MaturaPolski.pl Zdaj polski na 100%

Miłość romantyczna i werteryzm — Werter, Gustaw, Kordian

Spis treści (10)

Romantyzm nie wymyślił nieszczęśliwej miłości — literatura znała ją na długo przed nim. Wymyślił coś innego: przekonanie, że nieszczęśliwa miłość jest stanem poznawczym, że przez nią człowiek dowiaduje się o sobie i o świecie rzeczy niedostępnych ludziom szczęśliwym. Kochanek romantyczny nie cierpi dlatego, że mu się nie udało. Cierpi dlatego, że wybrał uczucie, któremu udać się nie mogło — a ten wybór epoka traktuje jako dowód wyższości, nie jako pomyłkę.

Trzy teksty pokazują ten model najpełniej i to one wracają na maturze: „Cierpienia młodego Wertera" Goethego, IV część „Dziadów" Mickiewicza i „Kordian" Słowackiego. Trzy różne języki, jeden schemat — i trzy różne wyjścia z niego. Werter strzela sobie w głowę. Gustaw wraca zza grobu, żeby swoją historię opowiedzieć. Kordian przeżywa i przekuwa zawód miłosny w politykę. To ostatnie przejście jest najciekawsze, bo pokazuje dokładnie, gdzie kończy się werteryzm.

Werteryzm — dlaczego to nie jest po prostu „nieszczęśliwa miłość"

Werteryzm nie jest nazwą uczucia, tylko nazwą postawy życiowej. Uczucie jest w niej tylko jednym ze składników — i wcale nie najważniejszym. Dlatego zdanie „bohater kocha bez wzajemności, czyli jest werterystą" to na maturze błąd. Postawa werteryczna wymaga kilku elementów naraz.

  • nadwrażliwość i kult własnych uczuć — przeżycie jest ważniejsze od faktu, który je wywołał
  • wybór ukochanej niedostępnej: zaręczonej, zamężnej, starszej albo wyższej stanem — przeszkoda jest warunkiem uczucia, nie jego utrudnieniem
  • zerwanie z porządkiem mieszczańskim: praca, kariera i obowiązek wydają się bohaterowi martwe
  • natura i literatura jako jedyne przestrzenie uznane za prawdziwe
  • pesymizm i „ból istnienia", przechodzący w myśl samobójczą
  • samobójstwo widziane — przez samego bohatera — jako akt konsekwencji, nie słabości

Ostatni punkt jest kluczowy. Werteryzm to nie rozpacz, która wymyka się spod kontroli, tylko rozpacz uzasadniona filozoficznie. Bohater buduje sobie system, w którym śmierć z miłości jest logicznym wnioskiem, a nie załamaniem. Powieść Goethego jest zresztą zbudowana tak, żeby ten system pokazać od wewnątrz: to zbiór listów, w których Werter sam siebie tłumaczy przyjacielowi Wilhelmowi. Czytelnik nie ogląda go z boku — dostaje jego argumentację w pierwszej osobie i musi z nią coś zrobić.

Werter — miłość, która zajmuje miejsce całego życia

Werter poznaje Lotę wiedząc, że jest ona przyrzeczona Albertowi. Nie jest to więc historia o pomyłce ani o rywalizacji, w której ktoś mógłby wygrać. Od pierwszej chwili obowiązuje warunek nieusuwalny, a Werter reaguje na niego nie wycofaniem, lecz wzmożeniem uczucia. Kiedy Lota mówi o narzeczonym ciepło, Werter przeżywa to jak degradację — jak odebranie stopnia i broni.

Werter o tym, co czuje, słysząc Lotę mówiącą o narzeczonym:

ile razy mówi z takim ciepłem, z taką miłością o swym narzeczonym, wydaje mi się, że jestem człowiekiem, którego pozbawiono wszystkich dostojeństw i zaszczytów, człowiekiem, któremu odebrano szpadę.

Porównanie jest wojskowe i bardzo precyzyjne: Werter mówi o sobie jak o oficerze zdegradowanym, a nie jak o odrzuconym zalotniku. To znak, że stawką nie jest szczęście osobiste, tylko tożsamość. I dlatego z chwilą, gdy uczucie okazuje się bez wyjścia, rozpada się wszystko inne. Werter przestaje czytać, nie potrafi się zająć pracą, o którą łatwo mógłby się postarać, i zazdrości Albertowi zwykłego urzędniczego zajęcia.

Werter w liście do Wilhelma:

Jestem nieszczęśliwy, Wilhelmie, cała żywotna siła moja zatonęła w targanej niepokojem bezczynności, nie mogę próżnować, a wziąć się do czegoś nie jestem w możności.

To jest właściwa definicja werteryzmu w praktyce: miłość nie dodaje się do życia bohatera, tylko zajmuje jego miejsce. Gdy okazuje się niemożliwa, nie zostaje nic — bo nic innego nie zostało utrzymane przy życiu. Stąd bierze się drugi wielki temat powieści: poczucie własnej znikomości, myśl, że po człowieku nie zostaje nawet trwały ślad w pamięci najbliższych.

Werter o tym, ile ludzie dla siebie znaczą:

Myśl, że tak niewiele znaczymy dla siebie wzajem, napełnia mnie taką rozpaczą, że rad bym poszarpać sobie piersi i roztrzaskać głowę.

Spór z Albertem — czy samobójstwo jest słabością

Najważniejsza dla matury scena „Wertera" nie jest sceną miłosną. To rozmowa dwóch mężczyzn o samobójstwie — jedyne miejsce, w którym powieść wyraźnie zestawia dwa światopoglądy i pozwala im się zderzyć. Albert, człowiek porządku, rzetelny urzędnik i przyszły mąż Loty, mówi rzecz zdroworozsądkową.

Albert w sporze z Werterem:

O wiele łatwiej umrzeć, niż znosić mężnie i wytrwale życie pełne męczarni.

Werter nie odpowiada emocjonalnie — odpowiada argumentem. Buduje analogię medyczną: skoro uznajemy, że istnieje choroba śmiertelna, która niszczy siły organizmu tak, iż ten nie potrafi już wrócić do równowagi, to trzeba uznać, że namiętność działa na duszę identycznie. Rozsądek nie jest w takim stanie żadną przeciwwagą.

Werter do Alberta:

Człowiek jest tylko człowiekiem, a owa odrobina rozsądku, jaki może posiadać, bardzo mało, albo nic zgoła nie waży na szali, gdy rozpęta się namiętność i niedola uciska.

Rozmowa nie kończy się rozstrzygnięciem i to jest jej sens kompozycyjny. Goethe nie przyznaje racji żadnej ze stron — zostawia czytelnika z dwoma spójnymi stanowiskami i z komentarzem, który brzmi jak diagnoza całej epoki.

Werter po rozstaniu z Albertem:

Rozstaliśmy się, nie osiągnąwszy porozumienia. O, jakże trudno na tym świecie człowiekowi zrozumieć drugiego człowieka.

Warto zauważyć, kto tę scenę wygrywa retorycznie. Albert ma za sobą oczywistość, Werter — spójny wywód. W wypracowaniu o granicach usprawiedliwiania emocji ta rozmowa jest gotowym materiałem argumentacyjnym dla obu stron sporu.

Pistolety z rąk Loty — samobójstwo jako ostatni gest miłosny

Finał powieści rozgrywa się w trzech krokach i każdy z nich jest ważny. Najpierw dochodzi do jedynego pocałunku — i do natychmiastowego zerwania. Lota, przerażona tym, co się stało, wypowiada zdanie, które Werter odczyta jako wyrok.

Lota po pocałunku:

To raz ostatni… Werterze! Nie zobaczysz mnie nigdy!

W drugim kroku Werter przekształca to zerwanie w uzasadnienie. W liście pisanym nazajutrz odrzuca małżeństwo Loty jako fakt należący do „tego świata" i przeciwstawia mu wieczność, w której uczucie ma być spełnione.

Werter nazajutrz po pocałunku:

I cóż stąd, że Albert jest mężem twoim? Mężem? A więc w oczach… tego… świata, jest to grzechem, że cię kocham, że pragnę cię wyrwać z jego ramion!…

Krok trzeci jest najbardziej przewrotny. Werter posyła służącego po pistolety Alberta, rzekomo na podróż. Albert każe je wydać spokojnie; Lota zdejmuje broń ze ściany i ociera ją z kurzu. W liście pożegnalnym Werter przerabia ten drobny, wymuszony gest w akt błogosławieństwa — i w rodzaj obrzędu.

Werter po otrzymaniu pistoletów:

Przeszły przez twoje ręce, otarłaś je z kurzu, całuję je tysiące razy, dotykałaś ich… ty… ty niebiańska istoto, pochwalasz tedy mój zamiar. Podajesz mi do rąk narzędzie, z rąk twoich tedy pragnę przyjąć śmierć i przyjmuję ją!

To jest mechanizm, który uczynił tę powieść tak niebezpieczną dla współczesnych. Śmierć zostaje przedstawiona nie jako klęska, lecz jako zastępczy ślub: przedmiot staje się relikwią, przypadek — zgodą ukochanej, a strzał — sakramentem. Werter porządkuje przy tym sprawy z rozbrajającą uprzejmością: prosi o miejsce pochówku pod dwiema lipami na skraju cmentarza i pisze do Alberta.

Werter w liście do Alberta:

Zburzyłem twój spokój domowy, obudziłem pomiędzy wami wzajemne niedowierzanie. Bądź zdrów! Ja odchodzę! Bądźcie szczęśliwi przez moją śmierć!

Zdanie „Bądźcie szczęśliwi przez moją śmierć" domyka konstrukcję. Samobójstwo zostaje przedstawione jako dar złożony tym, którzy zostają. Trudno o wyrazistszy przykład tego, jak romantyczna miłość przechwytuje język ofiary i religii.

Gustaw — miłość podniesiona do rangi religii

W IV części „Dziadów" ten sam model dostaje kształt dramatyczny i religijny zarazem. Do domu Księdza wchodzi w noc zaduszną obdarty Pustelnik i przez trzy godziny opowiada historię swojej miłości. Zaczyna od pieśni, która jest właściwie tezą całego utworu.

Pustelnik śpiewa u progu plebanii:

Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśliwy,
I noc ma spokojną, i dzień nietęskliwy.

Mickiewicz od razu wskazuje przy tym winowajcę — i nie jest nim kobieta. Winne są książki. Gustaw ciska tomem znalezionym u Księdza i wypowiada jedno z najsłynniejszych określeń polskiego romantyzmu.

Gustaw o lekturach swojej młodości:

Wszakże lubisz książki świeckie?…
Ach, te to, książki zbójeckie!

Chodzi o literaturę czułą i o samego „Wertera" — o teksty, które nauczyły go pragnąć kobiety nieistniejącej. Gustaw formułuje to zupełnie wprost: szukał kochanki, jakiej na świecie nie ma, a potem odnalazł ją w realnej dziewczynie, na którą przeniósł całą wcześniejszą konstrukcję.

Gustaw o tym, czego szukał:

Szukałem, ach! szukałem tej boskiej kochanki,
Której na podsłonecznym nie bywało świecie,

Gustaw o odnalezieniu ukochanej:

Znalazłem ją blisko siebie,
Znalazłem ją!… ażebym utracił na wieki!

To jest najostrzejsza diagnoza werteryzmu w polskiej literaturze: uczucie poprzedza swój przedmiot. Najpierw powstaje wzorzec wyczytany z książek, dopiero potem znajduje się osoba, którą można nim obłożyć. Utrata jest wpisana w ten układ od początku, bo żadna realna kobieta nie utrzyma ciężaru ideału.

Gustaw opisuje też skutek — i robi to za pomocą pojęcia, które warto zapamiętać: drugiej śmierci. Ukochana wyszła za innego, więc żyje; umarła tylko dla niego, i to właśnie ten rodzaj śmierci jest nie do zniesienia.

Gustaw o dwóch rodzajach śmierci:

To jedna śmierć, moje dzieci;
Ale jest straszniejsza druga,
Bo nie umarza od razu,
Powolna, bolesna, długa:

„Kobieto! puchu marny!" — oskarżenie, które obraca się przeciw oskarżycielowi

Kulminacją opowieści Gustawa jest inwektywa. To fragment, który zna każdy maturzysta i który najczęściej bywa cytowany jako dowód pogardy romantyzmu wobec kobiet — a jest czymś dokładnie odwrotnym.

Gustaw o dawnej ukochanej:

Kobieto! puchu marny! ty wietrzna istoto!
Postaci twojej zazdroszczą anieli,
A duszę gorszą masz, gorszą niżeli!…

Zarzut jest prosty: wybrała złoto i tytuł, nie uczucie. Gustaw sięga po sztylet, mówi o zemście — i po chwili sam się zatrzymuje, chowa żelazo, a potem wycofuje całe oskarżenie. Pyta, jakie właściwie są jej winy, czy złożyła kiedykolwiek obietnicę — i sam sobie odpowiada.

Gustaw odwołujący własne oskarżenie:

Nie! nie! sam urojone żywiłem mamidła,
Sam przyprawiłem jady, od których szaleję!

Mickiewicz wbudował więc w dramat autokrytykę werteryzmu. Bohater dochodzi do wniosku, że nikt go nie oszukał: nie było przysiąg, nie było obietnic, nie było nawet zachęty. Cała katastrofa rozegrała się w jego wyobraźni. To zdanie powinno pojawić się w każdym wypracowaniu, które twierdzi, że romantyzm bezkrytycznie gloryfikował miłość absolutną — bo dowodzi czegoś przeciwnego.

Nie znaczy to jednak, że Gustaw się z tego stanu wyzwala. Przeciwnie: definiuje siebie jako kogoś, kto stracił własne istnienie i stał się cieniem ukochanej.

Gustaw o skutkach miłości absolutnej:

Kto nad świeckiego życia wylatując krańce,
Duszą i sercem gubi się w kochance,
Jej tylko myślą myśli, jej oddycha tchnieniem,

Dramat kończy się sformułowaniem, które ma rangę prawa — i które przenosi całą historię z porządku psychologicznego w porządek metafizyczny. Miłość romantyczna nie jest w „Dziadach" chorobą ani błędem obyczajowym. Jest przekroczeniem miary przeznaczonej człowiekowi i jako takie podlega osobnej karze.

Chór na zakończenie IV części „Dziadów":

Kto za życia choć raz był w niebie,
Ten po śmierci nie trafi od razu.

Kordian — werteryzm, z którego się wyrasta

Słowacki zaczyna „Kordiana" dokładnie tam, gdzie Goethe i Mickiewicz kończyli. Bohater pierwszego aktu jest bardzo młody, dojmująco znudzony i zakochany w Laurze, kobiecie starszej, która traktuje go z pobłażliwą ironią. Kordian sam nazywa swój stan jednym wersem, wartym zapamiętania jako definicja postawy.

Kordian o sobie w pierwszym akcie:

Jam się w miłość nieszczęsną całym sercem wsączył…

Rozmowa w jesiennym ogrodzie jest majstersztykiem nieporozumienia. Laura pyta o gwiazdę Kordiana; on odpowiada, że nazywa się ona „Przyszłość" i że jest obłąkana. Ona ucina jego uniesienie trzeźwym zdaniem o marzeniach, on rzuca w odpowiedzi „Oszalał!" — i zostaje w ogrodzie sam. Sam głos Laury działa na niego jak zaklęcie, które unieruchamia.

Kordian słysząc wołanie Laury:

Ten głos rozwiewa złote zapału świtanie.
Zamknięty jestem w kole czarów tajemniczem,
Nie wyjdę z niego… Mogłem być czymś… będę niczem…

Potem następuje próba samobójcza — i to ona najlepiej odróżnia Kordiana od Wertera. Kordian dobywa pistoletu w poetyckim uniesieniu, wołając do gwiazd.

Kordian przed strzałem:

Gwiazdy! wy gdzieś lecicie jak żurawi stada!
Gwiazdy! polecę z wami po niebios szafirze!

Zaraz potem jednak zaczyna kalkulować. Zamiast argumentu Wertera pojawia się pytanie o to, czy po śmierci cokolwiek jest — i lęk nie przed bólem, lecz przed nicością.

Kordian z bronią przy skroni:

Ból, chwila jedna, ciemno — potem jasność błyśnie.
Lecz jeśli nie zaświeci nic?… i ból przeminie?

Kończy się to najbardziej ludzkim zdaniem w całej scenie: odroczeniem. Kordian nie rezygnuje z samobójstwa — postanawia przenieść je w ładniejsze miejsce.

Kordian odkładający strzał:

Nie… nie w tym ogrodzie.
Znajdę śród lasów łąkę kwietną i odludną.

Słowacki pokazuje tu werteryzm jako pozę, która sama siebie zdradza. Estetyzacja własnej śmierci, wybieranie dla niej scenerii, jest dokładnym przeciwieństwem determinacji Wertera. Nie mniej istotna jest reakcja Laury, która w nocnej scenie okazuje się kimś więcej niż drwiącą kokietką: boi się, że zabiła chłopca żartem.

Laura sama w pokoju, po odjeździe Kordiana:

Gdybym też dziecię płochym szyderstwem zabiła?
Dmucham w różę, co słońcem palona opada?

Wioletta — miłość wystawiona na próbę złota

W akcie drugim Słowacki wraca do tematu z zupełnie innej strony i robi coś, czego nie ma ani u Goethego, ani u Mickiewicza: przeprowadza eksperyment. Ocalały Kordian podróżuje po Europie. We włoskiej willi żyje z Wiolettą, na którą — jak sam wyznaje — stopił na złoto zamek przodków. Postanawia sprawdzić, czym jest to uczucie, i oznajmia jej, że stracił majątek.

Kordian do Wioletty:

Lecz bogactwo w miłości znikomą jest marą,
Dawałem ci brylanty, dziś sercem się dzielę.

Odpowiedź przychodzi natychmiast i jest brutalnie jednoznaczna. Wioletta nie pyta o niego — pyta o klucze do szkatułki, a gdy okazuje się, że brylanty przepadły w grze, mówi wprost o własnej stracie.

Wioletta, gdy dowiaduje się o przegranych klejnotach:

Przegrałeś moje serce razem z klejnotami!!
Nędza! nędza mię czeka!…

Kordian dopina próbę do końca: każe słabo przybić podkowy koniowi, tak by Wioletta została na drodze, i odjeżdża z komentarzem, w którym ironia zastąpiła rozpacz.

Kordian patrząc za odchodzącą Wiolettą:

Prawdziwie, ta kobieta kocha mię szalenie,
Poszła szukając śladów kochanka po drodze…

Ta scena jest świadomą parodią modelu werterycznego. Zamiast kobiety niedostępnej i uświęconej — kochanka utrzymywana za majątek rodowy. Zamiast śmierci z miłości — inscenizowany test. Zamiast wyznania — rachunek. Po Wiolecie Kordian nie może już umrzeć dla kobiety; energia, która u Wertera poszła w stronę pistoletu, popłynie u niego w stronę spisku. Zawód miłosny nie kończy jego drogi, tylko ją otwiera.

Trzy warianty jednego modelu — zestawienie do wypracowania

Jeżeli masz w temacie „miłość romantyczną", „werteryzm" albo „miłość jako siłę niszczącą", najbezpieczniejszą konstrukcją jest zestawienie tych trzech bohaterów jako trzech faz tego samego zjawiska.

  • Werter — model w postaci czystej. Uczucie zastępuje całe życie, spór z Albertem dostarcza mu uzasadnienia, a samobójstwo zostaje przedstawione jako ofiara i zastępczy ślub. Autor nie komentuje bohatera z dystansu.
  • Gustaw — model doprowadzony do skrajności religijnej i skrytykowany od wewnątrz. Miłość jest religią, ale bohater sam przyznaje, że jej przedmiot wyobraził sobie z książek. Kara jest metafizyczna, nie obyczajowa.
  • Kordian — model przezwyciężony. Poza samobójcza kończy się odroczeniem, próba z Wiolettą kompromituje samo pojęcie miłosnej absolutności, a uwolniona energia przechodzi w działanie polityczne.

Ta oś ma dodatkową zaletę: pokazuje ruch wewnątrz epoki. Od Goethego do Słowackiego romantyzm przechodzi drogę od zachwytu nad miłością absolutną do jej demontażu — i dokonuje tego sam, we własnych tekstach, a nie pod naciskiem następnej formacji.

Jak pisać o miłości romantycznej na maturze — cztery uwagi praktyczne

Po pierwsze — nie utożsamiaj werteryzmu z każdą nieszczęśliwą miłością. Kochanek odrzucony nie jest jeszcze werterystą. Potrzebne są: wybór osoby niedostępnej, odrzucenie porządku mieszczańskiego, kult własnej wrażliwości i traktowanie śmierci jako konsekwencji. Bez tego zestawu pojęcie zostaje użyte niepoprawnie, a egzaminator to zauważy.

Po drugie — pamiętaj, że teksty zawierają własną krytykę. Najlepszą obroną przed banałem jest pokazanie, że romantyzm nie był naiwny. Wystarczą dwa dowody: samooskarżenie Gustawa i scena z Wiolettą. Praca, która to uwzględni, przestaje być streszczeniem, a staje się interpretacją.

Po trzecie — wykorzystaj spór Wertera z Albertem jako materiał argumentacyjny. To gotowa para stanowisk do tematów o granicach usprawiedliwiania uczuć, o odpowiedzialności za siebie i o tym, czy silna emocja zwalnia z myślenia. Obie strony wypowiadają swoje racje wprost, można więc cytować i za, i przeciw.

Po czwarte — buduj kontrasty, nie listy. Miłość romantyczna zyskuje ostrość dopiero w zestawieniu: z uczuciem spełnionym i sielankowym, z miłością zderzoną z pieniądzem i barierą stanową w powieści realistycznej albo z miłością rodzicielską. Jeden dobrze przeprowadzony kontrast wart jest więcej niż pięć wymienionych tytułów.

Jeśli chcesz przećwiczyć ten motyw na zadaniach maturalnych z konkretnych lektur, zajrzyj do bazy zadań: zadania z języka polskiego.