MaturaPolski.pl Zdaj polski na 100%

Motyw poety i poezji w Nie-Boskiej komedii

Spis treści (8)

„Nie-Boska komedia” bywa czytana jako dramat o rewolucji — i słusznie. Ale zanim Krasiński pokaże okopy Świętej Trójcy i tłumy Pankracego, przez cztery bezimienne wstępy do części pierwszej rozlicza się z czymś bliższym sobie: z poezją i z poetą. To nie ozdoba ani dygresja. Motyw poety jest w tym utworze nicią, która spina losy trojga bohaterów jednej rodziny — hrabiego Henryka, jego żony Marii i ślepego syna Orcia — i przekształca rodzinny dramat w sąd nad samym romantyzmem. Krasiński, sam poeta, pisze rzecz zdumiewającą: oskarżenie poezji prowadzone w najczystszej poezji.

Dla maturzysty to temat o podwójnej wartości. Pozwala mówić o autotematyzmie dramatu (literatura o literaturze), o romantycznej koncepcji natchnienia i o tym, jak młody arystokrata jednym utworem podważył mit poety-wieszcza, który właśnie budowali Mickiewicz i Słowacki. Poezja jest tu zarazem „matką Piękności i Zbawienia” i wyrokiem śmierci — darem i przekleństwem naraz. Prześledźmy ten motyw od programowego wstępu, przez trzy figury poetów, aż po jego sens dla całego dzieła.

Wstęp o poezji — poeta błogosławiony i poeta przeklęty

Część pierwszą otwierają cztery liryczne prozy-wstępy, w których głos autorski zwraca się wprost do poety i do samej Poezji. Krasiński stawia w nich diagnozę, która zaważy na całym dramacie: rozdziela poetę od piękności, które ten przekazuje. Poeta jest tylko medium — przez niego płynie blask, ale on sam blaskiem nie jest. Stąd gorzki, niemal okrutny zarzut wobec twórcy, który żyje cudzym pięknem, a sam pozostaje pusty i jałowy:

Przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością. — Biada ci — biada!

To klucz do całej koncepcji. Poeta, który traktuje życie jako materiał do estetycznych uniesień, „udaje Anioła chwilą, nim zagrząźnie w błoto”. Krasiński nie potępia jednak poezji jako takiej. Tuż obok formułuje wyznanie odwrotne — modlitwę do Poezji jako siły zbawczej, której nie wolno przekląć, choć gubi tych, którzy się jej poświęcili:

Nie przeto wyrzekam na ciebie, Poezjo, matko Piękności i Zbawienia.

Tu rodzi się dwoistość, która organizuje cały utwór: istnieją dwaj poeci. Jest poeta błogosławiony — ten, w którym poezja zamieszkała trwale, jak Bóg w świecie, i który dzięki niej kocha ludzi i staje pośród braci. I jest poeta przeklęty — ten, który dar zdradził, „wydał na marną rozkosz ludziom”. Granicę między nimi Krasiński rysuje bezlitośnie:

Błogosławiony ten, w którym zamieszkałaś, jak Bóg zamieszkał w świecie, niewidziany, niesłyszany, w każdej części jego okazały, wielki, Pan, przed którym się uniżają stworzenia i mówią: „On jest tutaj”.

Reszta dramatu jest sprawdzianem tego podziału. Krasiński obsadza w roli poety przeklętego hrabiego Henryka, a poezję błogosławioną — natchnioną, bezinteresowną, ale śmiertelną — wciela w ślepego Orcia. Między nimi stoi Maria, która poetą staje się z rozpaczy. Trzy postaci, trzy odpowiedzi na pytanie, czym jest poezja.

Hrabia Henryk — fałszywy poeta, który „dramat układa”

Henryk jest poetą w najgorszym z możliwych sensów: estetą życia. Nie pisze wierszy — układa swoje istnienie jak utwór, szukając w nim wzniosłości i piękna mocniejszego niż codzienność. Dlatego porzuca żonę i dom, ścigając zwodniczy ideał wcielony w upiorną Dziewicę. Dziewica jest figurą fałszywej poezji: z daleka olśniewa, z bliska okazuje się trupem. W chwili, gdy Henryk niemal rzuca się za nią w przepaść, mara odsłania swoją prawdziwą naturę:

kwiaty odrywają się od skroni twoich i padają na ziemię, a jak tylko się jej dotkną, ślizgają jak jaszczurki, czołgają jak żmije.

Najostrzejszą diagnozę fałszywego poety wypowiada jednak nie Henryk, lecz szydzący z niego głos szatana. Gdy bohater, sądząc, że przeżywa wzniosłą tragedię swojego życia, rozpacza nad losem strąconej do szpitala żony, demon obnaża pozę — pokazuje, że Henryk nie cierpi naprawdę, tylko estetyzuje własny ból, robi z niego literaturę. Padają dwa słowa, które wracają w dramacie jak refren oskarżenia:

Dramat układasz.

Henryk zdaje sobie sprawę, że uległ złudzeniu — sam nazywa siebie „igrzyskiem szatanów”. W gorzkim rachunku sumienia pyta Boga, czy zostanie potępiony za to, że uwierzył w piękno fałszywe jako wyższe od ziemskiego:

Boże, czy Ty mnie za to potępisz, żem uwierzył, iż Twoja piękność przenosi o całe niebo piękność tej ziemi

Pokusa poetyckiej pychy wraca przy końcu dramatu, gdy Henryk — już jako wódz ginącej arystokracji — chce ogarnąć myślą cały nowy świat rewolucji i zamknąć go w jednym słowie. Marzy o akcie twórczym totalnym, o poezji, która stworzy przyszłość. I znów słyszy ten sam szyderczy głos, demaskujący każdą jego wzniosłość jako teatr:

Henryk o sile własnego słowa:

Lecz to słowo moje będzie poezją przyszłości.

Odpowiedź szatana jest ta sama, co w domu wariatów: „Dramat układasz”. Klamra jest celowa. Henryk przez całe życie myli twórczość z życiem, gest z czynem, pozę poety z prawdą poety. Jest dokładnie tym, kogo wstęp nazwał „marnym cieniem, który znać o świetle daje, a światła nie zna”. Poezja go nie zbawia — bo on jej nie służy, tylko nią się stroi.

Warto zauważyć, że Krasiński buduje postać Henryka konsekwentnie wokół jednej wady: niezdolności do miłości wobec żywego, zwyczajnego życia. Fałszywy poeta woli ideał od człowieka, marę od żony, wzniosłą śmierć od pokornego trwania. Wszystkie jego klęski — rozpad domu, śmierć Marii, samobójczy skok w przepaść — wynikają z tego samego źródła: z traktowania rzeczywistości jako materiału na efektowny utwór. To dlatego głos szatana brzmi tak celnie. Henryk istotnie „układa dramat” — ze swojego życia i z cudzych istnień, które są tylko postaciami w jego prywatnej tragedii. Krasiński czyni z niego ostrzeżenie: oto co się dzieje, gdy poezja przestaje być służbą prawdzie, a staje się sztuką dla efektu i pychy twórcy.

Maria — poetką z rozpaczy, na granicy obłędu

Najbardziej przejmującą wariację motywu daje los Marii, żony Henryka. Porzucona dla Dziewicy, wpada w obłęd i trafia do domu wariatów. Tam dochodzi do tragicznego nieporozumienia: skoro mąż wzgardził nią jako kobietą zwyczajną, a ukochał ideał poetycki, Maria postanawia sama stać się poezją. Modli się o natchnienie jak o łaskę — i wierzy, że została wysłuchana:

i pokutowałam, „spuść na mnie ducha poezji” i trzeciego dnia z rana stałam się poetą.

To, co Maria bierze za dar natchnienia, jest objawem choroby. Jej „poezja” to potok rozpadających się obrazów, gorączkowe wyliczanie żywiołów, które ma dowieść, że dorównała mężowi. W scenie szpitalnej jej egzaltacja brzmi zarazem wzniośle i przerażająco:

Wszystko pojmę, zrozumiem, wydam, wygram, wyśpiewam. — Morze, gwiazdy, burza, bitwa.

Krasiński pokazuje tu rewers romantycznego natchnienia. To, co miało wynieść człowieka ponad świat, prowadzi go w obłęd i ku śmierci. Henryk słyszy w słowach żony nie poezję, lecz wyrok — własną winę i nadchodzącą katastrofę. Reaguje jednym słowem, które jest echem klątwy z chrztu Orcia:

Przeklęstwo — przeklęstwo!

Maria umiera w szpitalu, ale wcześniej wypowiada zdanie, które stanie się prawem całego dramatu — i klątwą przekazaną synowi. Brzmi jak chłodna sentencja, a jest przepowiednią losu Orcia: poezja i długie życie wykluczają się wzajemnie.

Kto jest poetą, ten nie żyje długo.

Klątwa dziedziczna — „bądź poetą” jako wyrok

Najważniejszy mechanizm motywu to przekazanie poezji jak dziedzicznego przekleństwa. Już podczas chrztu, w przeczuciu rozpadu małżeństwa, Maria nakłada na niemowlę życzenie, które miało być błogosławieństwem, a jest pułapką — chce, by syn został poetą po to, żeby zasłużył na miłość ojca:

Bądź poetą, aby cię ojciec kochał, nie odrzucił kiedyś.

Chwilę później życzenie zamienia się w groźbę. Doprowadzona do ostateczności Maria mdleje z przekleństwem na ustach — i ta klątwa, nie błogosławieństwo, naznaczy całe życie dziecka:

Przeklinam cię, jeśli nie będziesz poetą.

W szpitalu, na granicy śmierci, Maria sama nazywa swój czyn — i sama łączy w nim dwa przeciwne gesty. To jeden z najważniejszych cytatów dla zrozumienia motywu: poezja jest u Krasińskiego błogosławieństwem i przekleństwem nie kolejno, lecz równocześnie, w jednym akcie:

Jam to sprawiła — błogosławiłam, dodałam przeklęstwo — on będzie poetą.

Od tej chwili los Orcia jest przesądzony. Dziecko nie wybiera poezji — poezja zostaje mu narzucona przez matkę jak choroba przekazana z krwią. Krasiński dosłownie realizuje romantyczny mit poety napiętnowanego, wybranego, innego niż reszta ludzi — tyle że odziera ten mit z chwały i pokazuje jego cenę: cierpienie, ślepotę, wczesną śmierć.

Orcio — ślepy poeta natchniony

Orcio jest w dramacie wcieleniem prawdziwej poezji — tej z błogosławionego wstępu. Nie estetyzuje życia jak ojciec; jest natchniony naprawdę, mimowolnie, wbrew sobie. Już jako kilkuletni chłopiec nie umie odmówić zwykłego pacierza, bo zamiast wyuczonych słów napływają mu własne, wizyjne obrazy. Na pytanie ojca, dlaczego odmienia modlitwę, odpowiada bezradnie:

Kiedy mi te słowa się nawijają i bolą w głowie tak, że, proszę Papy, muszę je powiedzieć.

Poezja jest więc dla niego przymusem i bólem — „bolą w głowie”. Cena natchnienia okazuje się dosłowna: Orcio ślepnie. Wezwany lekarz nie znajduje żadnego uszkodzenia oka, a mimo to chłopiec traci wzrok. Diagnoza jest jednoznaczna i symboliczna zarazem — to duch wyniszcza ciało:

Myśl w nim ciało przepsuła — należy się bać katalepsji.

Ślepota Orcia nosi grecką nazwę amaurosis — ślepota bez widocznej przyczyny, „spowodowana chorobą czy uszkodzeniem nerwu wzrokowego lub zmianami w mózgu”. Lekarz, człowiek nauki, kwituje przypadek bezradnym aforyzmem, który brzmi jak wyrok na całe pokolenie poetów:

Dezorganizacja nie może się zreorganizować.

Ale to, co dla lekarza jest klęską, dla poety jest źródłem mocy. Orcio traci wzrok fizyczny, by zyskać wzrok wewnętrzny — widzenie duchowe. To stary topos niewidomego wieszcza (Homer, Tejrezjasz), który Krasiński odnawia. Chłopiec mówi o tym z prostotą, która jest sednem motywu poezji jako daru:

Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma.

Dar ten objawia pełnię w finale, w oblężonym zamku. To Orcio, nie ojciec, prowadzi Henryka w podziemia, gdzie co noc odbywa się sąd nad winnymi. Ślepiec staje się przewodnikiem widzącego — odwraca naturalny porządek. Tam, gdzie oko ojca, „zwyczajne słońcu”, nie sięga, duch dziecka stąpa pewnie:

Gdzie oko twoje, zwyczajne słońcu, nie dowidzi — tam duch mój stąpać umie.

W lochu Orcio widzi i opisuje to, czego Henryk nie dostrzega — widma sądzonych, oskarżonego płynącego „jako mgła”. Jest prawdziwym medium, przez które „płynie strumień piękności i grozy”. Ale właśnie dlatego musi zginąć. Spełnia się przepowiednia matki.

„Kto jest poetą, ten nie żyje długo” — poezja jako wyrok

Śmierć Orcia jest logicznym dopełnieniem motywu. Dziecko ginie przypadkowo, trafione zabłąkaną kulą w czasie rewolucyjnego szturmu — niewinne, bezbronne, nieprzydatne wojnie. Krasiński opisuje jego zgon obrazem, który łączy delikatność z grozą: ojciec przykłada szablę do ust syna, by sprawdzić oddech, a stalowa klinga pozostaje czysta, nie zachodzi parą:

Klinga szklanna jak wprzódy — oddech i życie uleciały razem.

Tym jednym zdaniem domyka się przepowiednia Marii. Poeta umiera młodo, zanim dojrzeje, bo natchnienie jest w świecie Krasińskiego niezgodne z życiem — wypala ciało, jak wypaliło wzrok. Orcio nie zostawia po sobie żadnego utworu; jego poezja była czystym widzeniem, ulotnym jak oddech, który właśnie uleciał. To najczystsza, a zarazem najbardziej bezowocna forma daru — dokładnie taka, jaką zapowiadał wstęp, mówiąc o tych, których poezja gubi, bo stali się „żywymi głosami jej chwały”.

Funkcje motywu — autokrytyka romantyzmu

Motyw poety i poezji pełni w „Nie-Boskiej komedii” kilka funkcji naraz, które warto na maturze rozdzielić:

  • Funkcja autotematyczna — dramat mówi o samym sobie, o granicach i niebezpieczeństwach literatury; to literatura o literaturze.
  • Funkcja kompozycyjna — trzy figury poetów (Henryk, Maria, Orcio) spinają część rodzinną utworu i przekładają abstrakcję wstępu na losy postaci.
  • Funkcja polemiczna — Krasiński podważa romantyczny mit poety-wieszcza, przewodnika narodów, który właśnie tworzyli Mickiewicz i Słowacki.
  • Funkcja moralna — odróżnia poezję autentyczną (Orcio) od pozy estety (Henryk), służbę od pychy.
  • Funkcja tragiczna — pokazuje, że dar poezji jest nieuleczalny i śmiertelny: „kto jest poetą, ten nie żyje długo”.

Najważniejsza jest jednak funkcja polemiczna. W epoce, gdy poeta urastał do roli duchowego przywódcy narodu, dwudziestojednoletni Krasiński napisał utwór, w którym poezja albo gubi (Maria, Orcio), albo zwodzi (Henryk). To akt odwagi i autokrytyki: poeta oskarżający poezję, romantyk obnażający niebezpieczeństwa romantyzmu. Henryk jest karykaturą bohatera romantycznego — kogoś, kto czyni z własnego życia i cudzego cierpienia tworzywo estetyczne, aż słyszy szydercze „dramat układasz”.

A jednak Krasiński nie przekreśla poezji. Wstęp wyraźnie odróżnia jej nadużycie od istoty — i wprost odmawia jej przeklęcia, nazywając ją „matką Piękności i Zbawienia”. Poezja jest jak ogień: może oświetlać albo spalać. Orcio jest dowodem, że istnieje poezja prawdziwa, bezinteresowna, święta — tyle że na „światach, mających zginąć” taki dar prowadzi prosto do śmierci. To diagnoza tragiczna, nie nihilistyczna.

Ten dwugłos — pochwała i oskarżenie poezji w jednym utworze — czyni z „Nie-Boskiej komedii” dramat głęboko autobiograficzny, choć nie w sensie zdarzeń, lecz rozterki. Krasiński sam był poetą i arystokratą, sam zmagał się z pokusą widzenia świata przez pryzmat literackiej wzniosłości. W Henryku rozliczył własne ryzyko: estetyzowania życia. W Orciu zapisał tęsknotę za poezją czystą i prawdziwą, której cena jest jednak nie do udźwignięcia. Dlatego motyw poety nie jest w tym dramacie tematem pobocznym ani ozdobnym — jest spowiedzią pokolenia, które poezji zawierzyło los narodu, i pytaniem, czy zawierzyło słusznie.

Podsumowanie — dar i przekleństwo

Motyw poety i poezji jest w „Nie-Boskiej komedii” osią, na której Krasiński zawiesił sąd nad całą formacją romantyczną. Trzy postaci dają trzy odpowiedzi na pytanie, czym jest poezja. Henryk to poeta fałszywy — esteta, który myli pozę z życiem i ginie w pysze. Maria to poetka z rozpaczy — natchnienie jest u niej maską obłędu i drogą ku śmierci. Orcio to poeta prawdziwy — ślepy wizjoner, który „więcej widzi z zamkniętymi oczyma”, lecz właśnie dlatego umiera dzieckiem.

Wszystkich troje łączy zdanie Marii: „Kto jest poetą, ten nie żyje długo”. Poezja jest u Krasińskiego darem i przekleństwem w jednym akcie — błogosławieństwem, do którego dodano klątwę. To czyni „Nie-Boską komedię” jednym z najgłębszych w polskiej literaturze namysłów nad ceną talentu i nad granicą między sztuką, która zbawia, a sztuką, która gubi. Dla maturzysty motyw ten jest też świetnym materiałem do zestawień: z „Konradem” z III części „Dziadów”, z Kordianem, z romantyczną koncepcją natchnienia i poety-wieszcza. W każdym z tych zestawień Krasiński zajmuje pozycję najbardziej krytyczną i najmniej oczywistą — i właśnie dlatego warto sięgnąć po jego głos w rozprawce o roli poety w epoce romantyzmu.

Więcej zadań i pytań maturalnych o „Nie-Boskiej komedii” znajdziesz na stronie matury-online.pl.

📝 Sprawdź wiedzę

Rozwiąż test z lektury „Nie-Boska komedia"

Pytania o bohaterów, motywy i wydarzenia — sprawdź, ile zapamiętałeś z „Nie-Boska komedia".