MaturaPolski.pl Zdaj polski na 100%

Motyw artysty, sztuki i pracy u Norwida

Spis treści (10)

Kiedy romantyk mówi o artyście, mówi zwykle o natchnieniu: o iskrze, o duchu, o proroctwie. Norwid mówi o dłucie, o kamieniu, o kole u wozu i o kruszynie chleba podniesionej z ziemi. To przesunięcie jest najważniejszą rzeczą, jaką można zapamiętać o jego rozumieniu sztuki. Twórczość nie jest u niego stanem, w który się wpada — jest robotą wykonywaną w oporze materiału, wobec społeczeństwa, które za nią nie płaci, a nierzadko karze. Dlatego motyw artysty i motyw pracy splatają się w tych wierszach tak ciasno, że rozdzielić ich nie sposób.

Poniżej analiza tego splotu na maturalnym wyborze: „Fortepian Chopina”, „Bema pamięci żałobny-rapsod”, „Moja piosnka (I)”, „Moja piosnka [II]” i „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie”. Po kolei: kim jest artysta, czym jest dzieło doskonałe, dlaczego doskonałość zostaje rozbita i co z tego wynika dla zbiorowości, która artystę otacza.

Artysta jako rzemieślnik — dłuto zamiast natchnienia

Portret Chopina w „Fortepianie Chopina” jest zaskakujący. Norwid odwiedza umierającego muzyka, ale nie opisuje go jako człowieka chorego ani jako geniusza w gorączce tworzenia. Opisuje go jako rzeźbę — i to rzeźbę w trakcie wykuwania.

Norwid o Chopinie z ostatnich dni:

I byłeś jako owa postać, którą
Z marmurów łona,
Niźli je kuto,
Odejma dłuto
Geniuszu, wiecznego Pigmaliona!

Kluczowe jest słowo „niźli” — czyli „zanim”. Postać istnieje w marmurze wcześniej, niż uderzy w niego dłuto; praca artysty polega na odejmowaniu, nie na wymyślaniu. To definicja twórczości wzięta prosto z warsztatu kamieniarza: rzeźbiarz nie dokłada materii, tylko odkuwa nadmiar, żeby odsłonić kształt już obecny. Norwid opisuje muzyka narzędziami rzeźby, bo interesuje go nie natchnienie, lecz operacja wykonana na oporze materiału. Pigmalion, który u Owidiusza zakochał się we własnym posągu, zostaje tu nazwany „wiecznym” — czynność jest jedna i ta sama w każdej epoce.

Ta sama metaforyka wraca w apostrofie do Dopełnienia — abstrakcyjnego adresata, który w wierszu zastępuje bóstwo sztuki:

To — co w Sztuce mianują Stylem,
Iż przenika pieśń, kształci kamienie…

„Kształci kamienie” — znów czasownik z pracowni, nie z salonu. Styl u Norwida nie jest ozdobą ani manierą; jest siłą obrabiającą tworzywo, tą samą w muzyce („przenika pieśń”) i w rzeźbie. Jeden wers zrównuje więc kompozytora z kamieniarzem, a natchnienie zastępuje obróbką.

Sztuka jest zmaganiem, nie wylewem uczuć

Drugi obraz Chopina jest jeszcze bardziej techniczny. Umierający muzyk upodabnia się do instrumentu wypuszczonego z rąk mitycznego śpiewaka:

Do upuszczonej przez Orfeja liry,
W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,

„Rzutu-moc” to Norwidowskie złożenie na siłę upadku, na energię czysto fizyczną. W upuszczonej lirze ta siła „przesila się” z pieśnią — dwie moce mocują się ze sobą i żadna nie wygrywa od razu. Tak wygląda u Norwida akt twórczy: nie natchnione uniesienie, tylko siłowanie się dźwięku z materią, która go niesie. Dopiero z tego zmagania powstaje efekt, który słuchaczowi wydaje się łatwy.

Norwid o grze Chopina:

A w tem, coś grał, taka była prostota
Doskonałości Peryklejskiéj,

Prostota jest tu punktem dojścia, nie wyjścia. Norwid przywołuje wiek Peryklesa — moment, w którym sztuka grecka wydawała się najprostsza właśnie dlatego, że była najlepiej zrobiona. Maturzysta powinien zapamiętać ten paradoks: to, co w dziele wygląda na lekkie i naturalne, jest u Norwida świadectwem największego trudu. Dzieło doskonałe zaciera ślady pracy — i dlatego tak łatwo je lekceważyć.

Praca jako miara wartości — chleb, bocianie gniazdo, kołodziej

Norwid nie ogranicza szacunku dla pracy do artystów. W „Mojej piosnce [II]” buduje z niego całą definicję ojczyzny. Tęsknota kierowana jest nie do krajobrazu i nie do zwycięstw, tylko do obyczaju — a obyczaj sprowadza się do stosunku, jaki ludzie mają do owoców czyjejś pracy.

Pierwsza strofa „Mojej piosnki [II]”:

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów nieba,
Tęskno mi, Panie.

Gest jest minimalny: ktoś schyla się po okruch. Norwid czyni z niego probierz kultury całego kraju. Chleb jest darem nieba, ale też produktem cudzych rąk — i szacunek należy się obu tym porządkom naraz. Zwróćmy uwagę, jak zbudowany jest ten patriotyzm: żadnego czynu zbrojnego, żadnej mogiły, żadnej krwi. Zamiast tego codzienna, powtarzalna czynność, po której poznaje się wspólnotę. To jedna z najbardziej nieromantycznych rzeczy w całym romantyzmie.

Druga strofa dokłada do tego kryterium użyteczności:

Do kraju tego, gdzie winą jest dużą
Popsować gniazdo na gruszy bocianie,
Bo wszystkim służą,

Uzasadnienie zakazu jest zdumiewająco praktyczne — nie „bo to piękne” i nie „bo to nasze”, lecz „bo wszystkim służą”. Norwid mierzy wartość pożytkiem wspólnoty. Ta sama miara wróci przy sztuce: dzieło jest u niego czymś, co ma pracować dla ludzi, a nie ozdabiać życie tych, których na nie stać.

Najgęstszy skrót tej myśli mieści się w jednym wersie „Fortepianu Chopina”. Muzyka Chopina zawiera w sobie obraz Polski — ale Polski widzianej od strony warsztatu:

I była w tem Polska, od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wzięta, tęczą zachwytu — —
Polska — przemienionych kołodziejów!

Kołodziej to rzemieślnik wyrabiający koła. Aluzja prowadzi do Piasta — legendarnego początku dynastii, gdy rzemieślnik został władcą. Norwid nie wybiera na symbol narodu rycerza, króla ani wieszcza, tylko człowieka pracującego rękami, który został „przemieniony”. Szczyt dziejów („zenit wszechdoskonałości”) jest u niego chwilą, w której praca zamienia się w godność. Trudno o mocniejsze świadectwo, że dla Norwida sztuka i praca to dwa imiona tej samej wartości.

Sztuka, która ma budzić — pieśń jako narzędzie

Skoro dzieło ma służyć, musi coś sprawiać. „Bema pamięci żałobny-rapsod” pokazuje sztukę w działaniu: żałobny pochód jest zarazem obrzędem i koncertem — biją topory o tarcze, tłuką się gliniane naczynia, trąby łkają, a nad wszystkim idzie chorał.

Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął…

Śpiew zachowuje się jak żywioł: cofa się i wraca, jak fala. To nie tło ceremonii, lecz jej siła napędowa. W finale pochód-pieśń dostaje zadanie, które trudno nazwać inaczej niż pracą do wykonania na historii:

Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą, pleśń z oczu zgarną narody.

Biblijne mury Jerycha padły od dźwięku trąb — sztuka jest tu więc dosłownie narzędziem burzenia. Ale drugi wers jest ważniejszy: „serca zmdlałe ocucą, pleśń z oczu zgarną narody”. Cel nie jest militarny, tylko poznawczy. Pleśń na oczach to obraz zaniedbania, gnuśności, niewidzenia — pieśń ma ludziom przywrócić wzrok. Norwid nie obiecuje przy tym wygranej: wiersz urywa się rzędem kropek i powtórzonym „Dalej — dalej”, bo praca budzenia narodów nigdy nie zostaje skończona.

Prawo BRAKU — dlaczego doskonałość musi zostać rozbita

W siódmej części „Fortepianu Chopina” Norwid przerywa opis i formułuje prawo ogólne. Zwraca się do Dopełnienia — do samej zasady doskonałego wypełnienia formy, obecnej w Fidiaszu, Dawidzie, Szopenie i w scenie Ajschylosa — po czym wypowiada zdanie, które przekreśla całą pochwałę:

Zawsze — zemści się na tobie: BRAK!
— Piętnem globu tego — niedostatek:
Dopełnienie?… go boli!…
On — rozpoczynać woli
I woli wyrzucać wciąż przed się — zadatek.

„Glob” — czyli świat ludzki — jest z natury niedokończony i dlatego nie znosi rzeczy skończonych. Woli „rozpoczynać”, woli zaliczkę od zapłaty, obietnicę od spełnienia. Doskonałość jest dla niego wyrzutem, więc świat się mści. Zauważmy, że Norwid nie oskarża tu żadnej konkretnej władzy ani żadnego narodu — formułuje regułę fizyki moralnej, obowiązującą wszędzie.

Dowodem nie jest historia, lecz obraz z pola:

— Kłos?… gdy dojrzał, jak złoty kometa,
Ledwo że go wiew ruszy,
Deszcz pszenicznych ziarn prószy,
Sama go doskonałość rozmieta…

To jeden z najlepszych obrazów w polskiej poezji. Dojrzały kłos rozsypuje się od byle podmuchu — nie dlatego, że jest słaby, ale właśnie dlatego, że jest gotowy. „Sama go doskonałość rozmieta”: to, co go zniszczyło, jest tym samym, co go dopełniło. Norwid używa metafory rolniczej nieprzypadkowo — najwyższy punkt cudzej pracy jest zarazem momentem jej rozproszenia. A rozsypane ziarno jest przecież ziarnem siewnym.

Cena sztuki: Orfeusz, fortepian i bruk

Prawo BRAKU zostaje natychmiast zilustrowane wydarzeniem historycznym. Po upadku powstania listopadowego rosyjscy żołnierze wyrzucają z okna warszawskiej kamienicy fortepian Chopina — „sprzęt podobny do trumny”. Norwid nie zatrzymuje się na skardze, tylko podnosi zdarzenie do rangi przypadku ogólnego:

Ten sam — runął — na bruki z granitu!
— I oto: jak zacna myśl człowieka,
Poterany jest gniewami ludzi,

Instrument dzieli los każdej „zacnej myśli człowieka”. Zniszczenie fortepianu przestaje być epizodem wojennym, staje się figurą tego, co spotyka każde dzieło wybitne. Chwilę później Norwid sięga po mit, który spina cały wiersz — bo lirą Orfeusza zaczynał:

I — oto — jak ciało Orfeja,
Tysiąc Pasyj rozdziera go w części,
A każda wyje: „Nie ja!…”

Orfeusz został rozszarpany przez bachantki. Norwid zastępuje je „Pasjami” — namiętnościami tłumu, z których żadna nie przyznaje się do winy. To celna diagnoza mechanizmu zbiorowego: dzieło niszczy nie jeden sprawca, lecz tysiąc, a każdy z nich krzyczy „nie ja”. Artysta i jego dzieło są w tym obrazie tym samym ciałem — rozdarcie fortepianu jest rozdarciem twórcy.

Artysta wobec publiczności — „Szaleniec!!”

„Moja piosnka (I)” pokazuje ten sam konflikt od strony prywatnej, bez patosu i bez historii. Podmiot postanawia raz się wyswobodzić ze smutku i sięga po dwa rekwizyty artysty: puchar i wieniec, czyli laur poetycki.

Niech mi puchar podadzą i wieniec!…
I włożyłem na czoło,
I wypiłem, a wkoło
Jeden mówi drugiemu: „Szaleniec!!”

Gest koronacji zostaje wykonany — i natychmiast unieważniony przez szept obok. Nie oskarżenie, nie wyrok: zwykłe „szaleniec” podane dalej z ust do ust. Norwid trafnie oddaje tu formę, jaką przybiera odrzucenie artysty w codzienności — to nie prześladowanie, tylko lekceważenie. Reakcja ciała bohatera jest równie dotkliwa:

Głośno śmieli się oni,
Jam pozostał bez dłoni,

Dłoń zastyga i zostaje owinięta czarną pętlicą. Trudno o mocniejszy symbol w wierszu o artyście: traci on właśnie to narzędzie, którym się pracuje — rękę pianisty, rzeźbiarza, piszącego. Śmiech otoczenia nie rani uczuć, tylko odbiera zdolność do roboty. Dlatego finałowa próba ratunku — sięgnięcie po „czarnoleską rzecz”, po lutnię Kochanowskiego — kończy się jednym z najsmutniejszych wersów polskiej liryki: zagrał i zrobiło mu się jeszcze smutniej.

Pomnik po krzywdzie — rachunek wystawiony społeczeństwu

„Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie” domyka ten motyw ironią. Każda strofa opisuje honory oddane wielkiemu człowiekowi i dopisuje jedno słowo, które je unieważnia. Warto zwrócić uwagę na strofę o portugalskim poecie Camõesie — tu krzywda ma wymiar wprost ekonomiczny:

Coś ty uczynił swoim, Camoensie,
Że po raz drugi grób twój grabarz trzęsie,
Zgłodziwszy pierwej?

„Zgłodziwszy” — czyli: nie dano mu żyć z jego pracy. Zbiorowość, która nie utrzymała poety za życia, po śmierci fatyguje grabarza, żeby przenieść jego szczątki w godniejsze miejsce. Norwid pokazuje ten sam mechanizm sześć razy — na Sokratesie, Dantem, Kolumbie, Camõesie, Kościuszce i Napoleonie — aż staje się on prawem, a nie przypadkiem. Dopiero na końcu pada pytanie o Mickiewicza, zostawione bez pointy.

Dla motywu artysty ważna jest kolejność: najpierw głód, wygnanie, kajdany albo cykuta, potem złoty posąg. Sława nie jest u Norwida nagrodą za pracę — jest rachunkiem sumienia wystawionym zbiorowości, i to rachunkiem płaconym wtedy, gdy wierzyciel już nie żyje.

„Ideał — sięgnął bruku” — pointa całego motywu

Wszystkie te wątki zbiegają się w zamknięciu „Fortepianu Chopina”. Po scenie zniszczenia instrumentu Norwid nie pisze lamentu, tylko wezwanie skierowane do czytelnika z przyszłości:

Jękły — głuche kamienie:
Ideał — sięgnął bruku — —

Formuła jest dwuznaczna i na tym polega jej siła. „Sięgnąć bruku” znaczy: upaść na samo dno, zostać zbezczeszczonym. Ale znaczy też: dotrzeć do bruku, czyli do ulicy, do zwykłych ludzi, tam gdzie sztuka salonowa nigdy nie docierała. Zniszczenie dzieła jest zarazem jego zejściem między ludzi — a kamienie, które dotąd milczały, wydają głos. Norwid każe się z tego cieszyć „późnemu wnukowi”, nie sobie: skutek tej pracy pojawi się w przyszłości, której twórca nie zobaczy.

To najbardziej Norwidowska myśl w całym wyborze. Praca artysty ma sens mimo klęski — nie „wbrew niej” i nie „dzięki niej”, ale poprzez nią. Rozsypany kłos jest zasiewem, rozbity fortepian budzi kamienie, otruty Sokrates dostaje posąg. Klęska jest w tym systemie sposobem, w jaki doskonałość dociera do zwyczajnego świata.

Motyw artysty, sztuki i pracy na maturze — jak to wykorzystać

Jeśli w zadaniu pojawi się temat pracy, powołania twórcy albo relacji artysta–społeczeństwo, Norwid daje materiał, którego nie da żaden inny romantyk. Warto mieć gotowe cztery tezy:

  • Artysta to rzemieślnik: dłuto, styl „kształcący kamienie”, moc przesilająca się z pieśnią — twórczość jako obróbka materiału, nie jako natchnienie.
  • Praca jest miarą wspólnoty: kruszyna chleba podnoszona z ziemi, bocianie gniazdo chronione, „bo wszystkim służą”, Polska „przemienionych kołodziejów”.
  • Doskonałość ściąga na siebie zniszczenie: prawo BRAKU, dojrzały kłos rozmieciony przez własną dojrzałość, fortepian na bruku.
  • Sława przychodzi po krzywdzie i po śmierci: „Zgłodziwszy pierwej”, „późny wnuku”, posąg stawiany temu, kogo wcześniej otruto.

Przydatne są też kontrasty. U Mickiewicza i Słowackiego poeta jest prorokiem i przewodnikiem narodu — u Norwida jest pracownikiem, którego dzieło zostaje rozbite, a użytek z niego mają dopiero wnuki. Kochanowski w „Mojej piosnce (I)” pojawia się jako lekarstwo, które nie działa: renesansowa równowaga nie leczy nowoczesnej rozpaczy. A pozytywistyczne hasło pracy organicznej Norwid wyprzedza o pokolenie, choć rozumie pracę szerzej — jako kategorię zarazem etyczną, artystyczną i religijną.

Najkrótsze podsumowanie do zapamiętania przed egzaminem: u Norwida sztuka jest pracą, praca jest wartością, a obie płacą tę samą cenę — nie są rozpoznane w swoim czasie. „Ideał — sięgnął bruku” brzmi jak zapis klęski, a jest opisem drogi, którą doskonałość musi przejść, żeby dotrzeć do ludzi.

Chcesz sprawdzić, czy potrafisz rozpoznać ten motyw w nieznanym fragmencie? Przećwicz zadania maturalne na stronie matury-online.pl/zadania/polski/wiersze-norwida.