Wizerunek dobrego władcy w literaturze dawnej
Spis treści (10)
- 1. Dlaczego akurat te trzy teksty warto zestawić
- 2. „Odprawa posłów greckich” — dobry władca zaczyna się od dobrej rady
- 3. Priam — król, który wszystko wie i mimo to przegrywa
- 4. „Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie” — wykład o odpowiedzialności
- 5. Modrzewski: królowanie zdefiniowane przez czynność
- 6. Cnoty dobrego króla i jedna pułapka: pochlebcy
- 7. Sprawiedliwość, która kosztuje — sprawa o karę za mężobójstwo
- 8. Krasicki „Do króla” — portret dobrego władcy narysowany na odwrót
- 9. Trzy odpowiedzi na jedno pytanie — porównanie
- 10. Jak pisać o wizerunku dobrego władcy na maturze
Literatura dawna niechętnie maluje portret dobrego władcy jako gotowy wizerunek do powieszenia na ścianie. Znacznie częściej stawia go w sytuacji, w której da się sprawdzić, ile ten wizerunek jest wart. Trzy teksty maturalne pokazują trzy różne sposoby prowadzenia tego sprawdzianu: tragedia, traktat i satyra. „Odprawa posłów greckich” Jana Kochanowskiego bada dobrego władcę przez jego porażkę. „O poprawie Rzeczypospolitej” Andrzeja Frycza Modrzewskiego — przez definicję. „Do króla” Ignacego Krasickiego — przez odwrócenie, czyli ironiczną naganę.
Wszystkie trzy mają jedną wspólną cechę, o której łatwo zapomnieć: są adresowane do konkretnej władzy, a nie do abstrakcji. Kochanowski wystawił swoją tragedię „przed Królem Jego Mścią i Królową Jej Mścią w Jazdowie nad Warszawą”, na weselnym feście podkanclerzego koronnego Jana Zamoyskiego, 12 stycznia 1578 roku. Modrzewski pisał traktat w formie napomnienia kierowanego wprost do panującego. Krasicki zaczyna satyrę od zwrotu „najjaśniejszy panie”. To nie jest literatura o władzy — to literatura mówiona władzy w twarz.
Dlaczego akurat te trzy teksty warto zestawić
Zestawienie ma sens, bo każdy z tych utworów lokuje miarę dobrego władcy gdzie indziej. U Kochanowskiego dobry król to ten, który potrafi usłyszeć dobrą radę i za nią pójść — a jego Priam tego nie robi. U Modrzewskiego dobry król to ten, który rozumie władzę jako urząd, nie jako własność — i dlatego traktat definiuje królowanie przez czynność, a nie przez godność. U Krasickiego pytanie przesuwa się jeszcze dalej: co z tego, że władca jest dobry, jeśli wspólnota polityczna dobrego władcy nie chce.
To układa się w linię, a nie w zbiór przykładów. Renesans pyta o cnotę króla i o jakość rady. Ten sam renesans, ustami Modrzewskiego, przekłada cnotę na prawo — bo cnota bez równego prawa jest tylko prywatną zaletą panującego. Oświecenie odwraca lustro i pokazuje, że w Rzeczypospolitej drugiej połowy XVIII wieku problemem nie jest już zły król, tylko szlachecka publiczność, która dobroć bierze za słabość.
„Odprawa posłów greckich” — dobry władca zaczyna się od dobrej rady
Pierwsza polska tragedia otwiera się nie sceną dworską, tylko monologiem senatora. Antenor mówi o tym, że Aleksander, którego i Parysem zowią, rozdaje podarki, żeby przed naradą kupić sobie głosy — i że jego, Antenora, też nie ominął. Odmowa jest zarazem definicją postawy publicznej.
Antenor o kupowaniu głosów w radzie:
Nie ufa swej sprawiedliwości, Kto złotu mówić od siebie rzecz każe. Lecz i to człowiek małego baczenia, Który na zgubę rzeczypospolitej Podarki bierze, jakoby sam tylko W cale miał zostać, kiedy wszytko zginie.
Zwróć uwagę na argument. Antenor nie mówi, że branie darów jest brzydkie. Mówi, że jest nierozumne — bo kto bierze podarki na zgubę państwa, ten liczy, że ocaleje sam, gdy wszystko zginie. To rozumowanie, nie moralizowanie. Kochanowski buduje w ten sposób wzorzec doradcy, którego dobry władca potrzebuje: człowieka, który stawia rzeczpospolitą wyżej niż lojalność wobec znajomego.
Rozmowa Antenora z Aleksandrem jest w tej kwestii najostrzejsza. Parys odwołuje się do przyjaźni, Antenor za każdym razem podnosi stawkę na prawdę i przystojność.
Antenor odpowiada na apel do przyjaźni:
Przyjacielowi więcej niżli prawdzie Chcieć służyć, zda się przeciw przystojności.
A kiedy Parys zarzuca mu, że sprzyja obcym, pada zdanie, które w szkolnej lekturze bywa niedoceniane, a jest jednym z najlepszych sformułowań bezstronności w polskiej literaturze.
Antenor o tym, po czyjej stoi stronie:
Grek u mnie każdy, kto ma sprawiedliwą.
Kryterium nie jest narodowe ani towarzyskie, tylko rzeczowe: racja jest po stronie tego, kto ma słuszną sprawę. Tak wygląda materiał, z którego buduje się dobre państwo. Cała tragedia pokazuje potem, co się dzieje, gdy taki materiał zostaje przegłosowany.
Priam — król, który wszystko wie i mimo to przegrywa
Priam nie jest tyranem i to jest w tej tragedii najważniejsze. Nie krzywdzi poddanych, nie zagarnia władzy, nie tłumi debaty. Przeciwnie — pozwala radzie mówić, a potem robi dokładnie to, czego wymaga procedura: idzie za większością. Poseł relacjonuje Helenie moment ogłoszenia wyroku.
Priam ogłasza decyzję rady:
Mnie nie lża, jeno więtszej części naśladować. A tak, co z dobrym niechaj będzie pospolitym: Helena niechaj w Troi zostanie
Formuła „co z dobrym niechaj będzie pospolitym” brzmi jak troska o dobro wspólne. W rzeczywistości król przykleja ją do decyzji, o której przed chwilą słyszał, że sprowadzi wojnę. Kochanowski pokazuje tu mechanizm, który dla szlacheckiej publiczności musiał być boleśnie rozpoznawalny: poprawność proceduralna bez odwagi rozstrzygnięcia. Głosowanie odbyło się prawidłowo — przez rozstąpienie się zgromadzenia — i dało wynik samobójczy.
Jeszcze wyraźniej widać to w rozmowie po odprawieniu posłów. Antenor przychodzi z gotowym planem obrony: obsadzić spiżą i ludźmi porty oraz zamki pograniczne, postawić w pogotowiu książąt hołdownych, rozesłać szpiegi, trzymać straż na morzu i na ziemi. Reakcja króla jest lekceważąca.
Priam zbywa ostrzeżenie doradcy:
Jakobyś już na oko, dobry Antenorze, Nieprzyjaciela widział, tak się, widzę, boisz.
Antenor tłumaczy, po co jest strach:
O królu, teraz się bać lepiej, bo za taką Bojaźnią i opatrzność, i gotowość roście.
To zdanie warto zapamiętać, bo formułuje niebanalną cnotę władcy: przewidujący lęk. Nie tchórzostwo, tylko wyobraźnia polityczna, która każe przygotować się wcześniej, gdy jeszcze jest na to czas. Antenor dopowiada, że później „abo się bić, abo uciekać trzeba: trzeciego nic nie masz”. Priam zrozumie to dopiero wtedy, gdy rotmistrz przyprowadzi greckiego jeńca z wiadomością o tysiącu galer stojących na kotwiach w Aulidzie — i dopiero wtedy zwoła radę o obronie. Za późno.
„Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie” — wykład o odpowiedzialności
Chór, który następuje po tej scenie, to najbardziej wprost wyłożony w polskiej literaturze renesansowej wykład o naturze władzy. Kochanowski nie ilustruje tu niczego fabułą; zwraca się bezpośrednio do rządzących.
Chór o tym, czym jest sprawowanie władzy:
Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie, A ludzką sprawiedliwość w ręku trzymacie, Wy, mówię, którym ludzi paść poruczono I zwirzchności nad stadem bożym zwierzono: Miejcie to przed oczyma zawżdy swojemi, Żeście miejsce zasiedli boże na ziemi, Z którego macie nie tak swe własne rzeczy, Jako wszytek ludzki mieć rodzaj na pieczy.
Trzy tezy w ośmiu wersach. Po pierwsze: władza jest powierzona — czasowniki „poruczono” i „zwierzono” wskazują na depozyt, nie na własność. Po drugie: rządzący zajmuje miejsce Boże na ziemi, więc jego miarą nie jest wola większości ani interes rodziny, lecz sprawiedliwość, z której będzie musiał zdać poczet. Po trzecie i najważniejsze dla motywu: sprawujący władzę ma mieć na pieczy nie „swe własne rzeczy”, tylko cały ludzki rodzaj. Dobry władca to ten, który potrafi tę różnicę utrzymać.
Chór dopowiada od razu, dlaczego stawka jest inna niż w życiu prywatnym. Grzech zwykłego człowieka gubi jego samego; błąd rządzącego gubi wszystkich.
Chór o skutkach występków rządzących:
Przełożonych występy miasta zgubiły I szerokie do gruntu carstwa zniszczyły.
Kiedy Ulisses wychodzi z pałacu z odmowną odpowiedzią, jego diagnoza jest już tylko wnioskiem z tego wykładu. Państwo, w którym da się przegłosować sprawiedliwość, przestaje być państwem.
Ulisses ocenia Troję po naradzie:
O nierządne królestwo i zginienia bliskie, Gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość Ma miejsca, ale wszytko złotem kupić trzeba!
Troja jest tu przezroczysta. Rada obradująca w sali, marszałkowie stukający laskami w ziemię, głosowanie przez rozstąpienie się, „młódź wszeteczna” i orszaki darmojadów, którzy „jako wieprze tyją” — to inwentarz sejmowy, nie homerycki. Kochanowski pisze o dobrym władcy z perspektywy państwa, w którym król rządzi razem ze stanem szlacheckim, więc jakość władzy nie zależy wyłącznie od tronu.
Modrzewski: królowanie zdefiniowane przez czynność
Andrzej Frycz Modrzewski w „O poprawie Rzeczypospolitej”, w rozdziale IX ksiąg pierwszych, zatytułowanym po prostu „O królu”, robi coś, czego tragedia zrobić nie może: podaje definicję. Odpowiada na pytanie, które sam stawia.
Modrzewski definiuje królowanie:
Cóż to tedy jest królem być? Rzecz pewna, jeśli w tej mierze prawdę znać mamy, nic inszego nie jest, jedno rządzić ludzi władności jego podane.
W tej definicji nie ma majestatu, korony ani dynastii. Jest czynność: rządzić ludźmi powierzonymi. Reszta rozdziału tłumaczy, że rządzić dobrze można tylko wtedy, gdy wodzem będzie „mądrość a cnota” — mądrość pokazuje sposób dobrego rządzenia, cnota daje chęć do jego stanowienia. A miarą rządzenia jest to, czy w państwie powstaje „porównanie” między obywatelami: wyrównanie wzajemnych postaw przez wygładzenie z serc chluby, nadętości i pychy. Modrzewski dodaje, że to właśnie jest rządzenie ludźmi naprawdę — rządzić ich myślami, a nie tylko ciałami i rzeczami zewnętrznymi.
Konsekwencja tej definicji jest radykalna. Skoro król jest funkcją, a nie właścicielem, to nic w państwie nie należy do niego.
Modrzewski o tym, dla kogo jest władza:
Ale pan, który to na sercu swym pilnie uważy, że on nad ludem jest przełożonym nie dla siebie, ale dla tegoż ludu, ten tak będzie rozumiał, że nic nie masz jego własnego, ale wszystko rzeczypospolitej
To samo, co u Kochanowskiego mówi chór, tutaj zostaje wyłożone prozą traktatu i doprowadzone do wniosku ustrojowego. Modrzewski dorzuca jeszcze obraz, który dobrze się zapamiętuje: władca podsycający niezgodę między poddanymi nie zasługuje na swoją nazwę tak samo, jak nie zasługuje na nią zły ojciec albo pasterz rozganiający owce z najlepszej paszy.
Modrzewski o władcy siejącym niezgodę:
Nie jest to prawdziwy ojciec, który niezgody między synami albo wzbudza a forytuje, albo nie stara się, żeby były wykorzenione.
Cnoty dobrego króla i jedna pułapka: pochlebcy
Streszczenie rozdziału „O królu” wylicza cnoty, którymi „dobrzy królowie ozdobieni być mają”. Warto znać ten katalog, bo to gotowy szkielet do wypracowania o renesansowym wzorcu władcy:
- roztropność — rośnie z obcowania z ludźmi uczonymi, z czytania ksiąg i z wystrzegania się pochlebców
- mierność — stawia granicę popędliwościom serca i rozkoszom ciała
- sprawiedliwość — nagradza cnotę, karze występek, przedkłada rzeczpospolitą nad sprawy własne i stanowi równość między obywatelami
- szczodrobliwość — rozumiana jako rozwaga: komu, co, dla czego i jak wiele dać
- męstwo i wielkie serce — znoszenie zarówno szczęśliwych, jak i przeciwnych rzeczy oraz gotowość oddania życia za ojczyznę i za sprawiedliwość
Dwie rzeczy w tym katalogu są nieoczywiste. Pierwsza: sprawiedliwość obejmuje obowiązek dochowania wiary każdemu, „też i nieprzyjacielowi”. Druga: mierność zostaje uzasadniona nie ascezą, lecz mechaniką rządzenia. Kto nie panuje nad sobą, nie ma prawa panować nad innymi.
Modrzewski o samopanowaniu władcy:
Zaprawdę ten, który sam sobie nie panuje, a który namiętnościom swoim służy, nie godzien, aby go panem zwano.
Osobne miejsce zajmuje pułapka, na którą Modrzewski uczula najmocniej — pochlebstwo. Traktat tłumaczy, skąd się bierze: każdy człowiek miłuje samego siebie i chce, by inni przypisywali mu więcej, niż przystoi. U zwykłych ludzi to wada, u panujących — katastrofa ustrojowa.
Modrzewski o władcach otoczonych pochlebcami:
Których serca omylnym mniemaniem napojone łacno się do rzeczy nieprzystojnych a szkodliwych nakłonią, napominaczów nie cierpią, występku nie żałują, prawdą się obrażają, a w próżnej się powieści kochają
„Napominaczów nie cierpią” — to zdanie łączy traktat z tragedią. Priam nie jest otoczony pochlebcami z własnego wyboru, ale zachowuje się dokładnie tak, jak opisuje Modrzewski: ostrzeżenie Antenora bierze za bojaźliwość, proroctwo Kasandry za baśń. Antenor jest literackim wcieleniem tego, co Modrzewski nazywa napominaczem — a traktat żąda, żeby król takich ludzi chronił, bo inaczej „drudzy się od oskarżania odstraszą” i przestaną napominać pana w sprawach rzeczypospolitej.
Sprawiedliwość, która kosztuje — sprawa o karę za mężobójstwo
Najciekawsze w Modrzewskim jest to, że nie zatrzymuje się na cnotach. W księgach wtórych, „O prawach”, przekłada sprawiedliwość władcy na konkretną zasadę legislacyjną.
Modrzewski o warunku dobrego prawa:
Praw ten ma być warunek, aby wszystko ku uczciwości a pospolitemu pożytkowi stanowiono tak, aby jednakie zapłaty cnotom a zasię też jednakie karania złościom ustanowione były
I natychmiast stosuje tę zasadę do najbardziej drażliwej sprawy w szlacheckiej Rzeczypospolitej: kary za zabójstwo. Prawo różnicowało ją według stanu — głowa szlachcica była płacona przez chłopa gardłem, głowa chłopska przez szlachcica dziesięcioma grzywnami, podczas gdy sama szlachta między sobą szacowała głowę na sto grzywien. Modrzewski przytacza wszystkie argumenty obrońców tego stanu rzeczy, rozbiera je po kolei i wydaje ocenę.
Modrzewski o nierównej karze:
Tak wiele jest rzeczy nieprzystojnych w tej nierówności karania, iż dziwna rzecz, jako który człowiek mógł o niej i pomyślić
W tym miejscu „dobry władca” przestaje być komplementem, a staje się żądaniem politycznym. Dobry król to nie ten, który jest łaskawy — łaskawość jest przywilejem, którego można nie udzielić. Dobry król to ten, który wprowadza równe prawo, nawet gdy uderza to w stan, na którego zgodzie opiera się jego władza. Modrzewski nie ukrywa, kto blokuje reformę: pisze wprost, że szlachta „nazbyt stan swój miłuje”, a jej postawa w artykule o mężobójstwie była niesłuszna i niesprawiedliwa.
Krasicki „Do króla” — portret dobrego władcy narysowany na odwrót
Dwieście lat później Ignacy Krasicki otwiera pierwszą część „Satyr” utworem skierowanym do panującego. Deklaracja z początkowych wersów wyznacza zasadę gatunku i zarazem zabezpiecza autora.
Krasicki o tym, co satyra może:
Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka. Wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka.
Rozdzielenie urzędu od osoby jest tu warunkiem możliwości krytyki. Potem następuje wyliczenie „przywar” króla — i to jest cały koncept utworu. Każdy zarzut jest w istocie pochwałą, bo formułuje go głos szlacheckiego tradycjonalisty, którego wartości czytelnik ma odrzucić.
Krasicki wylicza pierwszą „przywarę” króla:
Jesteś królem, a czemu nie królewskim synem? To niedobrze; krew pańska jest zaszczyt przed gminem.
Kolejne zarzuty idą tym samym torem: że był wcześniej „mości panem”, czyli równym tym, którzy dziś muszą go czcić; że jest Polakiem, nie przychodniem; że wstąpił na tron „mający lat tylko trzydzieści”, bez siwizny i zmarszczków; że lubi księgi i kocha się w ludziach uczonych. Krasicki dorzuca, że nawet realne dokonania niczego nie zmienią.
Krasicki o daremności zasług króla:
Czyń, co możesz, i dziełmi sąsiadów zadziwiaj, Szczep nauki, wznoś handel i kraj uszczęśliwiaj
I wyrok szlacheckiej opinii:
Nie masz chrztu, co by zmazał twój grzech pierworodny.
„Grzech pierworodny” króla polega na tym, że pochodzi ze swoich. Utwór przypomina przy okazji, że tak samo traktowano Michała Wiśniowieckiego i Jana Sobieskiego — spisek przeciw pierwszemu wziął się „stąd tylko, że król Michał zwał się Wiszniowiecki”. Krasicki stawia więc diagnozę ustrojową, nie charakterologiczną: elekcyjna Rzeczpospolita systematycznie odmawia autorytetu każdemu, kogo sama wybrała.
Kulminacja przychodzi wtedy, gdy satyryczny głos zaczyna doradzać królowi w sprawie sposobu rządzenia. Wyliczone rady to skondensowany podręcznik tyranii.
Rada „przezornych ministrów” — jak zdobyć posłuch:
Chcesz, aby cię kochali? Niech się raczej boją.
I jak zdobyć wielkość:
Zdzieraj, a będziesz możnym, gnęb, a będziesz wielkim
Zestaw jest czytelny: to dokładne odwrócenie katalogu Modrzewskiego. Zamiast sprawiedliwości — zdzierstwo, zamiast mierności — okrucieństwo, zamiast troski o poddanych — ich strach. Krasicki nie musi wykładać wzorca dobrego władcy, bo czytelnik odtwarza go sam, przez negację każdego zdania satyry. Zarzut ostatni i najmocniejszy dotyczy właśnie dobroci.
Krasicki o głównej wadzie króla:
Żeś dobry, gorszysz wszystkich, jak o tobie słyszę, I ja się z ciebie gorszę i satyry piszę
Warto też zauważyć drobny sygnał wcześniej: satyryczny głos wyrzuca królowi, że „wszystko ci się coś marzy o tym wieku złotym”. Marzenie o wieku złotym to w tym kontekście program reform i oświeceniowa wiara w poprawę — czyli dokładnie to, o co Krasickiemu chodzi. Wada w ustach oskarżyciela jest programem w ustach autora.
Trzy odpowiedzi na jedno pytanie — porównanie
Jeśli ustawić te teksty obok siebie, widać wyraźną zmianę ciężaru:
- Kochanowski — dobry władca to ten, kto słucha sprawiedliwej rady i umie zdecydować wbrew większości; wzorzec pozytywny nosi tu nie król, lecz doradca Antenor
- Modrzewski — dobry władca to funkcja, nie godność; sprawdzianem jest równe prawo, a nie osobista łaskawość panującego
- Krasicki — dobroć władcy przestaje wystarczać, bo problemem staje się wspólnota, która dobrego władcy nie akceptuje
Zmienia się także adresat krytyki. Kochanowski gani króla i radę jednocześnie, ale winę rozkłada: Priam ustępuje, bo zgromadzenie jednym głosem woła „tak jako Iketaon”. Modrzewski jawnie wskazuje stan szlachecki jako hamulec reformy, choć docenia jego dorobek ustawodawczy. Krasicki idzie najdalej — króla w ogóle nie oskarża, całą satyrę kieruje w opinię publiczną, której głos udaje.
Stała pozostaje jedna rzecz, obecna we wszystkich trzech tekstach: dobry władca jest rozpoznawany po tym, czyje dobro traktuje jako własne. U Kochanowskiego to „dobre rzeczypospolitej naszej”, u Modrzewskiego — „nic nie masz jego własnego, ale wszystko rzeczypospolitej”, u Krasickiego — król, który „kraj uszczęśliwia” i za to zbiera nagany. To jedno kryterium wystarcza, żeby uporządkować cały motyw.
Jak pisać o wizerunku dobrego władcy na maturze
Najczęstszy błąd w wypracowaniach o tym motywie to potraktowanie go jako listy zalet. Praca, która wylicza, że władca powinien być mądry, sprawiedliwy i troskliwy, nie ma tezy — powtarza truizm. Mocniejsze ujęcie zaczyna się od napięcia: literatura dawna pokazuje, że dobre intencje władcy nie wystarczają, bo między cnotą a dobrym rządem stoi jeszcze rada, prawo i opinia publiczna.
Do takiej tezy trzy omówione teksty układają się same. Priam ma dobrą wolę i przegrywa, bo brakuje mu stanowczości i słuchu na ostrzeżenie. Modrzewski pokazuje, że cnota władcy musi zostać przetłumaczona na równe prawo, inaczej pozostaje prywatna. Krasicki dowodzi, że nawet dobry i reformujący król jest bezradny wobec wspólnoty, która jego dobroć uznaje za wadę.
Cytaty warto ograniczyć do czterech, po jednym na tezę. Wystarczą: „Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie” jako wykład o odpowiedzialności, „O nierządne królestwo i zginienia bliskie” jako diagnoza ustroju, „nic inszego nie jest, jedno rządzić ludzi władności jego podane” jako definicja funkcji i „Żeś dobry, gorszysz wszystkich” jako paradoks oświeceniowy. Krótkie, rozpoznawalne, każdy niesie inną myśl.
Przydatne konteksty, jeśli praca ma sięgnąć wyżej: „Odprawa” jako pierwsza polska tragedia, wystawiona przed parą królewską na weselnym feście Jana Zamoyskiego, więc utwór z założenia perswazyjny wobec dworu; „O poprawie Rzeczypospolitej” jako program reformy, którego rozdział o karze za mężobójstwo dotykał realnego przywileju stanowego; „Do króla” jako utwór otwierający zbiór satyr, a więc programowy, wyznaczający zasadę „wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka”.
Ten temat dobrze zestawić z odwrotnym biegunem motywu — z tekstami o władzy, która deprawuje. Wzorzec pozytywny i mechanizm zepsucia to dwie strony tego samego pytania, a praca pokazująca obie wypada znacznie mocniej niż jednostronna.
Jeśli chcesz przećwiczyć ten motyw na konkretnych zadaniach maturalnych, zajrzyj do bazy zadań: zadania z języka polskiego.