Kara sumienia — Makbet i Raskolnikow
Spis treści (11)
- 1. Dlaczego akurat te dwa utwory zestawiamy
- 2. Zanim padnie cios — jak bohater rozbraja własne sumienie
- 3. „Makbet sen zabił” — kara zaczyna się w godzinę po zbrodni
- 4. Dwa zegary sumienia — Makbet i Lady Makbet
- 5. Raskolnikow — gorączka jako pierwszy wyrok
- 6. „Czy jestem wszą, czy człowiekiem” — zbrodnia, która niczego nie dowiodła
- 7. Dlaczego katorga jest łatwiejsza od sumienia
- 8. Dwa finały: „powieść przez idiotę” i odrodzenie
- 9. Kontrapunkt: Świdrygajłow, czyli człowiek bez sumienia
- 10. Jak wykorzystać to zestawienie w wypracowaniu maturalnym
- 11. Podsumowanie
Dwie zbrodnie dzieli dwieście pięćdziesiąt lat, dwie kultury i dwa gatunki literackie. Szkocki wódz morduje śpiącego króla, żeby przejąć tron. Petersburski student zabija siekierą starą lichwiarkę, żeby sprawdzić, czy wolno mu przekroczyć zakaz. Mimo to „Makbet” i „Zbrodnia i kara” opowiadają w gruncie rzeczy tę samą historię: co się dzieje z człowiekiem, który świadomie decyduje się zabić i któremu ta decyzja się udaje.
Obaj bohaterowie nie zostają złapani na gorącym uczynku. Obaj przez długi czas są bezpieczni w sensie prawnym. I obaj zaczynają się rozpadać, zanim ktokolwiek zdąży ich oskarżyć. To dlatego zestawienie Makbeta z Raskolnikowem jest jednym z najmocniejszych kontekstów maturalnych do tematów o winie, sumieniu i odpowiedzialności moralnej — pokazuje mechanizm kary, która nie potrzebuje sądu.
Dlaczego akurat te dwa utwory zestawiamy
Motyw winy i kary ma w literaturze kilka wariantów. Edyp jest winny nieświadomie, pod presją fatum — to wina tragiczna. Duchy z „Dziadów cz. II” odbywają karę po śmierci, w porządku religijnym. Jacek Soplica dostaje szansę odkupienia. Makbet i Raskolnikow reprezentują wariant najtrudniejszy: winę w pełni świadomą, zaplanowaną, popełnioną z otwartymi oczami przez człowieka, który wcześniej uchodził za porządnego.
Różnica gatunkowa jest przy tym pouczająca. Szekspir dysponuje monologiem i sceną — pokazuje sumienie na zewnątrz, w postaci halucynacji, sztyletu w powietrzu, ducha Banka, lunatyzmu. Dostojewski dysponuje trzecioosobową narracją wnikającą w głowę bohatera — pokazuje sumienie od środka, jako gorączkę, natrętne myśli i fizyczny wstręt do ludzi. Efekt jest ten sam, tylko narzędzia inne. Warto to zauważyć w wypracowaniu: to argument, że mowa o zjawisku uniwersalnym, a nie o konwencji jednej epoki.
Zanim padnie cios — jak bohater rozbraja własne sumienie
Ani Makbet, ani Raskolnikow nie zabijają w afekcie. Obaj potrzebują najpierw konstrukcji myślowej, która unieważni zakaz. Makbet dostaje ją z zewnątrz: od przepowiedni czarownic i od żony, która sprowadza morderstwo do kwestii odwagi. Wcześniej sam sobie wylicza wszystkie powody, dla których nie powinien tego robić, i sam formułuje najtrafniejszą diagnozę całej sztuki.
Makbet o nieuchronności odpłaty, jeszcze przed zabójstwem Duncana:
Krwawa nauka, przez nas samych dana,
Na mistrza swego odwraca się zgubę;
Bezstronną dłonią sprawiedliwość zbliża
Zatruty przez nas kielich do ust naszych.
To zdanie jest kluczem do całej tragedii. Makbet wie, co robi, i wie, czym to się skończy. Nie brakuje mu wiedzy moralnej, brakuje mu odporności na presję. Kara nie spada więc na niego niespodziewanie — on ją sam wcześniej zapowiedział.
Raskolnikow buduje uzasadnienie sam i robi to znacznie staranniej. Pisze artykuł, w którym dzieli ludzi na zwykłych i „nadzwyczajnych”, a tym drugim przyznaje prawo do przekroczenia normy. Kiedy sędzia śledczy Porfiry przyciska go do muru, bohater streszcza swoją teorię prawie urzędowym językiem.
Raskolnikow tłumaczy Porfiremu tezę swojego artykułu:
sądziłem tylko, że człowiek nadzwyczajny ma prawo, rozumie się, nie jest to jakieś urzędowe prawo, lecz prawo wobec sumienia — uwolnić swe sumienie od powszechnie obowiązujących prawideł i skrupułów
Zwróć uwagę na sformułowanie: „uwolnić swe sumienie”. Raskolnikow nie twierdzi, że sumienia nie ma. Twierdzi, że można je wyłączyć decyzją. Cała powieść jest sprawdzeniem tej hipotezy w warunkach eksperymentalnych — i jej obaleniem. To fundamentalna różnica wobec Makbeta: Szkot łamie zakaz, w który wierzy, Rosjanin próbuje udowodnić, że zakaz go nie dotyczy.
„Makbet sen zabił” — kara zaczyna się w godzinę po zbrodni
Szekspir robi rzecz, której trudno przecenić: nie pokazuje samego morderstwa. Duncan ginie za sceną, a widz ogląda to, co dzieje się z zabójcą zaraz potem. Makbet wraca z zakrwawionymi sztyletami i nie potrafi powiedzieć „amen”. Zaraz potem słyszy głos, który ogłasza mu wyrok.
Makbet relacjonuje żonie, co usłyszał po zabójstwie:
Makbet sen zabił, zabił sen niewinny,
Sen, co rozplata trosk zwikłany motek,
Śmierć dnia każdego, ciężkiej pracy kąpiel,
Ożywczy balsam utrapionej myśli,
Wielkiej natury drugie ludziom danie,
Przysmak najlepszy biesiady żywota
Kara jest tu zdefiniowana precyzyjnie i po ludzku: to odebranie snu. Nie piekło, nie miecz, nie wyrok trybunału — utrata codziennej zdolności do odpoczynku. Szekspir przez pięć wersów wylicza, czym sen jest dla człowieka, żeby czytelnik zrozumiał rozmiar straty. Makbet zabił króla i zabił własną noc. Reszta sztuki to opis życia bez snu.
Druga kwestia z tej samej sceny stała się najsłynniejszym obrazem winy w literaturze europejskiej. Makbet patrzy na własne dłonie i pyta o coś, na co odpowiedź już zna.
Makbet nad zakrwawionymi rękami:
Czy wszystkie morza wielkiego Neptuna
Krew tę z mej ręki obmyć będą w stanie?
Ach nie! Ta ręka raczej swą purpurą
Mórz nieskończonych wody poczerwieni,
Zielone prądy w krwiste zmieni fale.
Odpowiedź Lady Makbet w tej samej scenie brzmi rzeczowo: wystarczy kilka kropel wody. Szekspir buduje w ten sposób kontrast, który za kilka aktów odwróci się dokładnie na opak.
Dwa zegary sumienia — Makbet i Lady Makbet
Najciekawsze w „Makbecie” jest to, że para morderców reaguje na tę samą zbrodnię w różnym tempie i w odwrotnym kierunku. Makbet załamuje się natychmiast, ale potem twardnieje — dalsze morderstwa przychodzą mu coraz łatwiej. Sam to opisuje w scenie po uczcie, na której zobaczył ducha Banka.
Makbet o punkcie, z którego nie ma powrotu:
Tak już głęboko we krwi ludzkiej brodzę,
Że równie ciężko w tył kroki odwodzić,
Jak już do brzegu drugiego przebrodzić.
To bardzo trzeźwy opis mechanizmu, który psychologia nazwałaby eskalacją zaangażowania. Wycofanie się kosztowałoby więcej niż brnięcie dalej, więc bohater brnie. Kolejne zbrodnie — Banko, rodzina Makdufa — nie są już efektem ambicji, tylko próbą zabezpieczenia pierwszej.
Lady Makbet idzie w przeciwną stronę. Ta, która wcześniej mówiła o kroplach wody i o wyrywaniu piersi własnemu dziecku, załamuje się z opóźnieniem — i to opóźnienie jest u Szekspira najbardziej przenikliwą obserwacją. Kara nie przychodzi wtedy, kiedy jest logiczna, tylko wtedy, kiedy człowiek przestaje nad sobą panować, czyli we śnie. Lekarz i dworka obserwują lunatyzm królowej, która zmywa z rąk krew, której już dawno nie ma.
Lady Makbet podczas lunatycznej wędrówki:
Precz stąd, przeklęta plamo! Precz! Powtarzam. — Raz, dwa! A więc czas już wziąć się do dzieła. Czarne jest piekło!
Chwilę później pada zdanie, w którym zamyka się cała symbolika winy w tej tragedii.
Czuć tu zawsze krwi zapach. Wszystkie kadzidła Arabii nie uwonnią tej małej ręki. Och! och! och!
Reakcja lekarza jest w tym miejscu ważniejsza niż same słowa królowej. Stwierdza on, że choroba przechodzi jego sztukę. Medycyna nie ma narzędzi na winę — to nie jest schorzenie ciała ani zaburzenie umysłu, tylko stan moralny. Szekspir wprowadza lekarza po to, żeby ten publicznie ogłosił swoją bezradność.
Raskolnikow — gorączka jako pierwszy wyrok
U Dostojewskiego kara również rusza natychmiast, ale przybiera formę choroby. Raskolnikow po zabójstwie lichwiarki i jej siostry (w przekładzie z 1928 roku noszą one imiona Aliny i Elżbiety, w nowszych tłumaczeniach Alony Iwanowny i Lizawiety) wraca do swojej komórki pod dachem i zapada w kilkudniową malignę. Nie potrafi zjeść, nie potrafi rozmawiać ze służącą, odwraca się do ściany. Skradzione przedmioty najpierw chowa pod kamieniem, a potem myśli tylko o tym, jak się ich pozbyć.
Fizjologia zastępuje tu monolog. Tam, gdzie Makbet mówi wierszem o zabitym śnie, Raskolnikow po prostu leży, ma dreszcze i nie znosi obecności ludzi. Efekt dramatyczny jest jednak identyczny: bohater, który zaplanował wszystko poza własną reakcją, przekonuje się, że reakcja przyszła sama i nie da się jej odwołać.
Dostojewski zostawia przy tym w powieści zdanie, które można potraktować jak autokomentarz. Wypowiada je sam Raskolnikow w rozmowie o swoim artykule, jeszcze zanim ktokolwiek go podejrzewa.
Raskolnikow o tym, kto ponosi karę:
Ha, kto ma sumienie, niech cierpi, jeśli przyznaje się do winy. To dla niego kara, oprócz katorgi.
„Oprócz katorgi” — to sformułowanie warto zapamiętać. Bohater sam ustawia hierarchię: zesłanie jest dodatkiem, kara właściwa dzieje się gdzie indziej. W tym samym fragmencie dorzuca jeszcze zdanie, które w epilogu okaże się prorocze: „Cierpienie i ból zawsze są niezbędne dla szerokiego umysłu i głębokiego serca”.
„Czy jestem wszą, czy człowiekiem” — zbrodnia, która niczego nie dowiodła
Kulminacja powieści nie jest sceną aresztowania ani przyznania się przed sądem, tylko wyznaniem przed Sonią (w tym przekładzie nazywaną Zosią). Raskolnikow tłumaczy jej wtedy prawdziwy motyw zabójstwa — i okazuje się, że nie chodziło o pieniądze dla matki i siostry, ani o dobro ludzkości.
Raskolnikow wyjaśnia Soni, po co zabił:
Pragnąłem dowiedzieć się dowiedzieć i dowiedzieć się jak najprędzej, czy jestem wszą jak wszyscy, czy też człowiekiem? Czy będę mógł przestąpić czy też nie? Czy zdołam schylić się i wziąć czy nie? Czy jestem drżącem bydlęciem, czy też mam prawo.
Morderstwo było testem na sobie samym. I test wypadł negatywnie — nie dlatego, że bohater nie zdołał zabić, tylko dlatego, że zabiwszy, nie zdołał z tym żyć. Wniosek formułuje w tej samej rozmowie.
Raskolnikow o wyniku własnego eksperymentu:
djabeł mnie popchnął wtedy, i dopiero potem dał mi poznać, że nie miałem prawa tam chodzić, jestem akurat taką samą wszą, jak i wszyscy!
To najostrzejsza możliwa krytyka teorii jednostki wybitnej — nie z zewnątrz, nie z ambony, tylko z ust jej autora. Dostojewski nie obala jej argumentami moralisty. Pozwala bohaterowi wprowadzić ją w życie i pokazuje, że natura ludzka zawetowała ją szybciej niż jakikolwiek kodeks.
Dlaczego katorga jest łatwiejsza od sumienia
Zestawienie obu utworów pozwala rozdzielić dwa porządki kary, które w potocznym myśleniu się zlewają. Kara zewnętrzna ma trzy cechy: jest wymierzona przez instytucję, ma określony wymiar i kiedyś się kończy. Kara wewnętrzna nie ma żadnej z nich.
- Kara zewnętrzna a kara sumienia — cztery różnice:
- źródło: wyrok sądu, zemsta, kara boska — kontra własna świadomość bohatera
- moment: po wykryciu zbrodni — kontra natychmiast po czynie, często zanim ktokolwiek wie
- wymiar: policzalny (lata katorgi, śmierć) — kontra nieokreślony, trwający tak długo jak świadomość
- możliwość ucieczki: można uciec za granicę, przekupić, przeczekać — kontra brak jakiejkolwiek ucieczki
Ostatni punkt jest w obu utworach zilustrowany dosłownie. Lady Makbet ucieka we śnie i tam właśnie zostaje dopadnięta. Raskolnikow po zbrodni przez kilkaset stron rozważa Amerykę, ucieczkę, milczenie — a kończy na placu Siennym, wypełniając polecenie Soni.
Sonia mówi Raskolnikowowi, co ma zrobić — bohater przypomina sobie te słowa na placu:
Idź na rozdroże, pokłoń się ludziom, ucałuj ziemię, boś zgrzeszył i względem niej, i powiedz głośno: „jestem zabójcą!“
Warto zauważyć, do kogo Sonia każe się zwrócić. Nie do sądu, nie do policji i nawet nie w pierwszej kolejności do Boga, tylko do ziemi i do ludzi. Wina jest tu naruszeniem wspólnoty, a przyznanie się do niej stanowi powrót do niej. Katorga przychodzi później i jest w powieści opisana jako coś niemal łatwego — bohater w więzieniu ze zdumieniem zauważa, że współwięźniowie cenią życie bardziej niż ludzie na wolności.
Dwa finały: „powieść przez idiotę” i odrodzenie
Tu drogi obu bohaterów rozchodzą się ostatecznie i na tym opiera się najlepsza teza, jaką można z tego zestawienia wyprowadzić. Makbet dowiaduje się o śmierci żony i reaguje monologiem, który jest jednym z najciemniejszych fragmentów Szekspira.
Makbet po wiadomości o śmierci Lady Makbet:
To życie tylko cieniem jest przelotnym,
Nędznym aktorem, co przez swą godzinę
Na scenie świata pawi się i puszy,
I milknie potem; to opowiadana
Z krzykiem i furią powieść przez idiotę,
Nic nie znacząca.
To nie jest żal ani skrucha. To utrata sensu. Kara Makbeta polega ostatecznie na tym, że świat stracił dla niego znaczenie, zanim jeszcze stracił życie. Bohater przyznaje w tej samej scenie, że tak nasycił się okropnościami, iż nic nie potrafi już wzbudzić w nim drżenia. Sumienie nie tyle go dręczy, ile wypaliło w nim zdolność odczuwania czegokolwiek.
Dostojewski kończy odwrotnie. W epilogu, na Syberii, po ciężkiej chorobie i po śnie o zarazie niszczącej ludzkość, następuje przełom, którego bohater przez całą powieść nie dopuszczał.
Epilog — Raskolnikow i Sonia nad rzeką na Syberii:
na tych bladych i chorych twarzach błyszczała już zorza odnowionej przyszłości, zupełnego odrodzenia do nowego życia. Obudziła ich miłość, jedno serce zawierało nieskończone źródło życia dla serca drugiego.
Dostojewski nie skraca przy tym kary — narrator wprost przypomina, że przed bohaterami jest jeszcze siedem lat. Odkupienie nie polega na skróceniu wyroku, tylko na tym, że cierpienie przestaje być bezsensowne. Różnica między obydwoma finałami sprowadza się do jednej rzeczy: Makbet nie ma przy sobie nikogo, kto by w niego wierzył, Raskolnikow ma Sonię.
Kontrapunkt: Świdrygajłow, czyli człowiek bez sumienia
Dostojewski wprowadza do powieści postać, która jest sprawdzianem całej tezy o karze wewnętrznej. Świdrygajłow ma na koncie znacznie więcej niż Raskolnikow i nie odczuwa z tego powodu nic. Nie choruje, nie majaczy, nie wyznaje. Wydaje się dowodem na to, że można przekroczyć wszystko bez konsekwencji.
Jego historia kończy się jednak wcześniej niż historia bohatera dręczonego wyrzutami. Nad ranem, przy bramie z wieżą, Świdrygajłow zagaduje pełniącego wartę stróża i oznajmia mu, że wyjeżdża do Ameryki.
Świdrygajłow do wartownika, chwilę przed strzałem:
Gadasz bracie, to wszystko jedno. Miejsce dobre jak się będą ciebie pytać, to mów, że pojechał do Ameryki.
Przykłada rewolwer do prawej skroni. Wymowa tej sceny jest jednoznaczna: brak sumienia nie ratuje, tylko odbiera ostatnią drogę wyjścia. Raskolnikow cierpi i dzięki temu ma dokąd iść — na plac Sienny, do Soni, na katorgę. Świdrygajłow nie cierpi i dlatego nie ma dokąd. W wypracowaniu to bardzo mocny argument: cierpienie sumienia jest w tej powieści opisane nie jako przekleństwo, lecz jako warunek pozostania człowiekiem.
Jak wykorzystać to zestawienie w wypracowaniu maturalnym
Para Makbet–Raskolnikow obsługuje kilka typów tematów, ale nie każdy w ten sam sposób. Najbezpieczniej używać jej wtedy, gdy w temacie pojawia się słowo „sumienie”, „odpowiedzialność”, „konsekwencje czynów” albo „granice moralne”. Poniżej gotowe ujęcia.
- Cztery gotowe tezy do wypracowania:
- Czy każda zbrodnia pociąga karę? Tak, ale nie zawsze wymierza ją sąd — Makbet i Lady Makbet nigdy nie stają przed trybunałem, a mimo to zostają ukarani bezsennością i obłędem.
- Najsurowszym sędzią człowieka jest on sam. Raskolnikow określa katorgę jako dodatek do kary właściwej, którą wymierza sumienie.
- Wina świadoma niszczy inaczej niż wina tragiczna. Edyp cierpi za czyn, którego nie chciał popełnić; Makbet i Raskolnikow cierpią za czyn, który zaplanowali — dlatego nie mogą się bronić przed samymi sobą.
- Cierpienie sumienia jest warunkiem odkupienia. Raskolnikow, który cierpi, dochodzi do odrodzenia; Świdrygajłow, który nie cierpi, kończy samobójstwem.
Typowy błąd w takich pracach polega na sprowadzaniu obu bohaterów do wspólnego mianownika „mieli wyrzuty sumienia”. To za mało na wysoką notę. Egzaminatorzy premiują dostrzeżenie różnicy, a ta jest tu wyrazista: Makbet łamie normę, w którą wierzy, i kończy w poczuciu pustki, Raskolnikow próbuje unieważnić normę teoretycznie i kończy w poczuciu powrotu do ludzi. Jeden bohater degraduje się przez kolejne zbrodnie, drugi odbudowuje się przez przyznanie do jednej.
Jeśli temat wymaga trzeciego kontekstu, najlepiej dobrać do pary utwór z odmiennym rozwiązaniem: „Króla Edypa” dla winy nieświadomej, „Pana Tadeusza” dla winy odkupionej czynem, albo „Balladynę”, w której karę wymierza siła zewnętrzna, a nie psychika bohaterki. Kontrast działa lepiej niż mnożenie przykładów tego samego typu.
Podsumowanie
Szekspir i Dostojewski pracują na tym samym założeniu: człowiek nie jest w stanie sam siebie zwolnić z odpowiedzialności. Makbet zna zasadę odpłaty i mimo to zabija — kara przychodzi jako utrata snu, potem jako utrata sensu. Raskolnikow próbuje udowodnić, że zasada go nie obowiązuje — kara przychodzi jako gorączka, potem jako świadomość, że jest „taką samą wszą, jak i wszyscy”.
Różnią się finałem, ale nie diagnozą. W obu utworach najcięższy wyrok zapada nie w sądzie, tylko w człowieku, i zaczyna obowiązywać, zanim ktokolwiek zdąży go ogłosić. To dlatego oba teksty wracają na maturze regularnie — dają odpowiedź na pytanie, które nie zestarzało się od czterystu lat.
Sprawdź swoją znajomość motywu winy i kary w zadaniach maturalnych z języka polskiego: matury-online.pl/zadania/polski/motyw-winy-i-kary.