Ludowość i moralność ballad
Spis treści (8)
- 1. Pieśń gminna — skąd Mickiewicz wziął swój kodeks
- 2. Zasada pierwsza: przysięga jest święta
- 3. Zasada druga: nie masz zbrodni bez kary
- 4. Zasada trzecia: kara jest szyta na miarę winy
- 5. Zasada czwarta: skrucha otwiera drogę łaski
- 6. Humor też jest ludowy — „Pani Twardowska”
- 7. Natura — egzekutor wyroków i archiwum pamięci
- 8. Podsumowanie — ludowość jako światopogląd
Ludowość w „Balladach i romansach” bywa mylona z dekoracją: wiejscy bohaterowie, jeziora, zjawy, gminne przyśpiewki. Tymczasem u Mickiewicza lud to nie sceneria, lecz autorytet — źródło wiedzy o świecie i kompletny kodeks moralny. Cykl z 1822 roku można czytać jak spisaną wierszem etykę: co jest winą, jaka kara za nią przypada, kto ją wymierza i kiedy możliwe jest przebaczenie. Ten artykuł zbiera zasady tego kodeksu z całego cyklu — od „Romantyczności” po „Panią Twardowską”.
Wszystkie cytaty pochodzą wprost z tekstów ballad; szczegółowe omówienia pojedynczych utworów znajdziesz w osobnych opracowaniach tego działu.
Pieśń gminna — skąd Mickiewicz wziął swój kodeks
Mickiewicz podkreśla rodowód swoich fabuł wprost w podtytułach: „Lilije” opatrzył adnotacją „z pieśni gminnej”, „Rybkę” — „ze śpiewu gminnego”. To deklaracja źródła: poeta nie wymyśla historii, lecz podaje dalej to, co lud opowiada od pokoleń. Znał ten świat z pierwszej ręki — wychował się pod Nowogródkiem, a legendy o zatopionym mieście słyszał nad samą Świtezią, gdzie bywał u Wereszczaków w Płużynach i Tuhanowiczach. W balladach zachował nawet sytuację opowiadania: narrator „Świtezi” powtarza to, co „bają starce”, a o nocnych zjawiskach mówi, że „różni różnie plotą”. Prawda przechowuje się w gminie — i stamtąd trzeba ją brać.
Program tej postawy wykłada oczywiście „Romantyczność”: przeciw uczonemu, który ufa „szkiełku i oku”, narrator staje po stronie czującej dziewczyny i głęboko wierzącej gawiedzi. Finałowy imperatyw ballady jest zarazem pierwszą zasadą całego cyklu.
Narrator do starca w „Romantyczności”:
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu! Miej serce i patrzaj w serce!
Skoro „prawdy żywe” zna lud, to jego moralność — a nie salonowa czy akademicka — obowiązuje w świecie ballad. Reszta cyklu pokazuje ten kodeks w działaniu.
Zasada pierwsza: przysięga jest święta
Fundamentem ludowej etyki jest wierność danemu słowu. W „Świteziance” dziewczyna, nim odwzajemni uczucie strzelca, żąda przysięgi — i od razu uprzedza o stawce.
Przestroga dziewczyny:
Dochowaj, strzelcze, to moja rada: Bo kto przysięgę naruszy, Ach, biada jemu, za życia biada! I biada jego złej duszy!
Strzelec przysięga „przy świętym księżyca blasku”, wzywając nawet piekielnych potęg — a potem wystarczy jedna piękniejsza pokusa, by o wszystkim zapomniał.
Narrator o złamaniu przysięgi:
Zapomniał strzelec o swej dziewczynie, Przysięgą pogardził świętą, Na zgubę oślep bieży w głębinie, Nową zwabiony ponętą.
W ludowym kodeksie nie ma okoliczności łagodzących dla wiarołomstwa — bo na słowie opiera się cały wiejski świat: małżeństwo, sąsiedztwo, handel. Dlatego złamanie przysięgi ściąga karę nie tylko na ciało, ale i na duszę. Tę samą zasadę łamie pan z „Rybki”, który przysiągł ubogiej Krysi małżeństwo.
Skarga Krysi:
Kochałam pana tak szczerze, On mię przysięgał zaślubić; Dziś księżnę za żonę bierze, Krysię ubogą chce zgubić.
Warto dostrzec tu drugi wymiar ludowej moralności: ona chroni słabszych. Pan porzuca Krysię, bo jest uboga, i żeni się z księżną — kodeks gminu nie uznaje jednak przywilejów stanu. Za krzywdę wyrządzoną dziewczynie z wioski pan zapłaci dokładnie tak samo, jak zapłaciłby chłop.
Zasada druga: nie masz zbrodni bez kary
Naczelną formułę kodeksu wypowiada pustelnik w „Lilijach” — i jest to zdanie-klucz do całego cyklu.
Pustelnik do zbrodniarki:
Nie masz zbrodni bez kary, Lecz jeśli szczera skrucha, Zbrodniarzów Pan Bóg słucha.
Kara jest nieuchronna, ale nie natychmiastowa — i to czyni ballady tak przenikliwymi psychologicznie. Zanim po panią z „Lilij” przyjdzie upiór, ona sama wykonuje na sobie pierwszą część wyroku: traci sen, śmiech i spokój. Zanim jezioro pochłonie strzelca, on błądzi „błędnym krokiem” po lesie. Sprawiedliwość ludowa działa dwuetapowo: najpierw od środka, przez sumienie, potem z zewnątrz — przez świat nadprzyrodzony. A egzekucja bywa widowiskowa i trwała: po niewiernym panu z „Rybki” i jego księżnie zostaje kamień.
Finał „Rybki”:
Tylko z zatoki połową Sterczał wielki głazu kawał, I dziwną kształtu budową, Dwa ludzkie ciała udawał.
Zasada trzecia: kara jest szyta na miarę winy
Ludowa sprawiedliwość nie karze na oślep — dobiera karę do przewinienia z niemal prawniczą precyzją. Strzelec przysięgał pod modrzewiem, więc pod tym samym „świadomym drzewem” będzie cierpiał.
Wyrok Świtezianki:
A dusza przy tem świadomem drzewie Niech lat doczeka tysiąca, Wiecznie piekielne cierpiąc zarzewie Nie ma czem zgasić gorąca
Ten sam mechanizm lustrzanego odbicia działa wszędzie. Pani z „Lilij” zasiała kwiaty, by ukryć zbrodnię — i te właśnie kwiaty ją wydały. Maryla z „To lubię” za życia była zimna wobec zakochanego Józia — po śmierci pokutuje tak długo, aż jakiś mężczyzna powie wobec niej słowo „lubię”: kara trwa dokładnie do chwili, gdy ktoś odwróci jej dawny grzech oziębłości. Najeźdźcy ze „Świtezi” sięgnęli po kwiaty wyrosłe z ciał niewinnych kobiet — i zabiła ich „kwiatów władza”. W ludowym kodeksie kara nie jest zemstą, lecz przywróceniem naruszonej równowagi — dlatego zawsze rymuje się z winą.
Zasada czwarta: skrucha otwiera drogę łaski
Kodeks ballad nie jest jednak wyłącznie karzący — i to odróżnia go od prostej moralistyki. Najpiękniejszym dowodem jest „Powrót taty”, gdzie herszt zbójców, który zasadził się na kupca, podsłuchuje modlitwę jego dzieci.
Wyznanie herszta zbójców:
Słucham, z początku porwał mię śmiech pusty, A potem litość i trwoga. Słucham, ojczyste przyszły na myśl strony, Buława upadła z ręki: Ach! ja mam żonę, i u mojej żony Jest synek taki maleńki.
Zbrodniarz nie zostaje ukarany, bo w porę zbudziło się w nim serce — a przypomnijmy, że właśnie serce jest w tym cyklu organem poznania. Modlitwa niewinnych ma moc realną, nie symboliczną.
Herszt do kupca:
Dziatki sprawiły, że uchodzisz cało, Darzą cię życiem i zdrowiem; Im więc podziękuj za to, co się stało
Lustrzanym przypadkiem jest pani z „Lilij”: jej pustelnik dwukrotnie podsuwa szansę skruchy, z ofertą wskrzeszenia męża włącznie. Odmawia — i dopiero ta odmowa, nie sama zbrodnia, zamyka jej drogę ratunku. Zestawienie obu ballad pokazuje pełny wymiar kodeksu: kara jest nieuchronna dla zatwardziałych, ale Bóg „zbrodniarzów słucha”, jeśli skrucha jest szczera.
Humor też jest ludowy — „Pani Twardowska”
Do kodeksu należy wreszcie śmiech. „Pani Twardowska” zaczyna się jak wesoła scenka rodzajowa z karczmy — i jest to najczystszy ludowy żywioł w cyklu.
Początek ballady:
Jedzą, piją, lulki palą, Tańce, hulanka, swawola; Ledwie karczmy nie rozwalą, Ha, ha! Hi, hi! hejże! hola!
Ale i tu obowiązuje logika moralna: diabeł przegrywa z Twardowskim, bo ludowa przebiegłość czyta kontrakt co do litery i obraca go przeciw autorowi. W świecie, w którym słowo i umowa są święte, nawet piekło musi dotrzymywać warunków cyrografu — a gdy warunek okazuje się nie do zniesienia (rok życia z jędzowatą żoną), ucieka dziurką od klucza. Lud śmieje się z diabła, bo wie, że spryt i znajomość reguł chronią słabszego przed silniejszym — to ta sama zasada, która gdzie indziej chroni Krysię przed panem.
Natura — egzekutor wyroków i archiwum pamięci
Kto właściwie wymierza kary w balladach? Prawie nigdy człowiek. Wyroki wykonuje natura: jezioro pochłania strzelca i wciąga statki śmiałków, rzeka wysycha w miejscu zbrodni, ziemia rozstępuje się pod cerkwią, kwiaty zabijają najeźdźców. Natura jest też archiwum: Świteź nocami „odtwarza” zagładę miasta, a nad grobem zamordowanego pana rosną lilije — dokładnie tak wysoko, jak on leży głęboko. Świat przyrody w balladach nie jest tłem zdarzeń, lecz ich uczestnikiem i sędzią — pamięta to, co ludzie chcieliby zapomnieć.
Finał „Świtezianki”:
Woda się dotąd burzy i pieni; Dotąd przy świetle księżyca Snuje się para znikomych cieni: Jest to z młodzieńcem dziewica.
„Dotąd” — czyli do dziś. Kara nie kończy się wraz z fabułą; wpisuje się w krajobraz na zawsze, jako przestroga dla kolejnych pokoleń. Tak działa pamięć ludowa: miejsce samo opowiada swoją historię każdemu, kto umie słuchać.
Ciekawe jest przy tym religijne uwarstwienie tego kodeksu. Obok siebie funkcjonują w nim żywioły chrześcijańskie — msza przed spuszczeniem niewodu w „Świtezi”, pacierze ludu za duszę Jasieńka, litania dzieci w „Powrocie taty”, ksiądz i stuła w finale „Lilij” — oraz przedchrześcijańskie: rusałki, cyrografy, dusze pokutujące przy drzewach, metamorfozy ludzi w kwiaty, ryby i kamienie. Lud Mickiewicza nie widzi w tym sprzeczności: Bóg i Świtezianki działają w tym samym świecie i egzekwują ten sam porządek moralny. Ta synkretyczna religijność to jeden z najbardziej autentycznych rysów ludowości cyklu — wierzenia gminu naprawdę tak wyglądały, a poeta oddał je bez oświeceniowego przycinania do doktryny.
Podsumowanie — ludowość jako światopogląd
Ludowość „Ballad i romansów” to spójny światopogląd, nie kostium. Jego filary: serce jako organ poznania („miej serce i patrzaj w serce”), świętość przysięgi i słowa, nieuchronność kary dopasowanej do winy, realna moc modlitwy i skruchy, natura jako sędzia i strażniczka pamięci, wreszcie śmiech jako broń słabszych. Na maturze ten materiał obsługuje wprost dwa jawne pytania — o ludową sprawiedliwość oraz o świat ducha przeciwstawiony światu rozumu — a pośrednio każdy temat o winie i karze: warto wtedy zestawiać ballady między sobą (np. ukaraną panią z „Lilij” z ułaskawionym zbójcą z „Powrotu taty”), bo dopiero razem pokazują pełnię tego kodeksu.
Chcesz sprawdzić, czy umiesz pisać o ludowości i moralności ballad? Przećwicz zadania maturalne z tej lektury na stronie matury-online.pl/zadania/polski/ballady-i-romanse.
Rozwiąż test z lektury „Ballady i romanse"
Pytania o bohaterów, motywy i wydarzenia — sprawdź, ile zapamiętałeś z „Ballady i romanse".