Charakterystyka „małego Tarłowskiego”
Spis treści (7)
„Mały Tarłowski” to najważniejszy z bezimiennych bohaterów noweli — to nad jego niemal chłopięcą głową siostra zasadziła ów drobny krzyżyk, od którego zaczyna się cała opowieść. Orzeszkowa nie podaje jego imienia (w obozie nazywano go po prostu „małym”), przez co czyni go reprezentantem całego pokolenia młodych ludzi, którzy poszli do powstania. Jego portret jest jednak niezwykle indywidualny i pełen wewnętrznych sprzeczności: łączy dziecięcą delikatność z bohaterstwem, marzycielstwo uczonego z żołnierską odwagą, a łagodność natury z tragicznym losem męczennika.
Wygląd — dziecko i dziewczyna zarazem
Powierzchowność Tarłowskiego kontrastuje ze wszystkim, co zwykle kojarzymy z rycerzem czy powstańcem. Nie jest ani silny, ani okazały — przeciwnie, drobny i wątły. Narrator-dąb, który uczynił go swoim ulubieńcem, opisuje jego twarz z czułością:
oczy miał jak u dziewczyny łagodne, nieśmiałe, czyste i tak błękitne, jak te niezapominajki, które tu czasem u stóp moich rosną.
Dąb podsumowuje to wrażenie jednym zdaniem, które stało się emblematem tej postaci:
Przebrana dziewczyna czy ledwie dorosłe chłopię!
Tarłowski ma dwadzieścia lat, ale wygląda jeszcze młodziej — jest różowo-biały na twarzy, jasnowłosy, o rysach tak subtelnych, że łudząco podobny do swojej siostry Anielki. Ta „dziewczęcość” i „dziecinność” wyglądu nie jest przypadkowa: Orzeszkowa buduje w ten sposób maksymalny kontrast między kruchością bohatera a ogromem ofiary, jaką przyjdzie mu ponieść. Im delikatniejszy jest ten chłopiec, tym straszliwsza wyda się jego śmierć i tym większa okaże się siła ducha ukryta w tak wątłym ciele. Porównanie oczu do niezapominajek — kwiatów drobnych, niebieskich, kojarzonych z pamięcią i wiernością — nie jest tylko ozdobnikiem: zapowiada rolę, jaką bohater odegra w noweli jako ten, o którym pamiętać będą już tylko drzewa i kwiaty. Warto też zauważyć, że narrator mówi o nim z osobistą czułością, nazywając go „moim ulubieńcem”; drzewo-świadek nie jest bezstronne, lecz pokochało tego chłopca, co udziela się także czytelnikowi.
Uczony i idealista — etos pracy u podstaw
Przed powstaniem Tarłowski jest człowiekiem nauki. Dąb charakteryzuje go krótko i jednoznacznie:
Był młodym uczonym, takim, co się u ludzi nazywa naturalistą.
Co istotne, ten zdolny młodzieniec, który „mógłby był na szerokim świecie wstępować na drogi wysokie”, świadomie wybrał drogę skromną i pożyteczną. Narrator podkreśla jego postawę:
Przybył w te strony, aby swą myśl i wiedzę rozdawać maluczkim.
W miasteczku założył szkółkę „codziennie napełniającą się szczebiotaniem piskląt ludzkich” — obraz ten to niemal dosłowna ilustracja pozytywistycznych haseł pracy organicznej i pracy u podstaw. Tarłowski jest więc na wskroś pozytywistycznym idealistą, który wierzy w oświatę, naukę i pokojowy postęp. To czyni jego udział w zbrojnym powstaniu tym bardziej znaczącym: nie idzie do boju z natury wojowniczej, lecz mimo swoich przekonań, z poczucia obowiązku wobec zniewolonego narodu. Rezygnacja z „dróg wysokich” na rzecz „niziutkiej” to gest znamienny — Tarłowski mógł zrobić karierę naukową, a wybrał uczenie wiejskich dzieci. Ta sama zdolność do wyrzeczenia się osobistych korzyści dla dobra wspólnoty każe mu potem porzucić spokój szkółki i chwycić za broń. W obu wyborach — pokojowym i zbrojnym — działa ta sama pobudka: służba innym, postawiona wyżej niż własne bezpieczeństwo i wygoda.
Lwie serce w ciele dziecka
Największa sprzeczność w postaci Tarłowskiego ujawnia się na polu bitwy. Ten łagodny marzyciel okazuje się żołnierzem niezwykłej odwagi — po jednej z bitew sam wódz, Romuald Traugutt, wywołuje go przed szereg i oznajmia, że mały uratował mu życie „cudem odwagi”. Zdumienie wodza streszcza słynne zdanie:
Dziw, że w tym dziecku mieszka taki lew!
To paradoks kluczowy dla wymowy utworu: prawdziwe bohaterstwo nie zależy od tężyzny fizycznej ani od wojowniczego temperamentu, lecz od siły ducha. Wątły uczony, „przebrana dziewczyna”, potrafi zdobyć się na czyn, przed którym cofnęliby się silniejsi. W scenie bitwy widać zresztą, jak głęboko wojna go przeobraża — klęcząc za olchą, strzela „zapamiętale”, a w jego łagodnych błękitnych oczach zapala się „coś lwiego czy tygrysiego”. Człowiek pokoju zostaje przez okoliczności zmuszony do przemocy, co jest dla niego źródłem cierpienia.
Człowiek nie stworzony do wojny
Tarłowski jako jedyny w obozie nie cieszy się z odniesionych zwycięstw. Po bitwie jest smutny i niespokojny, „jakby dusza jego kołysała się nad przepaścią pełną wątpień, zapytań, zagadek”. Narrator-świerk rozpoznaje przyczynę tego smutku — bohater został powołany do czegoś zupełnie innego niż zabijanie:
Do czego innego był stworzony.
Tym „czym innym” jest miłość do przyrody i do wiedzy. W chwilach odpoczynku, gdy inni gwarzą przy ogniskach, Tarłowski chodzi nad strumieniem, pochyla się nad roślinami i owadami, z zachwytem opowiada towarzyszom o zamorskiej ojczyźnie rzadkiej rośliny czy o wędrówkach nasion na skrzydłach wiatru. Rośli, ogorzali żołnierze skupiają się wokół najmniejszego z nich, a jego ciche słowa niosą im ukojenie. Dąb podsumowuje te sceny z naciskiem:
Oto do czego był stworzony.
W nocnej rozmowie z Jagminem Tarłowski wypowiada swój najgłębszy dramat: choć sprawa, o którą walczą, jest święta, przelana krew „trucizną w żyły spływa”, a wojna kaleczy nawet tych, którzy toczą ją w słusznej sprawie. Marzy o świecie przyszłości, w którym „miecze mają być przekute na pługi”. A jednak przyznaje, że dopóki istnieje gwałt i krzywda, dopóty walka jest powinnością. Ta świadomość — że czyni coś sprzecznego z własną naturą, a mimo to koniecznego — czyni z niego postać najbardziej tragiczną i najgłębszą w noweli.
Śmierć męczeńska
Los Tarłowskiego dopełnia się w sposób najokrutniejszy z możliwych. Ranny w ramię, zostaje przeniesiony do namiotu dla rannych — a gdy wróg dopada bezbronnych, ginie nabity na ostrza pik i wzniesiony wysoko w powietrze, z twarzą „białą jak chusta”. To obraz jawnie nawiązujący do męczeństwa, niemal do ukrzyżowania. W ostatniej chwili bohater rozpoznaje przyjaciela i rzuca mu zakrwawioną chustę z listem od siostry, wołając:
Jagmin! Siostrze!
Te dwa słowa — „ostatni dar, ostatnia myśl, ostatnie słowo” — pokazują, że nawet w agonii Tarłowski myśli nie o sobie, lecz o ukochanej Anielce. Umiera więc tak, jak żył: z miłością i troską o drugiego człowieka. Sposób, w jaki Orzeszkowa buduje tę scenę, wzmacnia jej wymowę: rdzawoczerwony blask zachodzącego słońca, twarz biała jak chusta, czerwony sznurek krwi od złotych włosów — cała kolorystyka przywodzi na myśl ikonę męczeństwa, obraz świętego wzniesionego ku niebu. Chłopiec, który za życia pochylał się nad kwiatami i owadami, ginie uniesiony na pikach niczym na krzyżu. Jego śmierć jest kwintesencją tytułowego „gloria victis” — to klęska, która przez swoją czystość i bezinteresowność staje się chwałą. Tragizm potęguje jeszcze fakt, że listu od siostry bohater nigdy nie zdążył przeczytać, a sama Anielka po latach przyjdzie umrzeć z tęsknoty na jego bezimiennej mogile.
Znaczenie postaci na maturze
Mały Tarłowski to jeden z najpiękniejszych portretów młodego powstańca w polskiej literaturze i wdzięczny materiał maturalny. Jako bohater bezimienny reprezentuje całe pokolenie ofiarników powstania styczniowego. Jako uczony-idealista wciela pozytywistyczne wartości pracy u podstaw, a zarazem dowodzi, że etos ten nie wyklucza gotowości do najwyższej ofiary. Wreszcie jako człowiek „nie stworzony do wojny”, który mimo to walczy i ginie, ucieleśnia tragiczny konflikt między marzeniem o pokoju a koniecznością obrony wolności. Postać tę można zestawiać z innymi młodymi bohaterami literatury — z Jagminem jako jego heroicznym przeciwieństwem, a także z powstańczymi bohaterami romantyzmu, których wzorzec Orzeszkowa tu przywołuje i przetwarza.
Podsumowanie
Mały Tarłowski jest bohaterem zbudowanym na kontrastach: dziecięcy wygląd kryje lwie serce, łagodny uczony okazuje się dzielnym żołnierzem, a marzyciel o świecie bez wojen ginie śmiercią męczennika. To właśnie te sprzeczności czynią go postacią tak przejmującą i tak reprezentatywną dla idei całej noweli. W jego losie klęska powstania zyskuje twarz konkretną — twarz „białą jak chusta”, o oczach błękitnych jak niezapominajki — i właśnie dzięki tej konkretności apoteoza zwyciężonych przemawia do czytelnika z pełną siłą. Orzeszkowa udowadnia, że pomnik bohaterom można postawić nie przez wyliczanie zasług, lecz przez ukazanie jednego, kruchego, ukochanego człowieka — bo w nim odbija się los wszystkich bezimiennych.
Chcesz sprawdzić znajomość „Gloria victis” przed maturą? Przećwicz zadania maturalne z tej lektury na stronie matury-online.pl/zadania/polski/gloria-victis.