decyzji. Klęska kochanków ma jednak sens: ich śmierć jedna zwaśnione rody („Wszyscy jesteśmy ukarani”), czyniąc z tej historii opowieść o miłości silniejszej niż śmierć. Na maturze temat obsługuje zagadnienia miłości tragicznej, fatum i przypadku, jednostki wobec świata oraz porównania tragizmu Szekspirowskiego z antycznym — warto zestawiać dramat z „Antygoną” (jednostka przeciw prawu wspólnoty) i z romantycznymi historiami miłości niemożliwej.

Chcesz sprawdzić, czy umiesz pisać o tragizmie miłości Romea i Julii? Przećwicz zadania maturalne z tej lektury na stronie matury-online.pl/zadania/polski/romeo-i-julia.