Charakterystyka Balladyny — droga zbrodni do korony
Spis treści (10)
- 1. Pochodzenie i status — dziewczyna spod słomianej strzechy
- 2. Cechy charakteru — co kryje się pod urodą
- 3. Konkurs o dzban malin — pierwsza zbrodnia
- 4. Mechanizm kolejnych zbrodni — od noża do trucizny
- 5. Wyparcie matki — „Ja ciebie nie znam"
- 6. Sumienie i plama na czole
- 7. Żądza władzy — droga do korony
- 8. Balladyna a Lady Makbet — kontekst szekspirowski
- 9. Samosąd i śmierć od pioruna
- 10. Podsumowanie — co czyni Balladynę postacią tragiczną?
Balladyna to jedna z najbardziej niejednoznacznych bohaterek polskiego romantyzmu — wiejska dziewczyna, która w ciągu kilku dni przechodzi drogę od zbierania malin pod leśną strzechą do korony królów polskich, znacząc tę drogę trupami siostry, matki, męża i kochanka. Słowacki nie dał jej żadnego wielkiego, romantycznego motywu: zabija nie z miłości, nie dla idei, lecz dlatego, że przegrała konkurs o dzban malin. To czyni z niej studium zbrodni „czystej" — popełnionej z zazdrości i żądzy awansu, a potem mnożonej z zimną konsekwencją, by zatrzeć ślady poprzedniej. Jej charakterystyka jest zarazem opowieścią o tym, jak jedno przekroczenie granicy uruchamia mechanizm, którego nie da się już zatrzymać.
Pochodzenie i status — dziewczyna spod słomianej strzechy
Balladyna jest starszą córką ubogiej Wdowy, siostrą łagodnej Aliny. Mieszka w chacie nad jeziorem Gopło, żyje z pracy w polu — gdy poznajemy rodzinę, kobiety wracają z dożynek z sierpami. To pochodzenie jest kluczem do całej postaci: Balladyna nie urodziła się królewną, lecz chłopką, i właśnie ta przepaść między niskim startem a marzeniem o wielkości napędza jej zbrodnie. Rycerz Kirkor, „pan czterowieżowy", trafia do chaty z czystego przypadku (sprowadza go zazdrosna nimfa Goplana) i deklaruje, że szuka żony ubogiej, lecz cnotliwej. Dla Balladyny pojawienie się złotej karety jest realizacją matczynej fantazji o awansie.
Już w pierwszej scenie z Kirkorem Balladyna pokazuje swój rys: skłonność do przesady i pustej, hiperbolicznej deklaracji. Pytana, jak będzie kochać męża, składa przysięgę gotową do każdej ofiary:
O panie! jeśli w zamku są czeluście, Z czeluści ogień bucha, a ty każesz Wskoczyć — to wskoczę. Jeśli na odpuście Ksiądz nie rozgrzeszy, to wezmę na siebie Śmiertelne grzechy, którymi się zmażesz. Jeżeli dzida będzie mierzyć w ciebie, Stanę przed tobą i za ciebie zginę…
Te słowa brzmią górnolotnie, ale w ustach przyszłej morderczyni są puste — Balladyna nie zginie za nikogo, to inni zginą z jej ręki. Matka kwituje przysięgę pochwałą, która u Słowackiego jest jawną ironią:
Weź! weź Balladynę Szczera jak złoto.
Cechy charakteru — co kryje się pod urodą
Słowacki buduje Balladynę na zasadzie kontrastu między powierzchnią a wnętrzem. Z zewnątrz jest piękna — matka porównuje ją do dziewanny, a uroda otwiera jej drogę do awansu. Wewnątrz kryje się jednak osobowość zimna, wyrachowana i bezwzględna. Już w pierwszej scenie domowej, gdy matka czule się o nią troszczy, Balladyna myśli o grzebieniu, podczas gdy łagodna Alina martwi się o zmęczenie matki. Ta drobna różnica reakcji jest zapowiedzią całej dalszej drogi: egoizm starszej siostry kontra ofiarność młodszej.
Do najważniejszych cech Balladyny należą: bezgraniczna ambicja i pragnienie awansu społecznego, zazdrość o szczęście siostry, skłonność do kłamstwa i manipulacji, a także zdolność do udawania uczuć, których nie czuje. Charakterystyczna jest jej obłuda — potrafi grać gospodynię witającą gości, kochającą żonę żegnającą męża uśmiechem w oknie, wreszcie sprawiedliwą królową na sądzie, podczas gdy każda z tych ról jest maską. Druga strona tej samej natury to jednak rosnący lęk: im więcej zbrodni za sobą zostawia, tym bardziej staje się paranoiczna, podejrzliwa wobec ludzi i własnych słów wypowiadanych przez sen.
Konkurs o dzban malin — pierwsza zbrodnia
O wyborze żony ma rozstrzygnąć konkurs: która z sióstr pierwsza nazbiera pełny dzban malin, ta zostanie hrabiną. Już sam pejzaż dzieli siostry. Wokół pobożnej Aliny maliny same kładą się pod dłoń, a wokół Balladyny jagód jest mało i są „czerwone by krew". Ta różnica jest moralną diagnozą postaci, zanim padnie pierwszy cios. Gdy Alina, mając pełny dzbanek, przekomarza się z siostrą i nie chce oddać owoców, w Balladynie narasta najpierw groźba, potem żądanie:
Balladyna, jeszcze niby w gniewie, rzuca zdanie, które jest zapowiedzią zbrodni:
Gdybym cię, siostro, zabiła…
Po chwili pada już otwarte żądanie:
Daj mi te maliny!…
Kiedy Alina nadal się droczy, Balladyna dobywa noża i — pod pozorem czułości — każe siostrze położyć się na ziemi, po czym zadaje cios. Ostatnie słowa Aliny są krótkie i straszne:
Puszczaj!… oh!… konam…
Zaraz po zabójstwie Balladyna rozsmarowuje sobie krew z palca po czole — gest, który stanie się fizycznym piętnem na resztę dramatu:
Krwi plama Tu — i tu — i tu —
Najważniejsze jest jednak postanowienie, którym Balladyna kończy scenę. To świadoma deklaracja zerwania z Bogiem i sumieniem — bohaterka nie tyle zapomina o winie, ile programowo wybiera życie tak, jakby nie było żadnego sądu:
Na niebie Jest Bóg… zapomnę, że jest, będę żyła, Jakby nie było Boga.
Mechanizm kolejnych zbrodni — od noża do trucizny
Pierwsze morderstwo nie jest punktem dojścia, lecz początkiem łańcucha. Każda następna zbrodnia służy zatarciu śladu poprzedniej — to klasyczny mechanizm staczania się, w którym wina mnoży winę. Wracającemu od ślubu kłamstwu („Alina uciekła z obdartym młokosem") muszą towarzyszyć kolejne kłamstwa i kolejne ofiary. Gdy sługa Gralon przypadkiem opisuje znalezione w lesie ciało, czyhający na skarby Kostryn natychmiast rozpoznaje zagrożenie i żąda jego śmierci. Balladyna nie waha się ani chwili:
Kostryn — do Balladyny, dobywając miecza:
Tego człowieka trzeba zabić.
Balladyna z pomieszaniem odpowiada jednym słowem, a następnie sama, zachodząc Gralona od tyłu, zabija go pierwszym cięciem miecza:
Trzeba.
Od tego momentu Balladyna i Kostryn są wspólnikami — łączy ich pakt zbrodni, który zastępuje małżeństwo z Kirkorem. Łańcuch domyka trucizna: w ostatnim akcie Balladyna smaruje jadem „ludomoru" jedną stronę ostrza noża, po czym tym samym nożem rozkrawa chleb i podaje zatrutą połowę Kostrynowi. Tak ginie ostatni świadek jej drogi do tronu — i ostatni człowiek, który mógł się z nią władzą podzielić.
Warto policzyć ofiary tej drogi, bo skala zbrodni jest częścią charakterystyki. Balladyna jest bezpośrednio odpowiedzialna za śmierć: siostry Aliny (zabita nożem), sługi Gralona (zabity jej własnym mieczem), Pustelnika (zlecone Kostrynowi powieszenie świadka jej spowiedzi), Kostryna (otruty chlebem) oraz — pośrednio — matki, którą wypędza w noc i burzę i każe torturować. Każde z tych zabójstw ma inny mechanizm i inny motyw, ale wszystkie układają się w jeden wzór: usuwanie tych, którzy znają prawdę. To nie jest seria odruchów, lecz konsekwentna strategia osoby gotowej „przekroczyć każdą granicę", byle utrzymać raz zdobytą pozycję.
Wyparcie matki — „Ja ciebie nie znam"
Najzimniejszą sceną w całej charakterystyce Balladyny jest publiczne wyparcie się matki podczas uczty. Stara, oślepła już niemal nędzarka wdziera się na salę, by błagać córkę choć o słowo „matulu". Balladyna, już grafini, odpowiada wobec gości udawanym niezrozumieniem, a potem otwartym zaprzeczeniem:
Powiedz, jak weszłaś do złotych pokoi? Ja ciebie nie znam…
Wdowa nie może uwierzyć w to wyrzeczenie:
Nie znasz?… ty matki nie znasz? matki twojej?
Scena ta domyka portret Balladyny jako postaci, która zdradziła wszystkie naturalne więzi: zabiła siostrę, każe spalić rodzinny dom, a teraz wypiera się matki, by ukryć chłopskie pochodzenie. To również moment, w którym uruchamia się ostateczny ciąg kar — wypędzona w noc i burzę matka oślepnie od pioruna i umrze na torturach, do końca nie wydając imienia wyrodnej córki.
Sumienie i plama na czole
Balladyna nie jest jednak bezduszną maszyną do zbrodni — Słowacki wyposaża ją w dręczące, choć stale tłumione, sumienie. Jego materialnym znakiem jest krwawa plama na czole, której nie da się zmyć żadną wodą. To wprost nawiązanie do „Makbeta" Szekspira. Plama jest zarazem realna (Balladyna zasłania ją czarną wstążką, którą Kirkor każe rozwiązać) i symboliczna — to wina wypisana na twarzy. Klątwę tę rzuca nimfa Goplana, oddając karę w ręce samej natury:
Ale na czole plama zostanie czerwona; Nie ostrzegłam jej, próżno byłoby ostrzegać, Ta plama nie zejdzie z czoła.
W trzecim akcie, gdy Balladyna ma już zamek i tytuł, w monologu sama nazywa swój stan. Posiadanie wszystkiego nie daje jej spokoju — przeciwnie, wymusza ciągłe „granie" szczęścia:
Więc mam już wszystko… wszystko… teraz trzeba Używać… pańskich uczyć się uśmiechów, I być jak ludzie, którym spadło z nieba Ogromne szczęście…
Tuż po tych słowach przyznaje, jak działa w niej wyparte sumienie — wraca o świcie, dręczy wieczorem, budzi w nocy:
Rankiem głos sumnienia nudzi, Nad wieczorami dręczy i przeraża, A nocą ze snu okropnego budzi…
To napięcie między zimną wolą zbrodni a paniką sumienia czyni Balladynę postacią psychologicznie żywą, a nie tylko alegorią zła. Im wyżej awansuje, tym bardziej narasta w niej paranoja: w szumie burzy słyszy głosy umarłych, w echu ścian — pytanie sędziego.
Kulminacją tego dręczenia jest scena uczty. Duchy lasu — wykonując klątwę Goplany, że „wierzba korą wyśpiewa" zbrodnię — śpiewają nad stołem balladę, w której nie sposób odróżnić pieśni weselnej od oskarżenia: o siostrach na malinach, o nożu, który „poczerwieniał krwią", o kropli krwi na czarnej brwi. Wreszcie przed Balladyną staje biały cień Aliny z dzbankiem malin na głowie. Bohaterka, jako jedyna na sali, widzi widmo i rozmawia z nim, podczas gdy goście dostrzegają tylko bladą kobietę „śpiącą z otwartymi oczyma". To moment, w którym wyparta wina dosłownie materializuje się i zaczyna prowadzić Balladynę ku zgubie — bo sumienie, którego postanowiła nie słuchać, wraca jako halucynacja, omdlenie i panika.
Żądza władzy — droga do korony
Tym, co odróżnia Balladynę od zwykłej zbrodniarki, jest niepohamowana ambicja. Nie zatrzymuje się na pozycji hrabiny: gdy Kirkor ginie w bitwie, Balladyna razem z Kostrynem sięga po koronę Popielów, a po śmierci kochanka zostaje samodzielną królową. Władza w jej wydaniu jest okrutna i kapryśna — pierwszego dnia panowania skazuje na powieszenie burmistrza, a tych, którzy podnieśli przeciw niej broń, każe okaleczyć. Ironię losu Słowacki buduje na koronie Lecha: świętej koronie, której strzegł wygnany Pustelnik, a która przez splot przypadków trafia na głowę chłopskiej morderczyni. Balladyna zdobywa najwyższą władzę w państwie — i właśnie ta władza stanie się narzędziem jej zguby.
Sposób, w jaki Balladyna sprawuje rządy, dopełnia portret psychiki ukształtowanej przez zbrodnię. Nie zna umiaru ani litości: na wojnie posyła żołnierzy „po trupich żebrach jak po drabinie", przekupuje rycerzy Kirkora złotem, a wziętych do niewoli przeciwników skazuje, by „nie walczyli". Władza nie zaspokaja jej lęku — przeciwnie, zaostrza go, bo każdy poddany staje się potencjalnym świadkiem. Charakterystyczne, że Balladyna do końca pielęgnuje fasadę: każe odnaleźć ciało Kirkora i urządzić mu królewski pogrzeb, ogłaszając się wierną wdową po grafie, który zginął jako jej wróg. Nawet żałoba jest u niej narzędziem budowania wizerunku.
Balladyna a Lady Makbet — kontekst szekspirowski
Postać Balladyny czytelnie dialoguje z dramatami Szekspira, do których Słowacki przyznawał się wprost. Z „Makbeta" pochodzi motyw nieusuwalnej krwawej plamy oraz schemat zbrodni dokonanej dla władzy i mnożonej przez strach przed zdemaskowaniem. Balladyna łączy w sobie cechy Makbeta (to ona zadaje ciosy) i Lady Makbet (to ona jest motorem, zimną planistką kolejnych morderstw). Z kolei świat istot fantastycznych — Goplana, Skierka, Chochlik — nawiązuje do „Snu nocy letniej". Różnica jest jednak zasadnicza: motyw Makbeta to wielka żądza tronu podsycana przepowiednią, motyw Balladyny — przegrany konkurs o maliny. Słowacki celowo obniża skalę przyczyny, by tym mocniej obnażyć nieproporcjonalność zła rodzącego się z drobnej zazdrości.
Podobnie jak u Lady Makbet, u Balladyny krwawa plama jest znakiem sumienia, którego nie da się zagłuszyć racjonalizacją. Jest jednak istotna różnica w finale: Lady Makbet ginie samotnie, pogrążona w obłędzie i lunatyzmie, a Balladyna spotyka karę w pełnej świadomości, w majestacie własnego sądu, rażona piorunem z nieba. U Szekspira kara ma wymiar przede wszystkim psychologiczny; u Słowackiego dochodzi do tego wyraźny porządek metafizyczny — Bóg i „natura zbrodnią pogwałcona" wkraczają jako realne siły wymierzające sprawiedliwość. To przesunięcie jest typowo romantyczne i sprawia, że „Balladyna" bywa czytana zarówno jako tragedia psychologiczna, jak i jako baśniowy moralitet o nieuchronności kary.
Samosąd i śmierć od pioruna
Finał dramatu jest mistrzowskim splotem ironii. Jako nowa królowa Balladyna musi — zgodnie z obyczajem — najpierw zasiąść na sądzie. Przed rozpoczęciem składa uroczystą przysięgę sprawiedliwości, nie wiedząc, że tym samym wydaje wyrok na siebie:
Jeśli fałsz wydam, niechaj będzie ze mnie Gniazdo robaków! niech się ogniem spalę! Ani mię ujmie dobroć, ani trwoga, Ani odwiodą ludzie, ani czarty. Przysięgam sobie samej, w oczach Boga, Być sprawiedliwą.
Kolejne sprawy, które stają przed nią, dotyczą jej własnych zbrodni: otrucie Kostryna, zabójstwo Aliny, niewdzięczność wobec matki. Za każdym razem prawo wymaga wyroku, a Balladyna — nie mogąc ujawnić, że winną jest ona sama — trzykrotnie skazuje na śmierć „nieznanego" zbrodniarza. Gdy pada ostatnie pytanie, jakiej kary wart jest ktoś, przez kogo matka skonała na torturach, po długim milczeniu sama wydaje na siebie wyrok:
Winna śmierci!
W tej samej chwili piorun spada i zabija królową. Tym jednym uderzeniem spełniają się trzy wcześniejsze klątwy: Goplany (że mścić się będzie „natura zbrodnią pogwałcona"), Pustelnika (że na murach zamku ukaże się „Boga palec") i jej własna przysięga („niech się ogniem spalę"). Dramat zamyka gorzki dwuwiersz Kanclerza:
Król-kobieta piorunem boskim zastrzelony; Zamiast w koronacyjne bić w pogrzebu dzwony!
Podsumowanie — co czyni Balladynę postacią tragiczną?
Balladyna to bohaterka, która sama wybiera zło i konsekwentnie brnie w nie aż do końca — a mimo to jej los ma wymiar tragiczny. Tragizm polega tu na nieuchronności kary wpisanej w samą zbrodnię: Balladyna ginie nie z ręki wroga, lecz wydając wyrok na samą siebie, bo sprawiedliwość okazuje się silniejsza od jej woli zapomnienia o Bogu. Słowacki stworzył postać wielowymiarową — zarazem wyrachowaną morderczynię i kobietę dręczoną przez sumienie, chłopkę o królewskiej ambicji i ofiarę własnej drogi. Dla maturzysty Balladyna jest modelowym przykładem do rozważań o winie i karze, o mechanizmie zbrodni, która rodzi kolejne zbrodnie, oraz o romantycznym przekonaniu, że nad ludzkimi czynami czuwa sprawiedliwość metafizyczna — choćby miała przybrać postać pioruna z jasnego nieba.
Na maturze Balladyna jest też wdzięcznym materiałem do porównań i kontekstów. Można ją zestawiać z innymi postaciami, które dla władzy lub ambicji przekraczają moralne granice — z Makbetem i Lady Makbet, z Konradem z „Dziadów" buntującym się przeciw Bogu, czy z biblijnym Kainem, pierwszym bratobójcą. Kontrast z siostrą Aliną pozwala mówić o parze bohaterek skonstruowanych na zasadzie przeciwieństwa: dobro i zło, ofiarność i egoizm, pokora i pycha. Wreszcie postać Balladyny dobrze ilustruje romantyczną fascynację ludowością i moralnym porządkiem baśni, w której zbrodnia zawsze zostaje ukarana — choćby ręką samego nieba.
Więcej zadań i ćwiczeń maturalnych do „Balladyny" znajdziesz na stronie: matury-online.pl/zadania/polski/balladyna.