Wiersze Norwida — streszczenie i omówienie
Spis treści (4)
Maturalny wybór wierszy Cypriana Kamila Norwida obejmuje cztery utwory: „Bema pamięci żałobny-rapsod”, „Fortepian Chopina”, „Moja piosnka (I)” oraz „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie”. Poniżej streszczenie i omówienie każdego z nich.
Bema pamięci żałobny-rapsod
Utwór jest poetyckim opisem wyobrażonego, na wpół fantastycznego pogrzebu generała Józefa Bema, stylizowanego na pochówek dawnego, pogańsko-rycerskiego wodza. Motto z Hannibala („przysięgę daną ojcu po dziś dzień tak zachowałem") nadaje całości ton wierności złożonemu ślubowaniu i ciągłości bohaterskiej tradycji.
Wiersz otwiera apostrofa do „cienia" zmarłego: pyta on, czemu odjeżdża, złamawszy ręce na pancerzu, przy pochodniach iskrzących się u jego kolan. Buduje się obraz konduktu: miecz owinięty zielonym wawrzynem, polany płaczem gromnic, rwący się sokół i koń podrywający stopę jak tancerz. Proporce wieją i zawiewają na siebie jak ruchome namioty wojsk koczujących po niebie, długie trąby zanoszą się we łkaniu, a chorągwie kłaniają się opuszczonymi skrzydłami niczym przebite włóczniami smoki, jaszczury i ptaki — porównane do „pomysłów", które Bem ścigał włóczniami. Dalej idą żałobne panny: jedne podnoszą snopy wonnych ziół rozrywane wiatrem, drugie zbierają łzy w konchy, inne tłuką o ziemię wielkie gliniane naczynia, których klekot wzmaga smętek. Chłopcy i pachołkowie biją w topory i tarcze, koleba się ogromna chorągiew. Korowód wchodzi w wąwóz i tonie, po czym wychodzi w światło księżyca, czerniejąc na niebie, a chorał to cichnie, to znów wzbiera jak fala.
W zakończeniu pojawia się przejście od obrzędu żałoby do wezwania ku przyszłości. Pochód dociera do grobu i czarnej czeluści czyhającej za drogą, której ludzkość nie potrafi przesadzić — przeskoczy ją włócznią rumaka Bema „jak starą ostrogą". Korowód powlecze się dalej, smęcąc uśpione grody, bijąc w bramy urnami i gwiżdżąc w szczerby toporów, aż mury Jerycha rozwalą się jak kłody, zmdlałe serca się ocucą, a narody zgarną pleśń z oczu. Powtarzane „Dalej — dalej —" czyni z pogrzebu bohatera nie koniec, lecz początek pochodu budzącego śpiące ludy do nowego życia.
Fortepian Chopina
Poemat poświęcony Fryderykowi Chopinowi łączy wspomnienie ostatnich dni kompozytora z rozważaniem o sztuce doskonałej i o jej tragicznym losie w świecie. Motta z Byrona („muzyka to rzecz dziwna") i Bérangera („sztuka to sztuka — i to wszystko") zapowiadają refleksję nad istotą sztuki.
Podmiot wspomina, że był u Chopina w jego przedostatnie dni „niedocieczonego wątku", gdy koniec życia szeptał do początku zapowiedź nie zniszczenia, lecz uwydatnienia. Chory Chopin upodabnia się do upuszczonej liry Orfeja, w której cztery struny rozmawiają z sobą, trącając się i szemrząc pytania o to, czy Mistrz zaczął już grać — czy „gra, choć odpycha". Ręka kompozytora, alabastrowo biała, o chwiejnych dotknięciach jak strusie pióro, miesza się autorowi w oczach z klawiaturą ze słoniowej kości; Chopin jawi się jak postać wydobywana z marmuru dłutem geniuszu, „wiecznego Pigmaliona". W jego grze panowała prostota doskonałości peryklejskiej, niczym starożytna Cnota wchodząca do wiejskiego, modrzewiowego dworu — z obrazami odrodzenia w Niebie, wrót stających się harfą i Emanuela mieszkającego na Taborze.
Centralna myśl ujawnia narodowy wymiar tej muzyki: w grze Chopina była „Polska — przemienionych kołodziejów", wzięta od zenitu dziejowej doskonałości, „złoto-pszczoła". Po skończonej pieśni klawisze wciąż kłócą się jak dzieci o niedośpiewaną chęć. Następuje wielka apostrofa do Dopełnienia — do tego, co w sztuce zwie się Stylem, w dziejach Erą, co jest zarazem Duchem i Literą, „consummatum est", doskonałym wypełnieniem obecnym w Fidiaszu, Dawidzie, Szopenie czy w scenie Ajschylosa. Norwid formułuje tu prawo tragiczne: na każdej doskonałości „zemści się BRAK", bo piętnem tego globu jest niedostatek — świat woli rozpoczynać i wciąż wyrzucać przed siebie zadatek, tak jak dojrzały kłos sama doskonałość rozmiata przy najlżejszym powiewie.
Finał przynosi konkretne wydarzenie historyczne: po upadku powstania listopadowego, w płonącej Warszawie, rosyjscy żołnierze wyrzucają z patrycjuszowskiego domu (gniazda Chopina przy Farze, w cieniu Zygmuntowego miecza) fortepian kompozytora — „sprzęt podobny do trumny" — który runął na granitowe bruki. Ten sam instrument, co głosił Polskę przemienionych kołodziejów, zostaje znieważony jak każda zacna myśl poniewierana gniewem ludzi i jak ciało Orfeja rozszarpywane przez tysiąc Pasji, z których każda wyje „Nie ja!". Mimo profanacji poemat zamyka się paradoksalnym pocieszeniem skierowanym do „późnego wnuka": gdy jękły głuche kamienie, „Ideał — sięgnął bruku" — zniszczenie dzieła sztuki staje się zarazem znakiem, że ideał zstąpił między ludzi.
Moja piosnka (I)
Krótki, osobisty liryk z mottem z Hamleta („Słowa, słowa, słowa!"), wyrażający poczucie nieustannego osaczenia przez smutek i fatum. Refren „Źle, źle zawsze i wszędzie" wprowadza obraz przędącej się czarnej nici, która jest za podmiotem, przed nim i przy nim, w każdym oddechu, uśmiechu, we łzie, w modlitwie i w hymnie — towarzyszy wszystkiemu, co robi.
Podmiot nie może rozerwać tej nici, bo jest silna, „może święta, choć mylna"; przyznaje nawet, że może sam nie chce jej zerwać. Wstążka ta wciska się wszędzie — zakłada się w otwartą książkę, wiąże u kwiatów, snuje się jak jesienne babie lato po łąkach, rozmdlewa i znów zrasta w ogniwo. Bohater postanawia jednak nie kwilić jak dziecię i wywalczyć się przemocą: każe podać sobie puchar i wieniec, wkłada wieniec na czoło i wypija — w odpowiedzi otoczenie nazywa go szaleńcem. Gdy chce zasięgnąć rady własnego serca i kładzie na nie dłoń, prawica nagle zastyga, ludzie wkoło głośno się śmieją, a jego dłoń obwija czarna pętlica — gest wewnętrznej pomocy zostaje sparaliżowany i ośmieszony.
Po powrocie refrenu o czarnej nici podmiot ponownie zapowiada, że raz się wywalczy, i wzywa „złotostruną" lutnię, by go nie opuściła. Szuka ratunku w tradycji „czarnoleskiej rzeczy" — w poezji i pogodzie ducha Jana Kochanowskiego — wierząc, że ona uleczy serce. Wiersz kończy się jednak rozczarowaniem: „I zagrałem… i jeszcze mi smutniej" — nawet sięgnięcie po wzór Kochanowskiego nie przynosi ukojenia, co podkreśla samotność i odmienność romantycznego twórcy. Utwór powstał we Florencji w 1844 r.
Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie
Wiersz napisany w Paryżu w styczniu 1856 r., bezpośrednio po śmierci Adama Mickiewicza, jest gorzkim rozrachunkiem ze stosunkiem zbiorowości do swoich wielkich ludzi. Jego konstrukcję tworzy seria paralelnych, retorycznych pytań kierowanych do kolejnych geniuszy ludzkości, w których po zarzucie krzywdy następuje wyliczenie pośmiertnych honorów i druzgocąca pointa „…pierwej".
Sokratesowi Ateny niosą złoty posąg — otruwszy go pierwej; Dantemu (Alighieri) Italia stawia dwa groby — wygnawszy pierwej; Kolumbowi Europa kopie trzy groby w trzech miejscach — okuwszy go pierwej; Camõesowi grabarz po raz drugi trzęsie grób — zagłodziwszy pierwej; Kościuszce dwa głazy w dwóch stronach gniotą ciało — choć pierwej był bez miejsca; Napoleona zamknięto po zgonie w dwa groby — zamknąwszy pierwej za życia. Łańcuch ten kulminuje w pytaniu pozbawionym już odpowiedzi: „Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu?" — przez co poeta wpisuje wieszcza w poczet niedocenionych za życia wielkich ludzkości.
W części drugiej Norwid pociesza, że nie ma znaczenia, w jakiej urnie i kiedy spocznie Mickiewicz, bo jego grób zostanie kiedyś otwarty powtórnie: potomni inaczej będą głosić jego zasługi, zawstydzą się dzisiejszych łez i będą lać „łzy potęgi drugiej" — ci, którzy nie umieli dostrzec w nim człowieka. Część trzecia formułuje uniwersalne prawo: świat nie potrafi od razu przyjąć takich ludzi „na spokojne łoże" i nigdy tego nie czynił, jak wiek wiekiem. Glina wtapia się w glinę bez przeszkód, ale ciała sprzeczne — wybitne jednostki i przeciętność — zbija się dopiero „ćwiekiem", z trudem i przemocą, „później… lub pierwej". Wiersz staje się więc oskarżeniem niewdzięczności tłumu i zarazem obroną nieuchronnej, choć spóźnionej, sławy geniusza.
Chcesz sprawdzić znajomość wierszy Norwida przed maturą? Przećwicz zadania maturalne na stronie matury-online.pl/zadania/polski/wiersze-norwida.