MaturaPolski.pl Zdaj polski na 100%

Konflikt rodów Montecchi i Capuleti

Spis treści (9)

Obok pary kochanków „Romeo i Julia” ma jeszcze jednego głównego bohatera: nienawiść. Waśń Montekich i Kapuletów jest siłą napędową całej akcji — to ona czyni z miłości wykroczenie, wymusza konspirację, zabija Merkucja i Tybalta, prowadzi do wygnania Romea i do katastrofy w grobowcu. Szekspir uczynił z konfliktu rodów studium nienawiści dziedzicznej: bezsensownej, pozbawionej pamiętanej przyczyny, a mimo to przekazywanej z pokolenia na pokolenie i zdolnej pochłaniać kolejne ofiary. Analiza tego konfliktu jest kluczem do zrozumienia wymowy dramatu.

Poniższe omówienie pokazuje anatomię waśni: jej bezpodstawność, zasięg, ofiary i gorzkie zakończenie. Wszystkie cytaty pochodzą wprost z tekstu tragedii (przekład Józefa Paszkowskiego).

Waśń bez przyczyny — nienawiść dziedziczna

Najbardziej uderzającą cechą konfliktu jest to, że nikt w dramacie nie zna ani nie wspomina jego przyczyny. Prolog mówi jedynie o „dawnych złościach”, które rodzą wciąż nowe zbrodnie.

Prolog o naturze waśni:

Do nowej zbrodni pchają złości dawne, Plamiąc szlachetną krwią szlachetne dłonie

Nienawiść jest tu dziedziczona jak nazwisko — młodzi Montekowie i Kapuleci nienawidzą się, bo nienawidzili się ich ojcowie, a przedmiot sporu dawno przestał istnieć albo nigdy nie miał znaczenia. Sam książę nazywa źródło konfliktu z bezlitosną trafnością.

Eskalus o starciach rodów:

Domowe starcia, z marnych słów zrodzone

„Z marnych słów zrodzone” — waśń nie ma realnej treści, żywi się słowami: nazwiskiem, zaczepką, urojoną obelgą. Tę samą diagnozę stawia Julia w scenie balkonowej, pytając „Czymże jest nazwa?” — skoro róża pod inną nazwą pachniałaby tak samo, cała nienawiść opiera się na pustym dźwięku. Szekspir pokazuje mechanizm każdego zadawnionego konfliktu: trwa on nie dlatego, że ma powód, lecz dlatego, że stał się tożsamością zwaśnionych.

Nienawiść przesiąka wszystko — od służby po ulicę

Szekspir otwiera dramat sceną, która pokazuje zasięg waśni: to nie panowie, lecz słudzy Kapuletów zaczepiają na placu sługi Montekich. Samson prowokacyjnie gryzie się w palec, pada pytanie o to, czyj pan lepszy — i już dzwonią miecze. Nienawiść rodowa spłynęła w dół drabiny społecznej: biją się ludzie, których spór panów w ogóle nie dotyczy, a do zwady mieszają się kolejni stronnicy i mieszczanie z pałkami. Waśń dwóch domów stała się chorobą całego miasta.

Czystym wcieleniem tej nienawiści jest Tybalt — człowiek, dla którego wrogość wobec Montekich zastąpiła wszystkie inne treści życia. Gdy Benwolio próbuje rozdzielić walczącą służbę, Tybalt odpowiada słowami, które są samą esencją konfliktu.

Tybalt do Benwolia:

Z gołym orężem pokój? Nienawidzę Tego wyrazu, tak jak nienawidzę Szatana, wszystkich Montekich i ciebie.

Nienawidzić „samego wyrazu pokój” — to nienawiść, która stała się celem samym w sobie, niezależnym od jakiejkolwiek krzywdy. Tybalt szuka zwady na balu, śle Romeowi wyzwanie, wymusza pojedynek na placu; jest w dramacie tym, czym waśń w Weronie — siłą, która nie może się zatrzymać, bo poza wrogością nic jej nie definiuje.

Przeciwwagą Tybalta jest Benwolio — jedyny konsekwentny rozjemca dramatu, który w każdej burdzie próbuje rozdzielać walczących i studzić emocje. Znamienne jednak, że jego wysiłki za każdym razem zawodzą: dobra wola jednostki nie wystarcza przeciw rozpędzonej machinie nienawiści. Szekspir rozdziela w ten sposób role: Tybalt pokazuje, jak konflikt się podtrzymuje, Benwolio — jak trudno go zatrzymać, a Merkucjo, kpiarz stojący formalnie poza rodami, jak łatwo waśń wciąga nawet postronnych.

Paradoks starych — wypalona nienawiść, żywa waśń

Zaskakujące jest to, że sami seniorzy rodów zdają się już nie pałać nienawiścią. Stary Kapulet w rozmowie z Parysem zauważa spokojnie, że jemu i Montekiemu, ludziom w podeszłym wieku, nietrudno byłoby zachować pokój. Na balu, gdy Tybalt chce zabić rozpoznanego Romea, to właśnie Kapulet go powstrzymuje — i wystawia synowi wroga zdumiewające świadectwo: cała Werona ma Romea za młodzieńca pełnego przymiotów, a gospodarz nie ścierpi krzywdy gościa pod swoim dachem. Stary wróg broni syna wroga przed własnym krewnym.

Ten paradoks pogłębia wymowę dramatu: waśń trwa już właściwie bez paliwa, podtrzymywana przez młodych — Tybalta, zapalczywą służbę — którzy odziedziczyli nienawiść jak rodowy klejnot i pielęgnują ją gorliwiej niż jej twórcy. Konflikt okazuje się mechanizmem samonapędzającym: nawet gdy wygasa w sercach, żyje w strukturze — w nazwiskach, gestach, odruchach — i wystarczy iskra, by wybuchł na nowo. Dlatego nie mogą go zakończyć ani zmęczeni starcy, ani zakochane dzieci; przerwie go dopiero wstrząs, którego nikt nie będzie mógł zignorować.

Bezsilność władzy — książę wobec waśni

Konflikt rodów kompromituje także państwo. Książę Eskalus, zwierzchnik Werony, trzykrotnie musi gasić uliczne burdy; w pierwszej scenie wybucha gniewem, który pokazuje skalę problemu.

Książę do zwaśnionych:

Zapamiętali, niesforni poddani, Bezcześciciele bratniej stali!

„Bratnia stal” — miecze, które powinny bronić wspólnego miasta, obracają się przeciw współobywatelom. Eskalus grozi karą śmierci za kolejne starcie, ale jego dekrety okazują się bezradne: jeszcze tego samego tygodnia na placu giną Merkucjo i Tybalt. Prawo umie karać skutki nienawiści, lecz nie potrafi usunąć jej przyczyn; w finale sam książę przyzna, że za „zbytnie pobłażanie” waśni zapłacił życiem dwóch krewnych. Szekspir stawia tu gorzką diagnozę: wobec nienawiści zakorzenionej w obyczaju władza państwowa jest spóźniona i powierzchowna.

Ofiary konfliktu — rachunek nienawiści

Bilans waśni jest w dramacie policzalny i porażający. Pierwszą ofiarą pada Merkucjo — człowiek spoza obu rodów, krewny księcia, wciągnięty w cudzy spór. Jego przedśmiertne przekleństwo jest najkrótszym osądem całego konfliktu.

Umierający Merkucjo:

Zranił mię. Kaduk zabierz wasze domy!

„Wasze domy” — Merkucjo, ginąc, przeklina oba rody na równi, bo z perspektywy ofiary nie ma znaczenia, kto zaczął. Po nim giną kolejno: Tybalt z ręki mszczącego się Romea, Parys — jak Merkucjo człowiek z zewnątrz — zabity przy grobowcu, Pani Monteki, zmarła z tęsknoty za wygnanym synem, wreszcie Romeo i Julia. Sześć ofiar, z których żadna nie była stroną pierwotnego sporu: nienawiść ojców zabija wyłącznie niewinnych. Do rachunku trzeba dopisać straty niepoliczalne — zniszczone małżeństwo, złamane zaufanie Julii do rodziców i mamki, spokój całego miasta.

Miłość przeciw nienawiści — ofiara i lekarstwo

Miłość Romea i Julii jest w tej konstrukcji zarazem główną ofiarą konfliktu i jedyną siłą zdolną go przerwać. Ojciec Laurenty zgadza się na potajemny ślub właśnie z nadzieją, że związek dzieci przemieni zawiść rodów „w piękny łańcuch zgody” — małżeństwo ma być lekarstwem na wojnę. Plan mnicha jest szlachetny, ale przedwczesny: świat Werony nie umie jeszcze przyjąć takiej zgody, więc miłość musi pozostać tajemnicą, a tajemnica — jak w tragedii — rodzi kolejne nieszczęścia. Kochankowie płacą życiem za to, że wyprzedzili swój czas: pokochali się w świecie, w którym pojednanie było jeszcze nie do pomyślenia. Ich miłość jest w istocie pierwszym w dramacie aktem pokoju między rodami — zawartym jednak potajemnie, a więc bez mocy zmieniania świata, dopóki nie przypieczętuje go ofiara.

Pojednanie nad grobami — spóźniona zgoda

Dopiero śmierć dzieci dokonuje tego, czego nie mogły sprawić dekrety księcia i upływ pokoleń. Nad zwłokami Romea i Julii, wysłuchawszy prawdy od Laurentego, ojcowie podają sobie ręce.

Monteki obiecuje uczcić Julię:

każę bowiem Posąg jej ulać ze szczerego złota

A Kapulet odpowiada zdaniem, które zamyka konflikt klamrą gorzkiej symetrii:

Tak i Romeo stanie przy swej żonie; Dzieląc za życia, złączmy ich po zgonie.

„Dzieląc za życia, złączmy ich po zgonie” — pojednanie przychodzi, ale spóźnione o dwa młode życia. Złote posągi, które rody obiecują sobie nawzajem, są zarazem hołdem i wyrzutem: pomnikiem miłości, której nie pozwolono żyć. Szekspir nie pozwala jednak zwątpić w wartość tej zgody — kończy się realna wojna, która trawiła miasto od pokoleń. Ofiara kochanków ma sens, choć jej cena obnaża całą absurdalność konfliktu: wystarczyłby jeden uścisk dłoni wcześniej, by wszyscy zabici żyli.

Wymowa uniwersalna — anatomia każdej waśni

Konflikt Montekich i Kapuletów wykracza poza Weronę: to uniwersalny model nienawiści zbiorowej. Szekspir pokazuje jej cechy rozpoznawalne w każdej epoce — dziedziczność (nienawidzę, bo nienawidzili moi ojcowie), bezprzedmiotowość (nikt nie pamięta przyczyny), zaraźliwość (od panów po służbę), samonapędzanie się (każda śmierć rodzi zemstę) i ślepotę na koszty (giną zawsze niewinni). Dlatego historia kochanków z Werony bywa wciąż na nowo przenoszona we współczesne konflikty etniczne, religijne czy społeczne — schemat działa wszędzie tam, gdzie miłość dwojga ludzi zderza się z nienawiścią grup, do których należą.

Podsumowanie — co trzeba umieć na maturę

Konflikt rodów w „Romeo i Julii” to studium nienawiści dziedzicznej: waśń „z marnych słów zrodzona”, pozbawiona pamiętanej przyczyny, przesiąkająca całe miasto od służby po ulicę (bójka otwierająca dramat, Tybalt nienawidzący „samego wyrazu pokój”), paradoksalnie wypalona już u starych, a podtrzymywana przez młodych. Władza okazuje się wobec niej bezsilna (dekrety Eskalusa), a jej rachunek to sześć ofiar — samych niewinnych, z Merkucjem przeklinającym „oba domy” na czele. Miłość kochanków jest zarazem ofiarą konfliktu i jego lekarstwem: pojednanie przychodzi dopiero nad grobami („Dzieląc za życia, złączmy ich po zgonie”). Na maturze temat obsługuje zagadnienia nienawiści i jej skutków, jednostki wobec wspólnoty oraz zgody okupionej ofiarą — warto zestawiać go ze sporem Horeszków i Sopliców w „Panu Tadeuszu”, również zakończonym pojednaniem ponad zwaśnionymi rodami.

Chcesz sprawdzić, czy umiesz pisać o konflikcie rodów? Przećwicz zadania maturalne z tej lektury na stronie matury-online.pl/zadania/polski/romeo-i-julia.