MaturaPolski.pl Zdaj polski na 100%

Arkadij Świdrygajłow — charakterystyka postaci z cytatami

Arkadij Iwanowicz Świdrygajłow to jedna z najbardziej niepokojących postaci w całej literaturze dziewiętnastowiecznej. W Zbrodni i karze Dostojewskiego pełni funkcję mrocznego alter ego Raskolnikowa — człowieka, który już dawno przekroczył granicę moralną, którą protagonista dopiero próbuje przekroczyć, i który żyje poza nią bez żadnego wyrzutu sumienia. A jednak zamiast wyzwolenia doznaje czegoś odwrotnego: absolutnej, obezwładniającej nudy i tęsknoty za czymś, czego nie potrafi ani nazwać, ani osiągnąć. Jego samobójstwo na kilka godzin przed przyznaniem się Raskolnikowa do winy jest jednym z najdoskonalszych zabiegów kompozycyjnych Dostojewskiego: kiedy protagonista decyduje się na życie i cierpienie, Świdrygajłow wybiera śmierć, demonstrując, że droga bez Boga i sumienia nie prowadzi do wolności — prowadzi do cienia, który nie ma już dokąd pójść.

Wygląd zewnętrzny — twarz jak maska

Raskolnikow, obserwując Świdrygajłowa podczas ich pierwszego bezpośredniego spotkania, uderza na samym początku twarzą rozmówcy. Narrator oddaje to wrażenie z pełną precyzją:

Była to jakaś dziwna twarz, podobna raczej do maski: biała, rumiana, z różowemi wargami, z jasno blond brodą i z dość jeszcze gęstemi blond włosami. Oczy były jakoś za niebieskie a ich wejrzenie jakoś za ciężkie i nieruchome. Było coś strasznie nieprzyjemnego w tej pięknej i nie starzejącej się, wnosząc z lat, twarzy.

„Twarz podobna do maski” — ten opis Dostojewskiego jest kluczem do zrozumienia całej postaci. Świdrygajłow jest przystojny, zadbany, elegancki, w kwiecie wieku mimo pięćdziesięciu lat. Ale ta uroda jest nieludzka: nie starzeje się, bo nic jej nie dotyka. Oczy „za ciężkie i nieruchome” to oczy kogoś, kto patrzy na wszystko z zewnątrz, bez emocjonalnego zaangażowania, z chłodną kalkulacją lub obojętnością. Dostojewski buduje portret człowieka, w którym piękno zewnętrzne skrywa wewnętrzną próżnię.

Przeszłość i pozycja społeczna

Świdrygajłow jest ziemianinem, byłym oficerem kawalerii. Jego przeszłość jest mroczna i pełna niedomówień: siedział w więzieniu za długi, z którego wykupiła go Marta Piotrowna Świdrygajłowa — bogata wdowa, która się w nim zakochała. Przez siedem lat mieszkali razem na wsi. Sam Świdrygajłow przyznaje się do użycia szpicruty wobec żony — dwa razy przez całe małżeństwo, jak twierdzi bez specjalnego żalu. Marta Piotrowna umarła nagle; plotka mówiła o otruciu, choć nigdy niczego nie dowiedziono.

W Petersburgu Świdrygajłow pojawia się wkrótce po śmierci żony, rzekomo w interesach i w związku z testamentem. Zatrzymuje się w tanich, umeblowanych pokojach, a jego dni wypełnia pijatyka, karty, restauracje i towarzystwo kobiet z marginesu. Formalnie jest też narzeczonym szesnastoletniej dziewczyny z biednej rodziny — związek, który sam komentuje z ironicznym dystansem.

Historia z Dunią — fascynacja i obsesja

Świdrygajłow pojawia się w życiu Raskolnikowa nie przypadkowo: to on przez lata zatrudniał Dunię — siostrę Raskolnikowa — jako guwernantkę. To tu go zaintrygowała. Listy matki Raskolnikowa, Pulcherii Aleksandrowny, opisują, jak Świdrygajłow molestował Dunię słownie i czynnie, do tego stopnia, że Marta Piotrowna zmuszona była wyrzucić ją z domu i rozgłosić hańbiące plotki — które sama potem odwołała, gdy odkryła, że Dunia jest niewinna.

Fascynacja Świdrygajłowa Dunią jest jedną z niewielu rzeczy, które w powieści zdają się budzić w nim coś więcej niż obojętność. Przyjeżdża do Petersburga otwarcie mówiąc, że chce się z nią zobaczyć. Proponuje jej pieniądze i pomoc dla brata w zamian za... co konkretnie, nie mówi wprost, ale nie ma co do tego wątpliwości. Scena w zamkniętym pokoju, gdy Dunia mierzy do niego z rewolwerem, jest kulminacyjnym starciem między nimi — i paradoksalnie jedyną chwilą, gdy Świdrygajłow zdradza coś przypominającego ludzkie uczucie: kula drasnęła mu skroń, a on stał i czekał na kolejny strzał. Gdy Dunia odrzuca rewolwer — bo nie może go zabić — on ją wypuszcza. „Coś jakby mu odrazu spadło z serca” — nie ciężar trwogi, ale coś innego, boleśniejszego.

Metafizyka nudy — rozmowy z Raskolnikowem

Spotkanie Raskolnikowa i Świdrygajłowa w restauracji to jedna z filozoficznie najgęstszych scen powieści. Świdrygajłow przeprowadza Raskolnikowa przez swój własny światopogląd — i jest to światopogląd kogoś, kto przekroczył wszelkie granice i znalazł po drugiej stronie... pustkę. Na pytanie o widma, które mu się podobno ukazują (łącznie z duchem Marty Piotrowny), odpowiada z rozbrajającą powagą:

Widma — to niejako kawałki, strzępki innych światów, ich początek. Człowiek zdrowy, oczywiście, nie ma potrzeby ich widzieć, zdrowy bowiem człowiek jest najwięcej ziemskim człowiekiem, a więc powinien żyć samem tylko jutrzejszem życiem, dla zupełności i porządku.

Ta metafizyka widm odsłania coś istotnego: Świdrygajłow jest niezdrowy — w duchowym sensie tego słowa. Jego kontakt z „innymi światami” jest dowodem pęknięcia w porządku ziemskim jego psychiki. Widzi duchy i nie boi się ich; co więcej, filozofuje o nich ze spokojem klinicysty.

Gdy rozmowa schodzi na wieczność i życie pośmiertne, Świdrygajłow wygłasza jeden z najbardziej ironicznych i niepokojących obrazów w całej powieści:

wyobraź pan sobie, będzie tam jedna izdebka, tak w rodzaju wiejskiej bani; zakopcona, a we wszystkich kątach pająki, i oto cała wieczność.

„Izdebka z pająkami” to jeden z najbardziej znanych obrazów powieści — i chyba najlepszy klucz do wnętrza Świdrygajłowa. Nie wierzy w nic wielkiego ani wzniosłego. Wieczność jako zakopcona norka to naturalny obraz dla kogoś, komu wszystko na tym świecie zdaje się małe i nieważne. Jest to też obraz autoironiczny: sam Świdrygajłow jest tym, kto zamiast nieba wyobraża sobie brud i pająki — bo w takim świecie czuje się jak w domu.

Nuda jako fundamentalna cecha — ennui Świdrygajłowa

Jedną z najtrafniejszych charakterystyk własnych, jaką Świdrygajłow wypowiada w rozmowie z Raskolnikowem, jest przyznanie, które pada w kontekście jego życia w Petersburgu. Mówi o tym z charakterystyczną dla siebie bezpośredniością:

okrutnie nudna! Szczególnie przez te trzy dni, do tego stopnia, żem aż ucieszył się widząc pana!

Ta nuda Świdrygajłowa nie jest zwykłym znudzeniem człowieka bez zajęcia. Jest egzystencjalną pustką kogoś, kto wyzwolił się z wszelkich ograniczeń moralnych — i nie znalazł po tej stronie nic wartościowego. Ma pieniądze, kontakty, kobiety, swobodę. I wszystko to jest „okrutnie nudne”. Jego szczere ucieszenie się z wizyty Raskolnikowa — człowieka, który go nienawidzi i otwarcie pokazuje wstręt — ujawnia desperację: Świdrygajłow szuka kogoś, z kim można porozmawiać. Kogoś żywego.

Ta nuda jest Dostojewskim komentarzem do teorii Raskolnikowa: wolność od kodeksu moralnego nie prowadzi do radości i mocy — prowadzi do wydmuszki, do człowieka, który siada naprzeciwko mrocznego studenta-mordercy i cieszy się, bo ma z kim pogadać.

Sen o dziewczynce — okruch sumienia

W ostatnią noc życia Świdrygajłow śpi w nędznym hoteliku i śni. Dostojewski opisuje ten sen z kunsztowną szczegółowością: najpierw piękna willa w dniu Zielonych Świątek, kwiaty, białe narcyzy, trumna z dziewczynką. Świdrygajłow rozpoznaje ją. Kim jest ta dziewczynka? Narrator wyjaśnia:

Ta dziewczynka była samobójczynią, topielicą. Miała ledwie lat czternaście, ale było to już serce rozbite i zginęło nie mogąc przeżyć krzywdy, która zgorszyła i zadziwiła jej młode, dziecinne pojęcia, zalała niezasłużonym wstydem jej anielsko-czystą duszę i wydała ostatni krzyk rozpaczy, nie usłyszany, lecz wydrwiony w noc ciemną w mroku, wśród zimna, wśród wilgotnej odwilży i wycia wiatru.

Wcześniej w powieści pojawia się plotka o Świdrygajłowie, że pastwił się okrutnie nad głuchoniemą piętnastolatką, siostrzenicą pewnej Resslich — i że dziewczynka ta się powiesiła. Plotka była niedowiedziona, ale plotka ma zawsze jakąś podstawę. Sen o dziewczynce-topielicy to zbiorowe sumienie Świdrygajłowa, które nie pozwala mu zasnąć: nawet jeśli nie jest winien bezpośrednio, jest winien po swojemu. Ten sen jest jedyną sceną w powieści, gdzie w Świdrygajłowie pojawia się coś, co można by nazwać wyrzutem sumienia. Nie przez teorię, nie przez przekonanie — przez obraz dziewczynki w trumnie, do której on po cichu podszedł i na którą patrzy.

Dostojewski buduje w tym miejscu szczególny kontrast: Raskolnikow płacze na kolanach, wyznaje, jest rozbity od środka. Świdrygajłow śni i wstaje. Ale ten sen coś z niego zabiera: rankiem idzie już tylko do Newki.

Dobre uczynki przed śmiercią — paradoks altruizmu

To, co robi Świdrygajłow w ciągu ostatnich kilku godzin życia, jest zaskakujące i interpretacyjnie bogate. Odwiedza Sonię Marmieładową i zostawia jej trzy tysiące rubli na opiekę nad dziećmi Katarzyny Iwanowny i na podróż za Raskolnikowem na Syberię. Mówi jej przy tym rzecz istotną:

Pan Raskolnikow ma dwie drogi: albo kulką w łeb albo... kajdanki.

To zdanie wypowiedziane przez Świdrygajłowa do Soni jest jednym z kluczowych momentów powieści: morderca i cyniczny libertyn rozumie alternatywę stojącą przed Raskolnikowem lepiej niż sam Raskolnikow. I działa. Odwiedza rodziców swojej narzeczonej, zostawia im pieniądze. Oddaje wolność Duni, zamiast ją zgwałcić. Robi serię drobnych, anonimowych gestów dobrego, które są absolutnie sprzeczne z jego wizerunkiem.

Czy to prawdziwe nawrócenie? Dostojewski nie daje jednoznacznej odpowiedzi. To raczej porządkowanie spraw przed odejściem — gest człowieka, który decyduje się zniknąć i po ludzku sprząta. Altruizm bez wiary, bez nadziei na odkupienie, bez możliwości nowego życia. Dlatego nie uwalnia go tak jak Raskolnikowa.

Samobójstwo — „jadę do Ameryki”

Świdrygajłow kończy życie z absurdalną precyzją. Wychodzi z hoteliku w listopadową mgłę i deszcz, idzie wzdłuż Newki, mija pijaka leżącego na trotuarze, dochodzi do bramy strzeżonej przez wartownika w hełmie Achillesa. Wymiana zdań, która następuje, jest jedną z najkrótszych i najgęstszych scen powieści:

Gadasz bracie, to wszystko jedno. Miejsce dobre jak się będą ciebie pytać, to mów, że pojechał do Ameryki.

„Ameryka” to nie miejsce geograficzne — to eufemizm, symbol ucieczki w nicość. Świdrygajłow w ostatnim zdaniu ironizuje nad własną śmiercią: informuje kłopotliwego strażnika, co ma mówić policji, żeby sprawa była prosta i czysta. Potem:

Przyłożył rewolwer do swej prawej skroni.

I „spuścił kurek”. Dostojewski nie opisuje śmierci bezpośrednio — tylko gest i skutek. To wystarczy. Samobójstwo Świdrygajłowa jest równie precyzyjne i pozbawione dramatyzmu, jak cała jego postać: bez skruchy, bez wyznania, bez Soni, bez krzyża cyprysowego. Koniec człowieka, który wszystko przeżył z taką samą obojętnością.

Alter ego Raskolnikowa — klucz interpretacyjny

Świdrygajłow jest w powieści tym, czym Raskolnikow mógłby się stać, gdyby jego teoria okazała się prawdą. Obaj przekroczyli granicę moralną. Obaj mają krew na rękach (Świdrygajłow przynajmniej pośrednio — poprzez śmierć Marty i dziewczynki). Ale Raskolnikow nie może żyć ze swoją zbrodnią — dręczy go sumienie, gorączka, paranoją, niemożność skupienia. Świdrygajłow żyje z tym bez problemu. I właśnie dlatego jest wolny. I właśnie dlatego jest martwy.

Dostojewski pokazuje, że są dwa sposoby przekroczenia granicy moralnej: z sumieniem (Raskolnikow) i bez niego (Świdrygajłow). Pierwsza droga prowadzi do cierpienia, skruchy i — w epilogu — do odrodzenia. Druga prowadza do nudy, izby z pająkami i listopada nad Newką. Świdrygajłow jest żywym (a właściwie umierającym) dowodem na to, że nadczłowieczeństwo bez duszy nie jest wyzwoleniem. Jest skazaniem na pustą wieczność — dokładnie taką, jaką sobie wyobraził.

Warto przy tym zauważyć, że Dostojewski zestawia obu bohaterów symetrycznie w kompozycji powieści: Raskolnikow składa zeznania bezpośrednio po scenie śmierci Świdrygajłowa. Jakby jedno wydarzenie uwalniało drugie — śmierć człowieka bez sumienia tworzy przestrzeń dla ostatecznej decyzji człowieka, który sumienie ma i chce wreszcie dźwigać jego ciężar do końca.

Chcesz sprawdzić wiedzę o Zbrodni i karze na maturze? Zadania z tego tekstu znajdziesz na matury-online.pl → Zbrodnia i kara.

📝 Sprawdź wiedzę

Rozwiąż test z lektury „Zbrodnia i kara"

Pytania o bohaterów, motywy i wydarzenia — sprawdź, ile zapamiętałeś z „Zbrodnia i kara".