Teoria nadczłowieka i idea napoleońska w „Zbrodni i karze”
Rodion Raskolnikow nie zabił lichwiarki z desperacji finansowej. Miał inny, znacznie bardziej niepokójący powód: chciał sprawdzić, czy teoria, którą sformułował, jest prawdziwa. Zbrodnia i kara Fiodora Dostojewskiego to powieść filozoficzna, w której morderstwo staje się eksperymentem myślowym — testem granicy między człowiekiem a bydlęciem, między geniuszem a kręaturą, między prawem a bezprawiem. W centrum tej konstrukcji stoi idea napoleońska: przekonanie, że historia dzieli ludzi na tych, którzy mają prawo kształtować losy świata, i tych, którzy są zaledwie materiałem w rękach wielkich.
Teoria ta nie pojawia się w powieści jako abstrakcja filozoficzna. Dostojewski wpisuje ją w życie bohatera: Raskolnikow formułuje swoje poglądy najpierw jako student, zapisuje je w artykule, następnie próbuje je przeżyć w praktyce — i ponosi klęskę. Ta dramatyczna sekwencja — idea, działanie, rozpad — jest moralnaś, którą Dostojewski formułuje bez żadnych teologicznych komentarzy. Sam splot zdarzeń jest argumentem.
Artykuł „O zbrodni” — geneza teorii
Zanim doszło do zbrodni, Raskolnikow sformułował swoje poglądy na papierze. Artykuł zatytułowany O zbrodni opublikował kilka miesięcy wcześniej w piśmie „Sbornik periodycznych wiadomości”. Napisał go — jak sam wójściej stwierdza — podczas bezsennych nocy, z „falowaniem i biciem serca, z tłumionym entuzjazmem”. Porfirjusz Pietrowicz, śledczy prowadzący sprawę morderstwa lichwiarki, przyznaje, że odczytał go jeszcze przed tym, zanim Raskolnikow stał się podejrzanym. Artykuł został mu zaprezentowany przez Zamietowa — urzędnika sądowego, który również trafił na tekst przypadkowo.
Ten chwyt narracyjny jest celowy: śledczy rozpoznaje w artykule myśl człowieka, który przekroczył granicę teorii ku praktyce. Teoria wyprzedzała zbrodnię, a zbrodnia miała być weryfikacją teorii — to swoiste zamknięcie filozoficzno-kryminalne jest jednym z najdoskonalszych architektonicznie chwytów w całej powieści dziewiętnastowiecznej.
Podział na zwyczajnych i nadzwyczajnych
Fundament teorii Raskolnikowa jest prosty i bezwzględny: ludzkość dzieli się na dwa niezmiennie odrębne gatunki. Porfirjusz streszcza tę myśl podczas przesłuchania, w którym Raskolnikow uśmiecha się z ironią, słysząc własną idęę „przekręconą” przez czytelnika:
Raskolnikow dzieli ludzi na zwyczajnych i nadzwyczajnych. Według niego ma człowiek zwyczajny przeklęty obowiązek i powinność słuchać, dlatego tylko, że urodził się zwyczajnym człowiekiem; nadzwyczajny zaś człowiek nie potrzebuje się krępować żadnem prawem, lecz może żyć wraz z równymi sobie jak mu się żywnie podoba, z tego jedynie powodu, że jest człowiekiem niezwykłym...
Sam Raskolnikow precyzuje podczas tej samej rozmowy: ludzie „zwyczajni” to materiał służący reprodukcji — konserwatywni, pośłuszni, przestrzegający prawa z konieczności, nie z wyboru. Są potrzebni, bo utrzymują ciągłość świata. Ale historia nie należy do nich. Ludzie „nadzwyczajni” — prawodawcy, reformatorzy, burzyciele — to ci, którzy ruszają bryłę świata z posad. Ich stosunek do prawa jest fundamentalnie inny: nie stosują się do kodeksów, bo sami tworzą nowe kodeksy. Najzwięźlej Raskolnikow ujął to tak:
Gatunek pierwszy jest zawsze panem drugiego, gatunek drugi — jest panem przyszłości.
W tej dychotomii nie ma miejsca na moralność w tradycyjnym sensie. Raskolnikow odwołuje się do logiki utylitarnej: jeśli wielkość naukowa lub historyczna wymaga poświęcenia jednostek, które stoją na drodze — to poświęcenie jest nie tylko dozwolone, ale wręcz konieczne:
Gdyby więc naprzykład odkrycia i wynalazki Kepplera lub Newtona wymagały, na skutek pewnych kombinacyj, życia dziesięciu lub stu ludzi, ponieważ właśnie tych dziesięć lub setka ludzi stanęło na przeszkodzie Kepplerowi lub Newtonowi, to nietylko miałby Keppler lub Newton prawo, lecz nawet byłby obowiązany... usunąć tych, dziesięciu czy stu ludzi, ażeby dać rozgłos swoim wynalazkom wśród całej ludzkości.
Uwagę zasługuje to, czego Raskolnikow nie mówi: nie każdy geniusz ma prawo zabijać kogo mu się podoba. Newton nie mógłby corocznie kraść na targu ani mordować przypadkowych przechodniów. Prawo do przekroczenia kodeksu jest ściśle uwarunkowane: musi służyć idei, która ma znaczenie historyczne. Ale kto ocenia, czy idea ma takie znaczenie? Sam nadzwyczajny. Ta cyrkularność — którą Raskolnikow nie dostrzega lub zamyślnie ignoruje — jest pierwszą ukrytą szczeliną w jego teorii.
Napoleon jako wzór nadczłowieka
W teorii Raskolnikowa Napoleon jest postacią centralną — nie tyle historycznym generałem, ile filozoficznym symbolem człowieka, który przekroczył granicę, nie pytając o zgodę historii ani sumienia. Cesarz Francuzów gromi Tulon, wywołuje rzeź w Paryżu, zostawia armię w Egipcie, gubi pół miliona ludzi pod Moskwą — i usprawiedliwia to jednym kalamburem w Wilnie. Świat stawia mu pomniki. Raskolnikow myśli o tym z goryczą i zazdrością:
prawdziwy władca, któremu się na wszystko pozwala gromi Tulon, wywołuje rzeź w Paryżu, zapomina o armji w Egipcie, traci pół miljona ludzi w походzie moskiewskim i usprawiedliwia się jednym kalamburem w Wilnie; i po śmierci stawiają mu pomniki, a więc wszystko możliwe, nie, tacy ludzie widocznie nie muszą być z ciała, lecz z bronzu!
Rozbieżność między tym wzniosłym wzorcem a rzeczywistością, z którą Raskolnikow ma do czynienia, jest jednym z najostrzejszych chwytów Dostojewskiego. Napoleon miał Tulon i Egipt — wielkie sceny historii. Raskolnikow ma staruszkę żywiarkę z czerwonym kufrem pod łóżkiem. Wewnętrzny głos bohatera formułuje tę absurdalną antytezę z rozbrajającą ironią:
Napoleon, piramidy, Waterloo, i chuda, szpetna registratorowa, staruszeczka, lichwiarka, z czerwonym kufrem pod łóżkiem, no, jak to zestawi ze sobą choćby taki pan Porfirjusz!... Nie potrafią!... Estetyka wejdzie im w drogę: czyż taki Napoleon wlazłby pod łóżko fanciarki! Ech, obrzydliwość!
Napoleon nie zabiłby starej lichwiarki — bo nie musiał. Miał Tulon. Raskolnikow nie ma nic. Ma tylko przekonanie, że w nim drzemie ta sama natura: zdolność przekraczania moralnych barier dla wyższego celu. Ale czy naprawdę ją ma? Przed tym pytaniem — od którego każdy prawdziwy Napoleon by się odwrócił z pogardą — Raskolnikow spędza miesiące. I właśnie to jest pierwszym dowodem na klęskę teorii: napoleoński nadczłowiek nie pyta, czy jest Napoleonem.
Zbrodnia jako test — „czy jestem wszą, czy człowiekiem?”
Raskolnikow nie kradnie. Pieniądze ze skrytki lichwiarki ukrywa pod kamieniem na podwórzu i nigdy po nie nie wraca. Ten szczegół fabularny — na który można by łatwo nie zwrócić uwagi — jest kluczem do zrozumienia całego przedsięwzięcia. Nie chodzi o pieniądze. Chodzi o odpowiedź na jedno pytanie. Wyznając zbrodnię Soni Marmielałdowej, Raskolnikow formułuje je wreszcie wprost:
Pragnąłem dowiedzieć się dowiedzieć i dowiedzieć się jak najprędzej, czy jestem wszą jak wszyscy, czy też człowiekiem? Czy będę mógł przestąpić czy też nie? Czy zdołam schylić się i wziąć czy nie? Czy jestem drżącem bydlęciem, czy też mam prawo.
„Drżące bydlę czy też mam prawo” — to zdanie Dostojewski buduje jako antytezę. Bydlę drżące słucha siły, nie ma woli. Człowiek nadzwyczajny wie, że ma prawo, i idzie naprzód bez pytań. Raskolnikow chce wyjść z kategorii „drzącego” — chce potwierdzić swoją przynależność do warstwy tych, którzy decydują o losach innych. Jego teoria jest próbą wyjścia z nędzy duchowej, nie materialnej. Student bez pieniędzy, który w sobie widzi geniusza — to jest tragiczne pytanie, które powieść stawia.
Warto też zauważyć, że Raskolnikow planował zbrodnię miesiacami, bał się w dniu zamachu, a po nim wpadł w gorączkę i paroję. Prawdziwy Napoleon — wg teorii — działałby jak z bronzu. Raskolnikow drży jak listek. Sprzeczność między teorią a sposobem zachowania bohatera uwidacznia się na długo przed ostatecznym wyznaniem — Dostojewski czyni ją widoczną w każdym detalu narracyjnym.
Bankructwo teorii — klęska w praktyce
Raskolnikow zabija Alonę Iwanownę. Zabija też przypadkowo Lizawiete, jej siostrę, która wraca w złym momencie. Nie triumfuje. Zamiast pocucia wolności i mocy — ciężar, od którego nie można uciec. Nie cieszy go skaleczona filozofia lichwiarki, jej krew, jej czerwony kufer. Wraca do domu i trzęsie się z zimna. Przez dni nałępnych leży w gorączce, rozmawia nieskładnie, zapomina zamknąć drzwi — nawet ta obsesja zapomnienia ma znaczenie symboliczne: podwiadoma potrzeba ujawnienia tajemnicy.
Wewnętrzny monolog Raskolnikowa po zbrodni ujawnia dramatyczną dysharmonię między teorią a odczuciem — o tym, co naprawdę zabił:
nie człowieka zabiłem, zabiłem zasadę! Zasadę zabiłem, a przestąpić nie przestąpiłem, zostałem po tej samej stronie... Potrafiłem tylko zabić. A i tegom nie potrafił, jak się okazuje...
„Zabiłem zasadę, a nie człowieka” — to zdanie ujawnia, jak bardzo Raskolnikow próbuje bronić teorii nawet po zbrodni. Stara lichwiarka to nie człowiek, to symbol — „wsza”, pasożyt. Ale nawet po tym akcie „zasada” nie przyniosła wyzwolenia. Raskolnikow wciąż jest „po tej samej stronie” — po stronie drżących, nie po stronie wielkich. Nie potrafi korzystać z trofeum, bo z końca do końca wiedział — chociaż sam siebie okłamywał — że nie jest Napoleonem. Znamienne jest jego autoportret z tych dni:
Ech, jestem estetyczną wszą, niczem więcej
„Estetyczna wsza” — bo reflektuje nad własną podłością, zamiast po prostu działać. Napoleon nie zastanawiał się, czy jest Napoleonem. Raskolnikow pytał się przez miesiące. Samo to pytanie jest wyrokiem: kto pyta, czy ma prawo, ten już nie ma prawa. To Dostojewski — poprzez losy bohatera — kontruje teorię nadczłowieka najskuteczniejszym możliwym argumentem: dowodem psychologicznym.
Wyznanie Soni — prawdziwy motyw zbrodni
Kluczową sceną powieści jest wyznanie złożone Soni Marmieładowej. To tu Raskolnikow, mówiąc prawdę po raz pierwszy, demontuje własną teorię. Nie polityczny program, nie arytmetyka moralna, nie test nadczłowieczeństwa — tylko jedno zdanie wyjaśnia wszystko, do czego przez całą powieść nie mógł dojść:
chciałem zrobić się Napoleonem, dlatego zabiłem
To wyznanie zmienia perspektywę na całą powieść. „Chciałem zrobić się Napoleonem” oznacza: nie byłem Napoleonem i wiedziałem o tym. Teoria nie była teoriią opisową — była projektem tożsamości. Raskolnikow nie dokonał zbrodni, bo doszedł do filozoficznego przekonania, że ma prawo. Dokonał jej, bo chciał się do tej kategorii wciążnąć siłą. Dlatego właśnie klęska jest tak kompletna. A dalej, w najważniejszej spowiedzi powieści, mówi Soni o prawdziwym motywie:
Zabiłem poprostu dla siebie, dla siebie samego
Nie dla matki, nie dla dobroczynności, nie dla „szcśścia powszechnego”. Dla siebie — by sprawdzić. Teoria nadczłowieka była maską na prostsze, ludzkie pragnienie: być wolnym od strachu, być ponad tłumem, udowodnić sobie, że jest się kimś. Ta diagnoza psychologiczna jest bezlitosna: Dostojewski nie pokazuje upadłego geniusza, lecz człowieka, który był przeciętny i nie mógł tego zaakceptować.
Łużyn jako karykatura teorii
Dostojewski nie pozostawia teorii Raskolnikowa bez lustrzanego zniekształcenia. Piotr Łużin — karierowicz, narzeczony Duni — głosi „rozsądny egoizm”: dbaj o własny interes, a dbasz o interes ogółu. To utylitaryzm sprowadzony do poziomu kupieckich kalkulacji. Łużin nie filozofuje o nadczłowieku — po prostu wsuwa Soni sto rubli, by oskarżyć ją o kradzież i zniszczyć jej reputację na pogrzebie Katarzyny Iwanowny. Czysty, pragmatyczny interes.
W oczach Porfirjusza teoria Raskolnikowa i praktyki Łużina to jedno: „une théorie comme une autre” — teoryjka jak każda inna. Ale zestawienie jest celowe: gdzie Raskolnikow pytał o granicę prawa i moralności w kontekście historycznych wizjonerów, Łużin pyta, jak wyciśnąć więcej ze swojej pozycji. Degradacja idei jest pełna. Raskolnikow przynajmniej szł na Napoleona — Łużin nawet na tyle nie celuje. Jeśli teoria nadczłowieka ma swoje logiczne ucieleśnienie, to jest nim nie Raskolnikow, lecz właśnie Łużin — ktoś, kto po prostu bierze, co chce, i nie myśli o filozofii.
Dostojewski wobec nihilizmu — antycypacja Nietzschego
Teoria Raskolnikowa nie powstała w próżni. Lata sześćdziesiąte XIX wieku w Rosji to czas nihilizmu i radykalnego materializmu — Czernyszewski, Pisariew, ideał „nowego człowieka” wyzwolonego z religii i tradycyjnej etyki. Raskolnikow jest dzieckiem tej epoki: bierze idee w obieg i doprowadza je do logicznego końca. Jeśli Bóg nie istnieje, a moralność jest konwenansem — dlaczego jednostka wybitna miałaby się podporządkować słabym? Dlaczego geniusz ma drżeć przed prawem stworzonym przez miernoty?
Paradoks historyczny polega na tym, że Dostojewski pisał Zbrodnię i karę dwadzieścia lat przed Fryderykiem Nietzschem, który podobną intuicję rozwinął w koncepcji Übermensch — człowieka przekraczającego moralność tłumu i tworzącego własne wartości. Ale Dostojewski odpowiada na to pytanie wcześniej i jednoznacznie: nie ma takiego człowieka. Jest tylko człowiek, który tak o sobie myśli — i płaci za to okrutną cenę. Teoria Raskolnikowa jest nie tyle antycypacją Nietzschego, ile jego artystyczną refutacją: pisarz pokazuje, dokąd nadczłowieczeństwo prowadzi w praktyce. Do szarej, dusznej komórki na Syberii.
Warto też podkreślić, że Dostojewski nie polemizuje z Nietzschem (którego wtedy jeszcze nie było), lecz z rosyjskim nihilizmem i radykalizmem lat sześćdziesiątych. Teoria Raskolnikowa jest karykaturą nowego człowieka z powieści Czernyszewskiego Co robić? (1863) — natomiast maturzyście wystarczy wiedzieć, że pisarz polemizował z racjonalizmem, materializmem i etyką użyteczności, które w Rosji tamtego czasu były ideologią młodego pokolenia.
Bankructwo idei — moralna lekcja powieści
Teoria Raskolnikowa była spójna. Miała filozoficzne podstawy, historyczne przykłady, logiczną strukturę. I właśnie dlatego jej klęska jest tak kompletna — bo Dostojewski obala ją nie przez kontrargumenty, lecz przez fabułę. Raskolnikow nie jest Napoleonem. Wie o tym od początku — bo pyta. A Napoleon nie pytał.
Gdyby zbrodnia miała go wyzwolić, Raskolnikow byłby teraz wolny. Jest rozbity, chory, zamknięty w sobie. Gdyby teoria była prawdziwa, morderstwo stałoby się punktem wyjścia nowego życia. Tymczasem jest punktem końca — końca złudzeń. Pieniądze leżą pod kamieniem, sumać pali, sen o apokaliptycznych trychinach na Syberii — gdzie wizerunki wszystkich zarażonych są fałszywymi ideami — jest ostatecznym przekłuciem teorii. Odrodzenie przychodzi inną drogą: przez pokora, miłość Soni i przyzwolenie na cierpienie.
Teoria nadczłowieka załamała się nie dlatego, że Raskolnikow był za słaby. Załamała się, bo byłaŠ fałszywa. To jest moralna lekcja Zbrodni i kary: historia rzeczywiście dzieli się na wielkich i drobnych, ale linii tej nie wyznacza siła, lecz jakość relacji z innymi ludźmi. Napoleon jest bronzowy, bo nie czuje. Raskolnikow czuje — i to go ocala. Zostaje pośląny na Syberię, ale wychodzi z niej człowiekiem. Napoleon po Waterloo umarł na wygnaniu, z bezużyteczną władzą.
Chcesz sprawdzić swoją wiedzę z Zbrodni i kary na maturze? Zadania maturalne z tego tekstu znajdziesz na matury-online.pl → Zbrodnia i kara.
Rozwiąż test z lektury „Zbrodnia i kara"
Pytania o bohaterów, motywy i wydarzenia — sprawdź, ile zapamiętałeś z „Zbrodnia i kara".