Jean Tarrou — charakterystyka postaci z cytatami
Spis treści (8)
- 1. Wygląd i pierwsze wrażenie — wielki, szaro ubrany niedźwiedź
- 2. Notatki Tarrou — kronikarz i obserwator
- 3. Ojciec-prokurator — źródło buntu i filozofii Tarrou
- 4. Filozofia: wszyscy żyjemy w dżumie
- 5. Pytanie o świętość bez Boga
- 6. Kąpiel w morzu — chwila bez dżumy
- 7. Śmierć Tarrou — przegrał partię?
- 8. Tarrou na maturze — co warto wiedzieć
Jean Tarrou pojawia się w Oranie na krótko przed zamknięciem bram miasta i zostaje, gdy epidemia zamienia prefekturę w oblężoną twierdzę. Kim jest, skąd pochodzi i co robi — tego nikt dokładnie nie wie. Jest rentierem — tak przynajmniej figuruje w dokumentach — ale o jego dochodach i przeszłości powieść milczy aż do długiej nocnej rozmowy na dachu, która stanowi środek ciężkości całego dzieła. Prowadzi notatki, organizuje formacje sanitarne, rozmawia z ludźmi, których opisuje z uważną, niemal entomologiczną precyzją. W strukturze narracyjnej Dżumy Tarrou pełni podwójną rolę: jest jednym z głównych bohaterów walki z zarazą i jednocześnie jedynym człowiekiem, który na tę walkę ma pełną, przemyślaną odpowiedź filozoficzną. Jego pytanie — czy można być świętym bez Boga — jest pytaniem przewodnim całej powieści.
Wygląd i pierwsze wrażenie — wielki, szaro ubrany niedźwiedź
Fizyczna prezencja Tarrou odpowiada jego charakterowi: jest duży, spokojny, masywny. Kiedy po raz pierwszy zjawia się u Rieux, narrator przedstawia go krótko, ale plastycznie — w półmroku klatki schodowej wygląda jak wielki, szaro ubrany niedźwiedź. Ta metafora nie jest przypadkowa: niedźwiedź jest zwierzęciem spokojnym i powolnym, ale niesłychanie silnym. Tarrou porusza się przez świat z podobną ciszą i konsekwencją. Ma szerokie ramiona i pierś — cechy, które narrator przywoła jeszcze raz, opisując jego walkę ze śmiercią: że ta siła fizyczna nie jest w starciu z dżumą żadną bronią. Tarrou mówi spokojnie, bez wstępów, konkretnie. Już w pierwszej rozmowie z Rieux oznajmia bez owijania w bawełnę: za kilka tygodni prefektura będzie bezradna, służba sanitarna kiepska — i proponuje własny plan. Notuje Cottarda, rozumie Ramberta, słucha Granda. Nie osądza nikogo pochopnie. Tarrou rozumie ludzi przez obserwację, a obserwuje z cierpliwością, której inni mu zazdroszczą. Cottard, który nikomu innemu nie ufa, ufa Tarrou — bo czuje, że ten go naprawdę słyszy.
Notatki Tarrou — kronikarz i obserwator
Tarrou prowadzi notatniki przez cały czas pobytu w Oranie. Narrator — którym okazuje się doktor Rieux — czerpie z nich materiał do kroniki. Styl tych notatek jest specyficzny: mieszanina drobiazgowych obserwacji, pozornie absurdalnych szczegółów i nagle pojawiających się refleksji filozoficznych. Tarrou notuje zachowanie małego staruszka z naprzeciwka, który wabi koty, trajektorię martwych szczurów na ulicach, sposób, w jaki nocny stróż w hotelu przewiduje nieszczęścia. A pośród tych drobiazgów pojawia się odpowiedź na pytanie o jego własną filozofię życia:
Jedyna rzecz, która mnie interesuje — odparłem — to znaleźć spokój wewnętrzny.
Ta lakoniczna odpowiedź — dana hotelowemu stróżowi, który pyta o niepokój — jest w istocie programem życiowym Tarrou. Przez całą powieść będzie on szukał właśnie tego spokoju: nie za pomocą wiary, nie za pomocą ideologii, lecz przez konkretne działanie i przez czystość sumienia. Notatki jako forma literacka odpowiadają tej postawie: Tarrou nie pisze dziennika pełnego emocji ani manifestu politycznego. Pisze z dystansem człowieka, który wie, że naprawdę rozumieć to obserwować, nie oceniać. Warto zwrócić uwagę na paradoks tej postawy: Tarrou, który szuka spokoju wewnętrznego, wybiera zawód organizatora formacji sanitarnych — jedną z najbardziej wyczerpujących i narażonych na zarażenie ról w czasie epidemii. Spokój dla niego nie jest wyciszeniem, lecz czystością sumienia, której nie można osiągnąć bez działania.
Ojciec-prokurator — źródło buntu i filozofii Tarrou
Klucz do zrozumienia Tarrou leży w jednej scenie z jego dzieciństwa, którą opowiada Rieux podczas nocnej rozmowy na dachu — jedynej prawdziwie intymnej rozmowie w powieści. Tarrou pochodził z mieszczańskiej rodziny, ojciec był zastępcą prokuratora generalnego. W wieku siedemnastu lat po raz pierwszy poszedł zobaczyć ojca w pracy — na sprawę sądową. I zobaczył nie prawnika, lecz człowieka, który żąda śmierci innego człowieka. Ojciec w czerwonej todze powiedział:
Ta głowa powinna spaść
I głowa spadła. Tarrou jako chłopiec siedział na sali i obserwował oskarżonego — mężczyznę lat trzydziestu, rudego, przerażonego, który gryzł paznokcie u prawej ręki. Nie widział w nim abstrakcji, kategorii prawnej, przypadku — widział żywego człowieka. I widział, jak jego ojciec w czerwonej todze, z ustami pełnymi ogromnych zdań, żąda, by tego człowieka zabito. Ta chwila rozrywa świat Tarrou na dwie połowy: przed i po. Ojciec jest teraz kimś innym niż przy śniadaniu — jest urzędnikiem śmierci. Przez rok jeszcze Tarrou mieszkał w domu, próbując zrozumieć i wybaczyć. Ale pewnego wieczoru ojciec nastawił budzik wcześniej — miał wstać na egzekucję. Tarrou tej nocy nie spał, a gdy ojciec wrócił, jego już nie było.
Następne lata to droga przez różne ruchy polityczne i ideologiczne — Tarrou mówi o tym ogólnikowo, ale wyraźnie: szukał stronnictwa, które nie zabija. Nie znalazł. Zrozumiał, że każda organizacja polityczna dysponuje własną logiką usprawiedliwionej przemocy. I że z tej logiki nie ma wyjścia, jeśli się raz ją przyjmie. Wtedy postanowił:
postanowiłem stawać po stronie ofiar przy każdej okazji, by umniejszyć spustoszenia.
Filozofia: wszyscy żyjemy w dżumie
Z doświadczenia politycznych rozczarowań Tarrou wyciąga wniosek, który staje się fundamentem jego filozofii. Miał bowiem po odejściu z domu długą drogę przez różne zaangażowania — szukał ruchów, które nie zabijają. Przez pewien czas sympatyzował z lewicą i ruchami rewolucyjnymi, ale spostrzegł, że rewolucja też dysponuje własnymi trybunałami, własnymi listami wrogów, własnymi logicznie nieuchronnymi egzekucjami. Skoro każdy system — prawny, polityczny, ideologiczny — pozwala sobie na zabijanie w imię wyższych wartości, to nikt nie jest od tej zarazy wolny. Tarrou formułuje to wprost w rozmowie z Rieux:
wiem już, że wszyscy żyjemy w dżumie, i straciłem spokój.
To zdanie, wypowiedziane spokojnie, bez dramatyzmu, jest jednym z najcięższych w całej powieści. Tarrou nie mówi, że jest grzesznikiem ani że inni są winni — mówi, że struktura społeczna, w której wszyscy żyjemy, jest zaraźliwa. Uczestniczymy w niej samym faktem istnienia i działania w jej ramach. Dlatego jedynym wyjściem jest nie wyjście z systemu, lecz nieustanna czujność: nie roztargnienie, nie przyzwolenie, nie kapitulacja. Człowiek, który nie chce być zadżumiony, musi pracować ciężej niż ten, który się już poddał. Zaraza jest wygodna — Tarrou wybrał trudność.
Z tej diagnozy wynika jego credo etyczne, które jest jednocześnie skromne i bezkompromisowe:
Powiadam tylko, że są na tej ziemi zarazy i ofiary i że trzeba, o ile to możliwe, nie zgodzić się na udział w zarazie.
Nie ma tu żadnego wielosłowia. Tarrou redukuje etykę do dwóch kategorii i jednego nakazu. Zarazy i ofiary — i konieczność nieprzyłączenia się do tych pierwszych. Jest to filozofia minimalistyczna i rygorystyczna zarazem: minimalistyczna, bo nie pyta o Boga ani zbawienie, i rygorystyczna, bo nie dopuszcza wyjątków, połowicznych rozwiązań ani dobrych intencji jako usprawiedliwienia. Tarrou wie, że ta ścieżka nie jest wygodna. Mówi wprost, że jest zmęczona — wszyscy jesteśmy trochę zadżumieni i wola, by nie być, kosztuje. Ale nie rezygnuje. Jego bunt nie jest jednorazowym wyborem, lecz wyborem odnawianym każdego ranka.
Pytanie o świętość bez Boga
W kulminacyjnej rozmowie z Rieux na dachu — po wyznaniu o ojcu, po sformułowaniu filozofii zarazy i ofiar — Tarrou dochodzi do pytania, które jest dla niego najważniejsze. Rieux pyta, jaką drogą można osiągnąć spokój, który Tarrou szuka. Tarrou odpowiada jednym słowem: sympatią. A potem dodaje coś, co jest fundamentem jego egzystencji:
Znam dziś tylko jedno konkretne zagadnienie: czy można być świętym bez Boga.
Tradycja chrześcijańska definiuje świętość jako zjednoczenie z Bogiem, jako życie w łasce, jako akt transcendencji. Tarrou jest ateistą i wie, że ta droga jest dla niego zamknięta. Ale odrzuca też wniosek, że bez Boga nie ma świętości — i oto paradoks jego egzystencji: chce żyć tak, jak żył święty, bez żadnego z metafizycznych gwarantów, które świętość zwykle zakładają. Bez nagrody, bez pewności, bez Boga. To radykalny humanizm — i zarazem program niemożliwy, który Tarrou realizuje tak blisko doskonałości, jak człowiek potrafi. Camus zestawia to pytanie z pytaniem Rieux o zbawienie i zdrowie: Rieux chce zdrowia, nie zbawienia. Tarrou chce świętości, ale bez Boga. Obaj wybrali to, co możliwe i konkretne, odrzucając transcendencję — i obaj płacą za to inną ceną. Rieux zostaje z wiedzą i pamięcią. Tarrou zostaje z pytaniem otwartym, bo umiera, zanim je zamknie.
Kąpiel w morzu — chwila bez dżumy
Po nocnej rozmowie na dachu Tarrou proponuje Rieux rzecz zaskakującą: wykąpać się w morzu. Mają przepustki, mogą wyjść na molo. Rieux się zgadza. Scena, która następuje, jest jedyną w całej powieści, kiedy obaj bohaterowie zupełnie wychodzą ze swoich ról. Nie ma tu lekarza ani organizatora. Są tylko dwaj mężczyźni:
Przez kilka minut płynęli jednako, z tą samą mocą, samotni, daleko od świata, wolni nareszcie od miasta i dżumy.
Camus opisuje tę kąpiel z wyjątkową, niemal liryczną precyzją: zimna woda, ciemność, odgłos fal, księżyc, zapach jodu i wodorostów. Morze jest tu nie tłem, lecz aktywnym elementem sceny — gęste jak aksamit, spokojne jak oddech. To jedyna scena radości w całej powieści — nie triumfu, nie ulgi, lecz czystej chwilowej wolności. Tarrou i Rieux wracają na ląd w milczeniu, nie zamieniając słowa, ale narrator zaznacza, że serca mieli jednakie i wspomnienie tej nocy było im słodkie. Ta scena jest kluczowa dla rozumienia Tarrou: człowiek, który na co dzień jest ideałem surowości i dyscypliny etycznej, potrafi też cieszyć się chwilą — i rozumie, że bez takiej chwili walka traci sens. To ważna lekcja Camusa: bunt i radość nie wykluczają się, lecz nawzajem warunkują. Syzyf był szczęśliwy nie pomimo absurdu, lecz w nim.
Śmierć Tarrou — przegrał partię?
Tarrou zapada na dżumę jako jedna z ostatnich ofiar, gdy epidemia już ustępuje. Rieux czuwa przy nim przez całą noc. Choroba postępuje brutalnie: gorączka, kaszel, krwotoki. Tarrou walczy w milczeniu, ani razu nie skarżąc się i ani razu nie ustępując. W pewnej chwili wydaje głęboki, nieoczekiwany dźwięk, który narrator opisuje jako finalne pęknięcie:
wydał głęboki jęk, jak gdyby gdzieś w nim pękła najważniejsza struna.
Rieux zostaje z pustymi rękami i ściśniętym sercem. Nie może nic więcej zrobić — tygodnie wcześniej mógł robić mniej więcej tyle co zawsze, ale tym razem łzy niemocy zasłaniają mu widok. Tarrou przegrał partię, jak mówił o sobie wcześniej w żartobliwej filozoficznej formule. Ale czy naprawdę? Rieux w swojej refleksji po śmierci przyjaciela dochodzi do wniosku, że Tarrou wygrał tyle, co można wygrać w tej grze: wiedzę i pamięć. Wiedział, czym jest zaraza, i wiedział, jak się jej nie zgadzać — i tej wiedzy nikt mu nie może odebrać, nawet śmierć. Co więcej, Tarrou umarł tak, jak żył: bez skargi, w milczeniu, walcząc. To też jest rodzaj odpowiedzi na pytanie o świętość bez Boga. Nie doskonała — ale ludzka i prawdziwa.
Tarrou na maturze — co warto wiedzieć
Na maturze Tarrou jest postacią pojawiającą się najczęściej w kontekście: filozofii buntu i absurdu (obok Rieux), pytania o możliwość etyki bez religii, porównania postaw bohaterów wobec zarazy, oraz jako reprezentant postawy aktywnego nieposłuszeństwa wobec zła — buntu nie krzykliwego, lecz codziennego i wymagającego. Warto pamiętać trzy kluczowe elementy jego charakterystyki: historię z ojcem-prokuratorem (skąd pochodzi jego bunt), formułę etyczną o zarazach i ofiarach (jakiego wyboru ta postawa wymaga) i pytanie o świętość bez Boga (dokąd ta postawa zmierza). Tarrou jest u Camusa postacią najdalej posuniętą w etyce — i dlatego jako jeden z ostatnich, lecz nieuchronnie, umiera. W pewnym sensie Camus skazuje go na śmierć, bo tak działa ironia losu: ten, kto wybrał najczystszą postawę wobec zła, pada ofiarą właśnie tego zła. Ale nie jest to kara — jest to po prostu konsekwencja walki na pierwszej linii. Tarrou wiedział, że tak może się skończyć, i wybrał mimo wszystko.
Chcesz sprawdzić wiedzę o Dżumie na maturze? Zadania z tego tekstu znajdziesz na matury-online.pl — Dżuma.
Rozwiąż test z lektury „Dżuma"
Pytania o bohaterów, motywy i wydarzenia — sprawdź, ile zapamiętałeś z „Dżuma".