MaturaPolski.pl Zdaj polski na 100%

Władza i jej deprawująca siła — Makbet, Edyp, Rok 1984

Spis treści (9)

Zdanie „władza deprawuje" brzmi jak truizm i właśnie dlatego jest w wypracowaniach maturalnych niemal bezużyteczne. Powtórzone bez dowodu niczego nie tłumaczy: ani tego, co konkretnie ulega zepsuciu, ani tego, w którym momencie proces się zaczyna, ani tego, czy człowiek zdążył się jeszcze wycofać. Trzy utwory z kanonu — „Król Edyp" Sofoklesa, „Makbet" Szekspira i „Rok 1984" George'a Orwella — pozwalają rozłożyć tę formułę na części i pokazać, że kryją się pod nią trzy zupełnie różne mechanizmy.

Różnica między nimi jest ostrzejsza, niż się wydaje. Edyp nie zdobywa władzy zbrodnią i nie nadużywa jej dla zysku; gubi go coś, co w normalnych warunkach jest zaletą władcy. Makbet zdobywa koronę morderstwem i płaci za nią rozpadem własnej osoby. O'Brien z „Roku 1984" nie płaci nic, bo w jego świecie nie ma już czym płacić — władza przestała tam być narzędziem do czegokolwiek. Trzy epoki, trzy odpowiedzi na to samo pytanie: co władza robi z człowiekiem, który ją ma.

Po co zestawiać Edypa, Makbeta i O'Briena

Zestawienie ma sens, bo każdy z trzech tekstów umieszcza źródło zepsucia gdzie indziej. U Sofoklesa deprawacji ulega sposób myślenia władcy: Edyp przestaje odróżniać prawdę od zagrożenia dla swojej pozycji. U Szekspira deprawacji ulega charakter: Makbet zmienia się w kogoś innego, niż był na początku, i sam to widzi. U Orwella deprawacja jest już cechą systemu, a nie jednostki — nie ma tam nikogo, kto by upadał, bo nikt nie stoi wysoko z powodu własnej cnoty.

To układa się w wyraźną linię rozwojową, a nie w zbiór luźnych przykładów. Antyk pyta o granicę, której władca nie powinien przekroczyć. Renesans bada, jak wygląda przekraczanie tej granicy od środka, z perspektywy przekraczającego. Wiek XX pokazuje ustrój, w którym granicy w ogóle się nie zakłada, bo pojęcie miary zostało zlikwidowane razem z resztą starego słownika. Na maturze taki układ jest wart więcej niż lista lektur, w których „występuje motyw władzy".

Edyp — władca, którego gubi to, co czyni go dobrym władcą

Punkt wyjścia „Króla Edypa" jest nietypowy dla literatury o tyranii: Edyp na początku tragedii postępuje wzorowo. Miasto dotknęła zaraza, więc władca nie czeka na petycje — wysłał już Kreona do wyroczni delfickiej, zanim poddani zdążyli poprosić. Kiedy wyrocznia każe znaleźć zabójcę Lajosa, Edyp bierze śledztwo na siebie i rzuca publiczną klątwę na winnego. Robi dokładnie to, czego wymaga się od odpowiedzialnego króla.

Zwrot następuje w momencie, w którym śledztwo zaczyna wskazywać na niego samego. Wezwany na świadka ślepy wróżbita Tyrezjasz najpierw milczy, potem — sprowokowany oskarżeniami o oszustwo — mówi wprost.

Tyrezjasz wskazuje winnego:

Którego szukasz, ty jesteś mordercą.

Reakcja Edypa jest kluczowa dla całego motywu. Król nie sprawdza tej informacji — natychmiast odczytuje ją jako ruch polityczny. Skoro oskarżenie jest niewygodne, musi być zamachem; skoro Kreon doradził wezwanie wróżbity, musi być spiskowcem. W ciągu kilkudziesięciu wersów badacz prawdy zamienia się w człowieka, który testuje każdą informację nie pytaniem „czy to prawda", lecz pytaniem „komu to służy".

Edyp oskarża Kreona:

Ty, coś zamierzył popełnić morderstwo I z władzy króla mnie gwałtem ograbić?

To jest mechanizm, który warto umieć nazwać: władza uczy czytać świat w kategoriach lojalności i zagrożenia, a nie prawdy i fałszu. Edyp nie stał się okrutny ani chciwy. Stał się kimś, kto nie potrafi już przyjąć złej wiadomości inaczej niż jako atak na siebie. Sofokles pokazuje deprawację jako zwężenie pola widzenia, nie jako wybuch złych instynktów.

Odpowiedź Kreona jest w tym sporze najbardziej przewrotnym argumentem tragedii. Oskarżony o żądzę tronu tłumaczy, że tron jest w istocie gorszą wersją tego, co już ma.

Kreon o tym, dlaczego nie chce być królem:

Jam tedy nigdy nie marzył, by królem Być raczej niżli królewskie mieć życie, I nikt rozumny tego nie zapragnie.

Kreon rozdziela dwie rzeczy, które zwykle się myli: korzyści płynące z bliskości władzy i samą władzę. Pierwsze daje szacunek, wpływy i spokój. Druga dokłada do tego przymus i strach — jak mówi w tej samej mowie, królów wolę częstokroć mus pęta. Jego rachunek jest cyniczny, ale trzeźwy, i dlatego brzmi wiarygodnie. Ironia polega na tym, że w „Antygonie" ten sam Kreon, już jako władca, popełni dokładnie ten błąd, który tu wypomina Edypowi.

„Pycha rodzi tyranów" — Sofokles nazywa mechanizm wprost

Najważniejsze zdanie o władzy w tej tragedii nie pada z ust żadnego bohatera, tylko w pieśni chóru. To formuła, którą warto zapamiętać dosłownie, bo streszcza całą antyczną refleksję o tyranii.

Chór o źródle tyranii:

Pycha rodzi tyranów; gdy pychy tej szały Prawa i miarę przekroczą, Runie na głowę ze stromej gdzieś skały, Gdzie głębie zgubą się mroczą.

Zwróć uwagę na kolejność. Chór nie mówi, że władza rodzi pychę, tylko że pycha rodzi tyranów. To odwrotność potocznej formuły i istotna różnica interpretacyjna: tyranem nie zostaje się przez sam fakt zasiadania na tronie, lecz przez przekroczenie miary. Grecka hybris nie jest zwykłą zarozumiałością — to przekonanie, że dla mnie reguły obowiązujące innych nie mają zastosowania. Władza tego nie tworzy. Władza to tylko odsłania i daje temu pole.

Finał potwierdza tę logikę. Edypa nikt nie obala — król sam wykonuje na sobie wyrok, który wcześniej publicznie ogłosił dla mordercy Lajosa. Oślepia się i żąda wygnania. To jedyny w tej trójce przypadek, w którym władca zachowuje na końcu moralną spójność: przestaje być królem dlatego, że dotrzymuje własnego słowa. Deprawacja u Sofoklesa jest zatem odwracalna — kosztem, którego nikt nie chciałby zapłacić, ale odwracalna.

Makbet — deprawacja jako proces, nie pojedyncza decyzja

U Szekspira zepsucie nie zaczyna się od zbrodni. Zaczyna się od chwili, w której Makbet postanawia ukryć własną myśl przed sobą samym. Dowiaduje się, że następcą tronu został ogłoszony Malkolm, i natychmiast widzi w tym przeszkodę do przeskoczenia.

Makbet po ogłoszeniu Malkolma następcą:

Przymrużcie, gwiazdy, ogniste źrenice, Na czarne duszy mojej tajemnice! Niechaj mej ręki oko me nie widzi! Niech się czyn spełni, którym wzrok się brzydzi!

To jeden z najbardziej precyzyjnych opisów samooszukiwania w literaturze. Makbet nie prosi o odwagę ani o powodzenie — prosi o ciemność, w której ręka mogłaby działać bez wiedzy oka. Zbrodni jeszcze nie ma, a osobowość już się rozdziela na sprawcę i świadka. Deprawacja zaczyna się więc przed czynem, w języku, jakim bohater opisuje sam siebie.

Warto zestawić to z diagnozą, którą stawia Lady Makbet, czytając list męża. Jej ocena bywa streszczana jako „Makbet jest za słaby", ale w tekście brzmi znacznie ciekawiej.

Lady Makbet o naturze męża:

Tylko, że twojej lękam się natury, Zbyt jest tkliwości ludzkiej pełna mleka, Aby najkrótszą pogoniła drogą. Być wielkim chciałbyś, ambicję masz w sercu, Ale ci słabość stoi na przeszkodzie; Chcesz zajść wysoko, ale chcesz uczciwie, Nie chcesz szachrować, a wygrać chcesz grzesznie

Lady Makbet nie zarzuca mężowi braku ambicji — przeciwnie, stwierdza, że ambicję ma. Zarzuca mu brak zgody na cenę. Ostatni wers jest tu najostrzejszy: Makbet chce wygrać grzesznie, ale chce też pozostać uczciwym w swoich oczach. Cała pierwsza część tragedii to historia likwidowania tej sprzeczności — nie przez rezygnację z korony, lecz przez rezygnację z uczciwości.

Najmocniejszym dowodem, że mamy do czynienia z motywem władzy w stanie czystym, jest monolog przed morderstwem. Makbet szuka racjonalnego powodu i uczciwie stwierdza, że żadnego nie ma: Dunkan jest dobrym królem, krewnym i gościem.

Makbet o jedynym motywie, jaki mu pozostał:

Jedyną moich zamiarów ostrogą Moja ambicja, własną pochopnością Za szranki celów swych przeskakująca.

Nie ma tu krzywdy do pomszczenia, tyranii do obalenia ani ludu do wyzwolenia. Jest sama ambicja, która — jak mówi obraz — przeskakuje poza własny cel. Szekspir odbiera bohaterowi każde usprawiedliwienie, jakim posługuje się literatura o uzurpatorach. Dlatego „Makbet" jest najczystszym przykładem tezy, że władza pożądana dla niej samej niszczy pożądającego.

Cena korony: sen, krew i tyrania

Miarą upadku nie jest u Szekspira wyrzut sumienia w sensie religijnym, tylko coś znacznie konkretniejszego: sen. Zaraz po zabójstwie Dunkana Makbet słyszy głos, który ogłasza mu wyrok.

Makbet zaraz po zbrodni:

Makbet sen zabił, zabił sen niewinny, Sen, co rozplata trosk zwikłany motek, Śmierć dnia każdego, ciężkiej pracy kąpiel,

Sen jest w tej tragedii synonimem zdolności do odpoczynku, czyli do bycia niewinnym. Kto zabił sen, nie może już z niczego się wycofać, bo nie ma dokąd — noc przestała być schronieniem. Ta metafora wraca potem w scenie lunatykowania Lady Makbet i domyka konstrukcję utworu: oboje tracą sen, każde na swój sposób.

Druga faza to zbrodnie, które nie wynikają już z ambicji, lecz z konieczności utrzymania zdobytego. Ginie Banko, ginie rodzina Makdufa — ludzie, których śmierć nie przybliża Makbeta do niczego, a jedynie odsuwa moment utraty. Bohater sam formułuje arytmetykę tego stanu.

Makbet o punkcie, z którego nie ma odwrotu:

Tak już głęboko we krwi ludzkiej brodzę, Że równie ciężko w tył kroki odwodzić, Jak już do brzegu drugiego przebrodzić.

To zdanie jest sercem całego motywu. Makbet nie rozważa już, czy zabijać wolno — rozważa, co jest tańsze. Kategoria dobra i zła została zastąpiona kalkulacją kosztu wycofania się. Właśnie tak wygląda deprawacja w praktyce: nie jako nagła utrata sumienia, lecz jako zamiana pytania moralnego na pytanie rachunkowe.

Los Lady Makbet jest odwrotnością drogi jej męża. Kobieta, która w pierwszych aktach mówiła o zbrodni z chłodną rzeczowością, w akcie piątym chodzi po zamku we śnie i pociera dłonie.

Lady Makbet w scenie lunatykowania:

Precz stąd, przeklęta plamo! Precz! Powtarzam.

Lady Makbet o zapachu, którego nie da się zmyć:

Czuć tu zawsze krwi zapach. Wszystkie kadzidła Arabii nie uwonnią tej małej ręki.

Szekspir przeprowadza tu zamianę ról, która jest osobnym tematem na rozprawkę. Makbet, początkowo chwiejny, twardnieje aż do nihilizmu. Lady Makbet, początkowo bezwzględna, rozpada się psychicznie. Władza nie działa na oboje tak samo — działa na oboje niszcząco, lecz w przeciwnych kierunkach. Argument, że deprawuje wyłącznie ten, kto był z natury zły, nie da się w tym tekście utrzymać.

Trzecia faza wykracza poza prywatny dramat. Zepsucie władcy staje się stanem państwa, o czym mówi Makduf w rozmowie z Malkolmem na wygnaniu.

Makduf o Szkocji pod rządami Makbeta:

Krwaw się, o krwaw się, biedna moja ziemio! Wielka tyranio, gruntuj twe podstawy, Bo cnota nie śmie czoła ci postawić,

Tyrania jest tu opisana nie jako okrucieństwo władcy, lecz jako sytuacja, w której cnota nie ma odwagi się odezwać. To definicja polityczna, a nie moralna, i doskonale nadaje się na kontekst do tematów o mechanizmach zniewolenia. Dokładnie ten stan opisze trzysta lat później Orwell, tylko w skali całego państwa i z aparatem technicznym.

Punktem dojścia Makbeta nie jest skrucha, tylko pustka. Na wieść o śmierci żony bohater nie reaguje żalem, lecz wygłasza jeden z najsłynniejszych monologów o bezsensie istnienia.

Makbet po śmierci Lady Makbet:

To życie tylko cieniem jest przelotnym, Nędznym aktorem, co przez swą godzinę Na scenie świata pawi się i puszy, I milknie potem

Ostateczną ceną korony okazuje się utrata sensu — nie tylko moralnego, ale w ogóle. Człowiek, który przekroczył wszystkie granice, żeby coś znaczyć, kończy przekonaniem, że nic nie znaczy nic. To najmocniejsza odpowiedź Szekspira na pytanie, co władza daje temu, kto ją zdobył zbrodnią.

Rok 1984 — władza, która niczego już nie chce

Orwell przesuwa problem o jeden poziom wyżej. U Sofoklesa i Szekspira władza jest czyjąś władzą — konkretny człowiek ją zdobywa, sprawuje i traci. W Oceanii władzę ma Partia, twór kolektywny i, jak twierdzi jeden z jej funkcjonariuszy, nieśmiertelny. Pytanie „co władza robi z człowiekiem" traci sens, bo nie ma tam już człowieka na szczycie — jest maska Wielkiego Brata i aparat.

Scena przesłuchania w Ministerstwie Miłości jest w całej literaturze o władzy przypadkiem wyjątkowym: oprawca sam wykłada teorię tego, co robi. Winston spodziewa się standardowego usprawiedliwienia — że Partia rządzi dla dobra słabych, którzy nie udźwignęliby wolności. O'Brien to uprzedza i odrzuca.

O'Brien odpowiada na pytanie, dlaczego Partia rządzi:

Partia pragnie władzy wyłącznie dla niej samej. Nie interesuje nas dobro innych, interesuje nas tylko panowanie.

Największą grozą tej sceny nie jest okrucieństwo, lecz szczerość. Dawne dyktatury, mówi O'Brien, udawały, że władza jest przejściowa i służy przyszłej wolności. Partia niczego nie udaje. Odebranie oprawcy hipokryzji odbiera zarazem ofierze ostatnią pociechę — nadzieję, że system kiedyś dojdzie do celu i się rozwiąże. Nie ma celu, do którego można by dojść.

O'Brien o relacji celu i środka:

Władza nie jest środkiem, jest celem. Nie ustanawia się dyktatury po to, żeby doprowadzić do rewolucji; robi się rewolucję, żeby ustanowić dyktaturę. Celem prześladowania jest prześladowanie. Celem torturowania jest torturowanie. Celem władzy jest władza.

To zdanie odwraca całą tradycję myślenia o polityce, z makiawelizmem włącznie. Machiavelli twierdził, że cel uświęca środki — zakładał więc, że cel istnieje i jest czymś innym niż środek. O'Brien likwiduje to rozróżnienie: środek stał się celem. W kategoriach naszego motywu oznacza to stan skrajny, w którym nie da się już mówić o deprawacji władcy, bo nie ma nic, od czego mógłby odejść.

Drugi filar tej teorii dotyczy zasięgu panowania. Nowoczesna władza nie zadowala się kontrolą ciał.

O'Brien o tym, dokąd sięga panowanie:

Po drugie, musisz zrozumieć, że władza oznacza władzę nad ludźmi. Nad ich ciałami, oczywiście, ale przede wszystkim nad ich umysłami.

Stąd bierze się cała maszyneria powieści: nowomowa, dwójmyślenie, nieustanne poprawianie archiwów. Winston zapisuje w dzienniku, że wolność to wolność stwierdzenia, iż dwa plus dwa równa się cztery — i właśnie tę zdolność Partia mu odbiera. Tortura nie ma go zmusić do kłamstwa; ma sprawić, że przestanie widzieć różnicę. Władza totalitarna atakuje nie postępowanie, lecz arytmetykę rzeczywistości.

O'Brien o sprawdzianie, czy władza jest prawdziwa:

Władza polega na zadawaniu bólu i poniżaniu. Na rozbijaniu ludzkich umysłów na kawałki i układaniu tych fragmentów na nowo, zgodnie z własnymi preferencjami.

Uzasadnienie tej tezy jest logiczne i dlatego przerażające. Samo posłuszeństwo niczego nie dowodzi, bo nie da się go odróżnić od dobrowolnej zgody. Dopiero cierpienie potwierdza, że wola należy do rządzącego, a nie do poddanego. Władza potrzebuje więc bólu nie z okrucieństwa, lecz jako jedynego dowodu własnego istnienia.

O'Brien o przyszłości:

Jeśli chcesz wyobrazić sobie przyszłość, wyobraź sobie bucior miażdżący ludzką twarz. Wiecznie!

Ten obraz jest tak często cytowany, że łatwo przeoczyć w nim rzecz najistotniejszą: słowo „wiecznie". Bez niego byłby to opis okrucieństwa, jakich literatura zna setki. Z nim staje się opisem świata bez perspektywy zmiany. Tyrania Makbeta trwa kilka aktów i kończy się bitwą pod Dunsinane; tyrania Partii nie ma zaplanowanego końca, bo koniec zakładałby cel.

Zakończenie powieści domyka różnicę między Orwellem a jego poprzednikami. Makbet ginie z mieczem w ręku, świadomy, że przegrał. Edyp sam się karze. Winston nie ginie ani się nie karze — zostaje przerobiony.

Ostatnie zdania powieści:

Odniósł zwycięstwo nad samym sobą. Kochał Wielkiego Brata.

Formuła „zwycięstwo nad samym sobą" jest oczywiście ironiczna: to zwycięstwo Partii, opisane językiem Partii. Ale ironia działa tylko wtedy, gdy czytelnik pamięta, kto mówi. Winston już nie pamięta — i na tym polega ostateczne zwycięstwo systemu. U Orwella deprawacji podlega ofiara, nie władca, bo władza nie ma sumienia, które można by zepsuć.

Trzy mechanizmy deprawacji — porównanie

Jeśli chcesz mieć ten materiał uporządkowany do wypracowania, różnice sprowadzają się do trzech punktów.

  • Król Edyp — deprawacja poznawcza. Władza nie czyni Edypa okrutnym, lecz odbiera mu zdolność przyjęcia prawdy, która mu zagraża. Źródłem jest hybris, przekroczenie miary; karą — samoosądzenie i wygnanie.
  • Makbet — deprawacja charakteru. Ambicja bez powodu prowadzi do zbrodni, zbrodnia do kolejnych zbrodni, a te do nihilizmu. Proces jest stopniowy, świadomy i nieodwracalny; kończy się utratą snu, sensu i życia.
  • Rok 1984 — deprawacja systemowa. Władza przestaje być narzędziem i staje się celem samym w sobie. Nie ma władcy, który by upadał; jest aparat, który przerabia ludzi. Ofiarą przemiany jest poddany, nie rządzący.

Widać w tym wyraźny kierunek: im bliżej współczesności, tym mniej władza potrzebuje uzasadnienia i tym mniej jest kogokolwiek, kto ponosi za nią odpowiedzialność. Antyczny tyran odpowiada przed bogami, renesansowy uzurpator przed własnym sumieniem, dwudziestowieczna Partia przed nikim. To jest teza, którą warto postawić w rozprawce zamiast ogólnika o deprawującej sile władzy.

Czego te trzy teksty nie mówią o władzy

Żaden z omawianych utworów nie twierdzi, że władza deprawuje automatycznie i każdego. Kreon w „Królu Edypie" czerpie z bliskości tronu wszystkie korzyści i pozostaje uczciwy — a jego wywód o tym, że nikt rozumny nie zapragnie korony, jest w tragedii ostatnim głosem zdrowego rozsądku. Dunkan u Szekspira jest dobrym królem i to właśnie jego dobroć czyni zbrodnię Makbeta tak potworną. Deprawacja jest w tych tekstach możliwością, nie prawem natury.

Jest natomiast w „Makbecie" zdanie, które komplikuje sprawę mocniej niż wszystkie oskarżenia tyrana. Wypowiada je Malkolm, prawowity dziedzic tronu, w scenie, w której udaje przed Makdufem gorszego od Makbeta, żeby sprawdzić jego lojalność.

Malkolm o tym, czym może okazać się zmiana władcy:

A jednak, kiedy na głowie tyrana Postawię nogę, lub na miecz ją zatknę, Biedna ma ziemia zobaczy na tronie I zbrodni więcej, i więcej ucierpi Niż pod tyranem, pod jego następcą.

Malkolm mówi to w ramach próby, nie jako wyznanie — o tym trzeba pamiętać, żeby nie nadinterpretować. Ale sama możliwość, że następca okaże się gorszy od obalonego tyrana, zostaje w dramacie wypowiedziana i nigdy w pełni unieważniona. Szekspir zostawia otwarte pytanie, na które Orwell odpowie twierdząco: obalenie władzy niekoniecznie kończy problem władzy.

Jak pisać o motywie władzy na maturze

Najczęstszy błąd to teza „literatura pokazuje, że władza deprawuje", poparta wyliczanką tytułów. Taki wywód nie ma osi. Znacznie mocniejsze jest postawienie pytania precyzyjnego: co dokładnie ulega zepsuciu. Wtedy Edyp, Makbet i Winston przestają być trzema przykładami tego samego i stają się trzema różnymi odpowiedziami, które można ze sobą skonfrontować.

Drugi błąd to mylenie żądzy władzy z buntem przeciw władzy. Makbet i Pankracy z „Nie-Boskiej komedii" sięgają po władzę; Antygona, Kordian i Konrad sprzeciwiają się władzy cudzej. To dwa różne motywy, które w wypracowaniach bywają zlepiane w jeden akapit i osłabiają argumentację. Jeśli temat brzmi „władza a moralność", pierwsza grupa jest właściwa; jeśli „bunt jednostki wobec systemu" — druga.

Trzecia rzecz jest techniczna, ale kosztuje punkty: „Król Edyp" nie jest tragedią o tyranie, mimo że chór mówi o tyranach. Edyp nie nadużywa władzy dla korzyści i nie prześladuje poddanych — jedyną osobą, którą realnie krzywdzi w toku akcji, jest niesłusznie oskarżony Kreon. Pisanie o Edypie jako o despocie to błąd rzeczowy. Bezpieczna formuła brzmi: władca, którego gubi połączenie pychy z niechęcią do niewygodnej prawdy.

Czwarta wskazówka dotyczy doboru cytatów. Do tego motywu wystarczą trzy, po jednym na tekst, jeśli są dobrze wybrane: „Pycha rodzi tyranów" z „Króla Edypa", „Jedyną moich zamiarów ostrogą / Moja ambicja" z „Makbeta" i „Celem władzy jest władza" z „Roku 1984". Krótkie, zapamiętywalne, każdy nazywa inny mechanizm. Lepiej znać trzy takie niż dziesięć przybliżonych.

Na koniec kontekst, który podnosi poziom pracy: wszystkie trzy utwory powstały w momentach kryzysu wyobrażeń o władzy. „Król Edyp" — u progu wojny peloponeskiej, gdy ateńska demokracja zaczyna przegrywać. „Makbet" — na początku panowania Jakuba I, po spisku prochowym, w atmosferze lęku przed królobójstwem. „Rok 1984" — tuż po drugiej wojnie światowej, przy narastającym doświadczeniu dwóch totalitaryzmów. Literatura o władzy rzadko bywa spekulacją; zwykle jest reakcją na coś, co autor widział.

Jeśli chcesz przećwiczyć ten motyw na konkretnych zadaniach maturalnych, zajrzyj do bazy zadań: zadania z języka polskiego.